Podczas gdy klienci Zondacrypto od tygodni czekają na swoje pieniądze, giełda staje się centralnym punktem politycznego starcia. Donald Tusk wylicza wpłaty na fundacje Ziobry i Wiplera, a Prokurator Generalny wymienia zespół śledczych. W cieniu politycznych igrzysk pozostają pytania o rezerwy giełdy oraz kwestie regulacji rynku kryptowalut i prezydenckiego weta.


Jest 9 kwietnia 2026 roku, klienci giełdy kryptowalut Zondacrypto cały czas skarżą się na niezrealizowane zlecenia wypłat. Mowa zarówno o przelewach w tradycyjnych walutach, jak i w kryptowalutach.
Niepokojącym sygnałem jest też rozjazd cenowy na giełdzie Zondacrypto: bitcoin jest tam wyceniany nawet o 20% niżej niż na innych giełdach. W normalnych warunkach tak głębokie dyskonto zostałoby natychmiast zlikwidowane przez arbitrażystów. Fakt, że "tani” bitcoin na Zondacrypto nie cieszy się popytem, świadczy o tym, że inwestorzy obawiają się braku możliwości przetransferowania aktywów.
Gdzie są rezerwy Zondacrypto?
Trzy dni temu, 6 kwietnia, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl - Szymon Jadczak i Karolina Wysota - poinformowali, że według ekspertów firmy analitycznej Recoveris średni miesięczny stan bitcoinów w portfelach zondacrypto spadł z około 55,7 BTC w sierpniu 2024 do 0,18 BTC w marcu 2026.
W tekście określono to spadkiem rezerw giełdy o 99 proc. tyle tylko, że mowa o gorących portfelach giełdy. Są to portfele służące do obsługi bieżącej działalności operacyjnej spółki. Pozostałe środki każdej giełdy kryptowalut przechowywane są w zimnych portfelach - to znaczy odciętych od internetu, by utrudnić potencjalną kradzież cyfrowych aktywów.

W tekście "WP" i money.pl nie ma informacji o zimnych portfelach, gdzie powinny znajdować się faktyczne rezerwy Zondycrypto. Według prezesa giełdy Przemysława Krala firma posiada w nich 4500 BTC (na dziś byłyby warte ponad 1,16 mld zł). Kral nie dostarcza jednak dowodów na istnienie tych środków, co budzi zrozumiałe obawy. Nie wymienia też z nazwy firm audytorskich, które miały potwierdzać stan rachunków Zondacrypto.
Inna kwestia budząca wątpliwości to fakt, że prezes zondacrypto zachęcał użytkowników niemogących wypłacić środków (m.in. na platformie X.com oraz podczas wywiadu dla naTemat.pl) do pisania do niego prywatnych wiadomości. W związku z tym pojawia się pytanie, czy te osoby były obsługiwane poza kolejką i na jakiej podstawie?
Przemysław Kral otrzymał od nas propozycję rozmowy, jednak nie odpowiedział na naszą wiadomość do momentu publikacji artykułu.
Tusk o przelewach dla fundacji Ziobry i Wiplera
Przed środowym posiedzeniem rządu do publikacji money.pl i Wirtualnej Polski odniósł się Donald Tusk:
- Na przełomie października i listopada 2025 r., miesiąc przed głosowaniem weta prezydenta w sprawie regulacji rynku kryptowalut, Przemysław Kral, prezes zarządu Zondacrypto, dokonał wpłaty 450 tys. zł na rzecz Fundacji Instytut Polski Suwerennej Zbigniewa Ziobro, natomiast spółka z nim powiązana wpłaciła do Fundacji Dobry Rząd Przemysława Wiplera 70 tys. euro oraz była głównym sponsorem imprezy CPAC w Polsce, w trakcie ostatniej kampanii prezydenckiej - powiedział premier.
Reporter "Superwizjera" Michał Fuja podał na X.com, że związana z Zondacrypto spółka Expofer Servis House, która przekazała środki fundacji Dobry Rząd, miała uczestniczyć w zabezpieczaniu majątku Sylwestra Suszka - zaginionego prezesa giełdy kryptowalut BitBay - poprzedniczki Zondacrypto. Przemysław Kral był wówczas prawnikiem Suszka.
Sprawą obecnych problemów Zondacrypto ma zająć się śląski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w ramach śledztwa dotyczącego zaginięcia byłego właściciela BitBaya. W środę pojawiła się informacja, że skład zespołu zostanie wymieniony. Sprawę prowadzoną od 4 lat przejmą nowi prokuratorzy, co według ekspertów może oznaczać wydłużenie dochodzenia.
W swoim przemówieniu dotyczącym Zondacrypto, premier Tusk wezwał do jak najszybszego głosowania za odrzuceniem weta Karola Nawrockiego do ustawy o rynku kryptoaktywów. Czy jednak fakt jej uchwalenia zmieniłby cokolwiek w obecnej sytuacji?
