Za uzbieranie kobiałki (2 kg) truskawek w okolicach Łodzi właściciele pól oferują w tym roku 2 zł, a gdy owoce są duże - 1,50 zł. W ciągu godziny sprawny zbieracz może narwać ponad dziesięć koszyków. Stawki są wyższe niż przed rokiem (1,30 - 1,50 zł), mimo to, jak mówią plantatorzy, zbieracze śmieją im się w nos.
- Brakuje mi 10 - 15 osób - mówi Zbigniew Kos, plantator ze Swędowa. - Dawałem ogłoszenia w prasie i rozklejałem je na słupach. Ogłaszałem się nawet w innych regionach, chciałem dowozić ludzi. Bez skutku. Pracują tylko starzy, sprawdzeni zbieracze, ale i oni stopniowo wykruszają się z racji wieku.
Mieczysław Materek, który truskawki uprawia pod Łowiczem, skarży się, że chętni do pracy domagają się, by płacono im za godzinę - 12 - 15 zł.
- A wtedy zamiast zrywać truskawki zaszyje się taki wśród krzaków i siedzi - zżyma się plantator.
- Nawet jak jednego dnia ludzie przyjdą, to nigdy nie wiadomo, czy następnego nie uznają, że to zbyt ciężka praca - mówi Mirosław Harzyński, właściciel 5 hektarów truskawek na obrzeżach Łodzi, któremu w zeszłym roku zmarnowało się, z powodu braku rąk do pracy, 30 proc. plonów.
Polska - obok USA, Japonii, Hiszpanii i Chin - jest jednym z największych producentów truskawek na świecie. Jednak brak chętnych do ich zrywania spowodował, że w zeszłym roku powierzchnia upraw zmniejszyła się o 6 proc. (wynosi obecnie 52 tys. hektarów), a zbiory o 10 proc. (w 2007 roku wyniosły 175 tys. ton).
Na łódzkich targowiskach kilogram truskawek kosztował wczoraj 2,50 - 3,50 zł.
Express Ilustrowany
(mt)
































































