Jak donosi agencja Bloomberg, japoński gigant kosmetyczny Shiseido rozważa zastąpienie surowców ropopochodnych materiałami pochodzenia roślinnego. To bezpośredni efekt konfliktu na Bliskim Wschodzie, który wywraca do góry nogami globalne łańcuchy dostaw w branży kosmetycznej.


We wtorek azjatycka marka ostrzegła inwestorów, że braki nafty mogą uderzyć w dostępność kluczowych składników wykorzystywanych do produkcji kremów nawilżających czy kosmetyków do makijażu. Z informacji przekazanych przez agencję Bloomberg wynika, że spółka gorączkowo szuka alternatyw. W grę wchodzi dywersyfikacja i rozszerzenie sieci dostawców oraz wspomniane już przejście na roślinne zamienniki w procesie produkcji.
Przygotowania na "najgorszy scenariusz"
Stres w łańcuchach dostaw, który gwałtownie rósł w czasach pandemii Covid-19, znów daje o sobie znać. Władze spółki nie ukrywają, że sytuacja jest napięta.
– Już teraz optymalizujemy nasze operacje, zakładając realizację najgorszego scenariusza – przyznał dyrektor generalny Shiseido, Kentaro Fujiwara, cytowany przez Bloomberga.
Zawirowania wojenne, spadek sprzedaży w regionie bliskowschodnim oraz rosnące koszty surowców i logistyki odbiją się na tegorocznych wynikach. Shiseido wliczyło już w swoje prognozy finansowe uderzenie w bazowy zysk operacyjny rzędu 5 miliardów jenów (ok. 32 mln USD) w bieżącym roku fiskalnym.

Dlaczego ropa naftowa to fundament branży kosmetycznej?
Choć na opakowaniach promuje się aloes czy algi, to właśnie surowce petrochemiczne (oleje mineralne, wazelina, parafina, glikole) od dekad stanowią cichą "bazę" większości kosmetyków. Z biznesowego punktu widzenia są po prostu idealne: ekstremalnie tanie, bezwonne i chemicznie stabilne. Gwarantują długi termin ważności, gładką konsystencję i nie jełczeją tak jak oleje roślinne. Wspomniana nafta to z kolei półprodukt niezbędny do tworzenia emulgatorów, które pozwalają połączyć w kremie wodę z tłuszczami. Nagłe zastąpienie tych składników kapryśnymi surowcami roślinnymi to dla kosmetycznych gigantów nie tylko logistyczny koszmar, ale przede wszystkim bezpośredni cios w twarde marże.
Żelazna dyscyplina ratuje wyniki
Mimo narastających przeciwności na froncie geopolitycznym, japoński producent ma powody do zadowolenia z bieżących wyników. Shiseido zaraportowało w pierwszym kwartale bazowy zysk operacyjny na poziomie 13 miliardów jenów (ok. 83 mln USD).
To wynik wyraźnie przebijający rynkowe konsensusy analityków. Rynek spodziewał się zysku rzędu zaledwie 10,4 miliarda jenów (ok. 66,5 mln USD). Za tak solidnym przebiciem prognoz stoją przede wszystkim reformy strukturalne i żelazna dyscyplina w zarządzaniu kosztami, które z nawiązką zrekompensowały niższe wolumeny sprzedaży.
W ramach dalszej optymalizacji wydatków, firma ogłosiła również plan zamknięcia swojej fabryki Hsinchu na Tajwanie w drugiej połowie 2027 roku. Według szacunków zarządu ten ruch ma wygenerować stałe oszczędności na poziomie 1 miliarda jenów (ok. 6,4 mln USD) rocznie.
Oprac. AO






























