Mit weta. Czy MiCA uratowałaby inwestorów?
Wątpliwości wokół kondycji giełdy Zondacrypto istnieją i są poważne. Jednocześnie politycy wykorzystujący ten kryzys w politycznych przekazach dnia, często mijają się z prawdą. Radca prawny Artur Bilski odniósł się do mitów powstałych wokół ustawy we wpisie na platformie LinkdeIn. Według eksperta wiązanie braku ochrony inwestorów wyłącznie z niedawnym wetem prezydenta Nawrockiego jest błędem merytorycznym.
Bilski podkreśla, że ustawa była opóźniona o rok jeszcze przed trafieniem na biurko prezydenta, a termin jej wdrożenia upłynął 30 grudnia 2024 roku. Zaznacza on, że gdyby państwo dochowało terminów unijnych i przyjęło przepisy na czas, okres przejściowy dla podmiotów takich jak Zondacrypto zakończyłby się znacznie wcześniej, co w praktyce mogłoby uniemożliwić giełdzie dalsze świadczenie usług w Polsce.
Równocześnie ekspert obala tezę, jakoby samo wejście w życie ustawy automatycznie objęło Zondacrypto nadzorem KNF. Wyjaśnia, że Komisja sprawowałaby realną kontrolę jedynie nad podmiotami licencjonowanymi w Polsce (CASP). Zondacrypto operuje tymczasem z Estonii. Co za tym idzie, samo przyjęcie ustawy, nie dałoby polskiemu regulatorowi realnych narzędzi do nadzorowania tego podmiotu.
Artur Bilski odnosi się też do rzekomej bezsilności państwa w obecnym stanie prawnym. Ekspert uważa, że brak ustawy o kryptoaktywach nie oznacza próżni prawnej, ponieważ organy ścigania oraz instytucje takie jak UOKiK dysponują narzędziami do ścigania przestępstw i ochrony konsumentów. Przypomina, że KNF składał już liczne zawiadomienia do prokuratury, a ich umarzanie - choć dyskusyjne - nie wynikało z braku przepisów, lecz z decyzji śledczych.
W podsumowaniu autor podkreśla, że przepisy zawetowanej ustawy, w tym kontrowersyjny artykuł 67.2 dotyczący blokowania stron internetowych, miałyby w przypadku Zondacrypto charakter głównie teoretyczny, gdyż giełda jako podmiot nielicencjonowany zasadniczo nie podlegałaby większości obowiązków, których naruszenie pozwalałoby na tak radykalne kroki.
Co do losów samej ustawy o rynku kryptoaktywów, pytania w tej sprawie zostały skierowane przez Bankier.pl do Ministerstwa Finansów 16 marca. Chcieliśmy dowiedzieć się, czy resort podejmie jeszcze jedną próbę jej wprowadzenia i jak odnosi się do ustawy autorstwa prof. Krzysztofa Piecha, znajdującej się w sejmowej zamrażarce, która miała odpowiadać na ten sam problem. Po 2 tygodniach milczenia ze strony resortu przypomnieliśmy się telefonicznie. Odpowiedź nie nadeszła do tej pory.
Licencje lub ich brak. Gdzie jest 950 tys. klientów Zondy?
Na końcu trzeba zauważyć, że Zondacrypto działa w oparciu o estoński wpis VASP, który dotyczy jedynie procedur AML (przeciwdziałanie praniu pieniędzy). Giełda wciąż nie posiada licencji CASP, która nakładałaby na nią obowiązek separacji aktywów klientów od majątku spółki oraz inne obowiązki wymagane przez unijne prawo.
Estoński nadzór finansowy Finantsinspektsioon nie odpowiedział bezpośrednio na nasze pytanie dotyczące statusu CASP dla Zondacrypto (pytaliśmy, czy spółka ma szanse na szybkie uzyskanie tego statusu). Usłyszeliśmy jedynie, że jak dotąd urząd ten nie przyznał takiej licencji żadnej spółce.
FIU, estońska jednostka ds. AML, nadzorująca BB Trade Estonia OU w komentarzach dla polskich mediów zwracała uwagę, że według jej informacji spółka będąca operatorem Zondacrypto, obsługiwała pod koniec 2025 r. 57 tys. aktywnych klientów. Sam nadzorca podkreślił, że jest to dalece mniej niż deklarowany przez giełdę milion użytkowników.
- Ta znacząca rozbieżność sugeruje, że większość tych polskich obywateli może być obsługiwana przez inny podmiot - potencjalnie spółkę z grupy we Włoszech lub nieznaną jednostkę, a nie przez firmę estońską - wskazywał FIU w komentarzu udzielonym TVN24.


























































