Andy Burnham, najprawdopodobniej przyszły szef brytyjskiego rządu, zamierza stworzyć „Downing Street na północy Anglii” i otworzyć biuro premiera w Manchesterze - pisze w czwartek „Financial Times”. To część planu decentralizacji władzy.


„Andy ma wielkie plany dotyczące decentralizacji, a ich częścią jest posiadanie biura na północy” - powiedział gazecie współpracownik polityka.
Burnham to były burmistrz aglomeracji Manchesteru. Podczas sprawowania urzędu wielokrotnie podkreślał wagę nierówności gospodarczych pomiędzy biedniejszą, poprzemysłową północą Anglii a bogatszym południem. „Król Północy”, jak ochrzciły go media, budował swoją pozycję, krytykując „londyńskie elity” i centralizację władzy w Zjednoczonym Królestwie.
„FT” pisze, że po wyborze na posła, jeszcze podczas pożegnania ze współpracownikami w manchesterskim ratuszu, Burnham zadeklarował, że nawet jako premier będzie spędzał część czasu w tym mieście.
Gazeta podkreśla jednak, że „fizyczne oddalenie” od Londynu „mogłoby utrudnić nowemu premierowi kontrolę nad najważniejszymi dźwigniami władzy”. Były urzędnik kancelarii premiera powiedział „FT”, że w praktyce plan Burnhama może się okazać trudny do realizacji, bo „Downing Street instytucjonalnie bardzo broni swojej pozycji w sercu Westminsteru (dzielnicy rządowej Londynu)”, a Jonathan Powell, były szef kancelarii Tony'ego Blaira, zwrócił uwagę, że przyjmowanie zagranicznych liderów na północy byłoby trudne, bo politycy chcą mieć zdjęcie przed słynnymi czarnymi drzwiami z „dziesiątką”.

Formalnie zgłaszanie kandydatów na nowego szefa laburzystów, który zostanie potem premierem, zacznie się 9 lipca, ale większość analityków jest przekonanych, że zwycięstwo Burnhama jest niemal pewne. Na razie żaden inny polityk nie zadeklarował nawet chęci startu w wyścigu.
Keir Starmer zapowiedział w poniedziałek rano, że zrezygnuje ze stanowiska szefa Partii Pracy i pozostanie premierem do czasu, gdy ugrupowanie wybierze nowego lidera. Słabe wyniki w sondażach oraz niekorzystne rezultaty partii w wyborach lokalnych w Anglii i w wyborach do parlamentów Walii i Szkocji sprawiły, że Starmer mierzył się z buntem we własnym ugrupowaniu.
Z Londynu Adam Dąbrowski (PAP)
ada/ ap/

























































