Pytania bez odpowiedzi
Spółka, dzięki wygranemu przetargowi na dostawy dla ZA Puławy, miała być pierwszym konkurentem PGNiG w dostawach gazu na polskim rynku. Jednak od kilku miesięcy prowadzi bezskuteczne negocjacje z Gaz-Systemem. Umowy sš gotowe, problemem jest jednak interpretacja prezesa URE, zgodnie z którą firmy importujące gaz do Polski mają obowiązek magazynować w Polsce 3 proc. zapasów tego surowca. I tu pojawia się problem, ponieważ umowy przesyłowe nie zawierają takiego zapisu. Nie wiadomo zatem, jak powinno odbywać się magazynowanie surowca. Jak firma może zgromadzić zapasy, skoro nie może ich przesłać? Co konkretnie oznacza pojęcie "bezpieczeństwo państwa"? Czy chodzi tu o bezpieczeństwo klienta, czy Polski? A jeśli chodzi o to drugie, to czemu dbać o nie ma węgierski Emfesz, czy inne podobne podmioty, a nie polskie PGNiG?
Brak przejrzystych reguł
Ponieważ spółka nie mogła doczekać się odpowiedzi na żadne z tych pytań, zdecydowała na zwrócenie się z pismem do KE, w którym stwierdza, że wbrew deklaracjom polskiej administracji, regulacje dotyczšce rynku gazu odbiegają od Dyrektywy Gazowej UE. Wskazuje w nim na brak przejrzystych i jasnych kryteriów dostępu do magazynów gazu dla firm zajmujących się przesyłem, brak konkretnych informacji, a także dyskryminację podmiotów trzecich pochodzšcych z krajów UE na polskim rynku magazynowania gazu.
Sprawa do Trybunału?
O tym, jakie będą dalsze losy tego wniosku, zdecyduje Europejska Dyrekcja ds. Energii i Transportu, po skonsultowaniu go ze stroną polską. Jeżeli uzna go za zasadny i wyda w tej sprawie opinię, a ta nie zastosuje się do niej w określonym terminie, sprawa może zostać skierowana do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W tym przypadku pozytywne rozstrzygnięcia sprawy, może skutkować roszczeniami odszkodowawczymi firm energetycznych w stosunku do Polski. Sprawa jest zatem poważna.
Wspieranie monopolisty
Ale to nie jedyny powód. Zanim KE wyda swoją opinię, zapewne przyjrzy się bliżej polskiemu rynkowi energii, który miał ulegać stopniowej liberalizacji. Polska otrzymuje z UE ogromne pienišdze, które są w gestii Ministerstwa Gospodarki. Środki te są angażowane w projekty związane z bezpieczeństwem energetycznym kraju. Kto je ma jednak realizować, skoro przez brak procedur, jak do tej pory na polskim rynku gazowym nie funkcjonuje żaden inny podmiot poza PGNiG? Jak inna firma może wystąpić zatem o jakiekolwiek dotacje pochodzące z UE, skoro nie funkcjonuje na naszym rynku?
Zły sygnał
Pytanie, jakie pojawia się w końcu, to: czy nie okaże się, że UE stwierdzi tym samym, że Polska za unijne pienišdze wspiera monopol PGNiG? Brak procedur, bałagan i niemożność podjęcia ostatecznej decyzji w sprawie węgierskiego Emfeszu może sprawić, że Ministerstwo Gospodarki szkodzi sobie samo. Po co do UE wysyłać sygnał, że blokuje się inne podmioty, po to, by ograniczyć im dostęp do strumienia Środków unijnych? A pewne jest to, że Emfesz i firmy jemu podobne z chęciš by je zainwestowały. Należy się zatem zastanowić, czy liberalizujemy rynek, czy może wzmacniamy monopol.
Eliza Snowacka































































