Prezydent Korei Płd. Jun Suk Jeol został objęty przez ministerstwo sprawiedliwości zakazem opuszczania kraju - poinformował w poniedziałek urzędnik resortu. Wobec szefa państwa toczą się dochodzenia m.in. w sprawie możliwego zamachu stanu w związku z wprowadzeniem 3 grudnia stanu wojennego.


Główny prokurator biura śledczego ds. korupcji wśród wysokich rangą urzędników Oh Dong Wun poinformował komisję parlamentarną ds. legislacyjnych i sądownictwa, że poinstruował śledczych, aby ubiegali się o zakaz opuszczania kraju dla Juna w ramach prowadzonego przez nich śledztwa.
Krótko potem urzędnik ministerstwa sprawiedliwości, Be Sang Up, potwierdził komisji, że środek ten został wdrożony wobec głowy państwa i obowiązuje od godz. 15 (godz. 7 w Polsce). Trwa rozpatrywanie wniosku o objęcie takim zakazem pierwszej damy.
Wśród osób z zakazem opuszczania kraju jest były minister obrony Kim Jong Hjun (aresztowany w niedzielę pod zarzutem zdrady stanu), były dowódca kontrwywiadu obronnego Jeo In Hjung oraz szef sztabu generalnego sił zbrojnych gen. Park An Su, który był dowódcą stanu wojennego.
Jun uniknął w sobotę impeachmentu, gdy deputowani rządzącej Partii Ludowo-Demokratycznej, z której się wywodzi, zbojkotowali głosowanie nad wnioskiem opozycji w tej sprawie.

W niedzielę prokuratura poinformowała o wszczęciu postępowania karnego wobec prezydenta, podejrzewanego o nadużycie władzy i zamach stanu w związku z ogłoszeniem przez niego stanu wojennego. Swoje dochodzenie prowadzi także policja.
Artykuł 84 konstytucji Republiki Korei stanowi, że "prezydent nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej w czasie trwania kadencji, chyba że dopuścił się zamachu stanu lub zdrady stanu".
Opozycja dąży do impeachmentu głowy państwa, podczas gdy Partia Władzy Ludowej chce uporządkowanej rezygnacji Juna, aby uniknąć dalszego chaosu.
Dowódca sił specjalnych: Był nakaz blokowania parlamentarzystów
Pułkownik Kim Hjun Te, dowódca 707. Batalionu Misji Specjalnych, który wszedł do parlamentu Korei Płd. po ogłoszeniu stanu wojennego przez prezydenta Jun Suk Jeola, powiedział w poniedziałek, że miał rozkaz zablokowania deputowanym wejścia do izby, aby zapobiec głosowaniu w sprawie zniesienia środka nadzwyczajnego.
Pułkownik Kim powiedział podczas briefingu prasowego, że jest gotów ponieść wszelką odpowiedzialność prawną za podjęte działania, nazywając siebie "niekompetentnym i nieodpowiedzialnym" dowódcą. Zaznaczył jednak, że działał na rozkaz ministra obrony.
"Żołnierze 707. jednostki są najbardziej niefortunnymi ofiarami wykorzystanymi przez byłego ministra obrony Kim Jong Hjuna" - powiedział, dodając, że "żołnierze nie są winni. Jeśli są czemuś winni, to wykonywaniu rozkazów nieudolnego dowódcy".
Były minister obrony został aresztowany w niedzielę. Prokuratura postawiła mu zarzut zdrady stanu w związku rolą, jaką odegrał w ogłoszeniu i wprowadzeniu w życie 3 grudnia wieczorem przez prezydenta Jun stanu wojennego.
Po trzech godzinach od ogłoszenia dekretu opozycji udało się zwołać sesję parlamentu, na której zgromadziło się - mimo blokady ze strony policji i wojska - 190 z 300 deputowanych. Posłowie przyjęli jednomyślnie uchwałę wzywającą do zniesienia stanu wojennego. Po głosowaniu żołnierze zaczęli opuszczać parlament, a przed świtem w środę prezydent formalnie wycofał dekret.
Jun uniknął w sobotę impeachmentu, po tym jak deputowani rządzącej Partii Ludowo-Demokratycznej zbojkotowali głosowanie nad wnioskiem opozycji w tej sprawie. Opozycja zarzuciła we wniosku Junowi m.in. "bezpośrednie naruszenie zasady podziału władzy" poprzez wydanie rozkazu zatrzymywania posłów. Kancelaria prezydenta w miniony piątek zaprzeczyła tym twierdzeniom.
Ministerstwo obrony potwierdziło także w poniedziałek, że prezydent nadal pozostaje zwierzchnikiem sił zbrojnych pomimo wszczętego przez prokuraturę dzień wcześniej postępowania karnego wobec niego w związku z podejrzeniami o nadużycie władzy i zamach stanu.
Krzysztof Pawliszak (PAP)
krp/ zm/




























































