W 2014 roku Niemcy odnotowały rekordową – przynajmniej w ujęciu nominalnym – nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących. Przyczyniły się do tego dane za grudzień, gdy spadkowi importu towarzyszył silny wzrost wartości eksportu.


W ubiegłym roku nadwyżka na rachunku obrotów bieżących RFN wyniosła rekordowe 215,3 mld euro i była o 13,8% wyższa niż w roku 2013. To rezultat wyższy niż odnotowano w Chinach (176,7 mld euro) stanowiący 7,4% produktu krajowego brutto Niemiec. Choć rekordowa w ujęciu bezwzględnym, to w relacji do PKB większe nadwyżki notują kraje eksportujące ropę naftową, Szwajcaria, Tajwan czy Holandia.

Niemiecka nadwyżka to w znacznej mierze zasługa prężnego eksportu towarów przemysłowych. Całoroczna wartość eksportu z RFN wyniosła 1.133,6 mld euro i była o 3,7% wyższa niż rok wcześniej. Import wzrósł o 2% rdr, sięgając 916,5 mld euro. Dodatni bilans handlowy został powiększony przez saldo na rachunku kapitałowym (+27,3 mld EUR).
Zaskoczeniem były same wyniki za grudzień, w którym niemiecki eksport zwiększył się o 3,4% mdm (do 90,1 mld euro), podczas gdy ekonomiści spodziewali się wzrostu tylko o 1% mdm po spadku o 2,2% w listopadzie. Za sprawą taniejących surowców koszty importu zmalały o 0,8% mdm, czyli dwa razy mocniej niż oczekiwano.
Sukcesy handlowe niemieckich przedsiębiorstw budzą zawiść w wielu krajach – zwłaszcza w romańskiej części strefy euro. Tyle że niemiecka nadwyżka to – oprócz siły, jakości i konkurencyjności firm znad Renu i Izary – paradoksalnie pośredni skutek kłopotów finansowych południa Europy. Osłabienie euro wywołane działaniami EBC (który w ten sposób wspiera deficytowe Południe) poprawia konkurencyjność eksporterów ze strefy euro, na czym najbardziej korzystają... Niemcy.































































