![]() | » 5 absurdów służby zdrowia |
Wyliczenia to gdybanie. Sprowadzają się do prognoz, co ile lat mogą spodziewać się kontroli różnego typu zakłady opieki zdrowotnej. Lekarze pierwszego kontaktu raz na 24 lata, gabinety dentystyczne – raz na 18 lat itd. Jednak duże szpitale są kontrolowane nawet kilka razy w roku.
Kontrole tam, gdzie to konieczne
NFZ broni się, twierdząc, że kontrole są przeprowadzane tam, gdzie jest to konieczne. W mniejszych jednostkach nie prowadzi się fizycznych kontroli, ale nie oznacza to, że nikt nie wie, co się tam dzieje. Każda placówka lecznicza przed podpisaniem umowy z NFZ-em musi spełnić szereg wymogów, które zatwierdzają inne służby. Niekiedy wystarczy tylko kontrola wykonania umów. Gdyby stosować się do zaleceń NIK, to lekarze, zamiast leczyć, musieliby tylko kontrolować.
| »NIK: NFZ łamie własne regulacje i naraża zdrowie pacjentów |
Zdaniem NIK powodem zaniedbań jest zbyt mała ilość środków przeznaczana na kontrole. Stanowi ona tylko 0,05% wydatków, czyli ok. 300 mln zł. Prawo nakazuje NFZ przeprowadzać kontrole raz na 5 lat. Sugestia jest oczywista: zwiększyć nakłady na kontrolę. To jednak oznaczałoby przesunięcie środków, czyli np. nakaz kontrolowania lekarzy pierwszego kontaktu w zamian za zmniejszenie środków na refundację leków. Retoryka taka sama jak twierdzenie, że 54% placówek medycznych jest poza jakąkolwiek kontrolą NFZ-u.
NIK szuka poklasku
NIK zrobił sensację i pokazał Narodowy Fundusz Zdrowia w bardzo niekorzystnym świetle. Ta ostatnia instytucja nie jest bez wad, ale nie powinno się przekraczać granic absurdu. Działalność NIK nie powinna polegać na wzbudzaniu sensacji, ale na rzetelnym informowaniu obywateli o działalności poszczególnych instytucji. W tym przypadku jedynym zaleceniem, jakie powinno być wydane, to zmiana ustawy w takim stopniu, by odpowiadała rzeczywistym potrzebom kontrolnym.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl































































