Moja opcja się nie zmieniała. Jest stała od czterech lat: system emerytalny ma gwarantować bezpieczne i godne emerytury – powiedziała minister pracy Jolanta Fedak. MPiPS to trudny resort zajmujący się trudnymi sprawami – z jednej strony pojawiają się żądania świadczeniobiorców, aby podwyższyć zasiłki lub płacę minimalną. Z drugiej – np. pracodawcy nie chcą, by ta ostania ulegała zwiększeniu. To wszystko trzeba pogodzić z ograniczeniami narzucanymi przez budżet.
Jakiś czas temu Centrum Adama Smitha zaproponowało wprowadzenie w Polsce kanadyjskiego systemu emerytalnego. Polega on na tym, że każdy obywatel, a jednocześnie podatnik, przechodząc na emeryturę, otrzymuje gwarantowane świadczenie w dokładnie takiej samej wysokości, np. 900 zł. Nie ma składki na ZUS, KRUS, itd. Jeżeli obywatel chce mieć wyższą emeryturę, to musi samemu oszczędzać, np. za pośrednictwem wyspecjalizowanych, ale całkowicie dobrowolnych, funduszy emerytalnych. Co interesujące, MPiPS nie wyklucza zastosowania takiego rozwiązania w Polsce. Więcej na temat podatków i emerytur w wywiadzie specjalnie dla Bankier.pl z minister pracy – Jolantą Fedak.
Łukasz Piechowiak: Jest Pani ministrem pracy i polityki społecznej od 2007 roku, czyli od początku kadencj. Jak ocenia Pani swoje dokonania? Jolanta Fedak: Ministerstwo pracy jest trudnym resortem w tym sensie, że zajmuje się wszystkimi trudnymi sprawami, np. związanymi z pomocą społeczną, świadczeniami rodzinnymi, wysokością minimalnego wynagrodzenia, bezrobociem. Od ministra pracy oczekuje się, że da wyższe zasiłki, wyższe zapomogi, wyższą emeryturę, wyższą płacę minimalną. Minister pracy musi więc godzić oczekiwania społeczne z możliwościami budżetu i w tych warunkach prowadzić politykę społeczną. To dotyczy każdego ministra pracy w każdym kraju.
Do swoich największych osiągnięć zaliczam dobrą współpracę z partnerami społecznym w Komisji Trójstronnej. Jako pierwszemu ministrowi pracy udawało mi się rokrocznie w porozumieniu ze związkami zawodowymi i organizacjami pracodawców ustalać wysokość płacy minimalnej, co nie było łatwe. Doprowadziłam, mimo zmasowanego ataku niektórych mediów na mnie, do obniżenia wysokości opłat i składek pobieranych od przyszłych emerytów przez prywatne fundusze emerytalne.
Tym samym wzrosły szanse na godne i pewne emerytury w przyszłości, a sytuacja budżetu państwa się poprawiła. Przeprowadziłam reformę emerytur pomostowych. Na początku kadencji podniosłam wysokość zasiłków dla bezrobotnych. Dzięki ustawom tzw. rodzinnym od 2009 roku wydłużono urlop macierzyński, wprowadzono urlop ojcowski. Uprościłam przepisy związane z zakładaniem żłobków. Podniosłam tam, gdzie ze względu na sytuację budżetu było to możliwe, niektóre świadczenia, np. świadczenie pielęgnacyjne wzrosło o całe 100 zł z 420 do 520 zł.
Ł P.: Czy nie jest tak, że w koalicji PO-PSL pomysły na emerytury Polaków częściej leżały w gestii resortu finansów niż resortu pracy?
J.F.: Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej odpowiada za zabezpieczenie społeczne, w tym emerytury, a Ministerstwo Finansów za finanse publiczne. Kapitałowa część naszego systemu emerytalnego powodowała z jednej strony wzrost zadłużenia państwa, z drugiej – ryzyko bardzo niskich emerytur. Zmiana tego stanu rzeczy była wspólnym zadaniem ministra pracy i finansów.
Ł P.: Najgłośniejszymi i najbardziej medialnymi tematami są sprawy związane z ZUS i OFE. W tym roku dosyć często zmieniała się opcja na rozwiązanie problemu emerytalnego. Większość ekspertów twierdzi, że sprawa jest nie cierpiąca zwłoki. Zatem, jaki jest plan? Czy istnieje jego ostateczna wizja?
Moja opcja się nie zmieniała. Jest stała od czterech lat: system emerytalny ma gwarantować bezpieczne i godne emerytury. Wszystko, co temu nie służy, powinno być wykluczone z systemu emerytalnego. Dlatego konsekwentnie od czterech lat dążyłam do obniżenia prowizji od wpłat do OFE i cel osiągnęłam. A przypominam, że prowizja miała wysokość lichwiarską – 10% od każdej wpłaty. Dziś wynosi 3,5%. Potem obniżyliśmy również wysokość składek do OFE. Tym sposobem ograniczyliśmy ryzyko ich utraty na giełdach, co niestety znowu się dzieje.
Ł P.: Co Pani sądzi o systemie kanadyjskim, zaproponowanym przez Centrum Adama Smitha na początku tego roku?
J.F.: Proponuję podobne rozwiązanie jako emeryturę obywatelską. Państwo każdemu obywatelowi jako płatnikowi podatków pośrednich gwarantuje wypłatę na starość określonej sumy. Jest to propozycja bardzo wstępna do dyskusji. Musimy wszystko policzyć i otrzymać przyzwolenie społeczne na takie działania.
Ł P.: W gestii Pani ministerstwa leży także aktywna walka z bezrobociem. Niestety, większość ekonomistów uważa, że w tym roku jest to walka na "drewniane miecze", bo o połowę zmniejszono budżet Funduszu Pracy, m.in. na dofinansowywanie staży dla absolwentów szkół wyższych. Jaki był powód tego działania?
J.F.: Taką decyzję podjął parlament w obliczu konieczności ratowania budżetu. Plan finansowy Funduszu Pracy jest załącznikiem do ustawy budżetowej. Oczywiście, w tej sytuacji robię, co mogę. Przede wszystkim staram się o odblokowanie tych pieniędzy. Już mi się udało zwiększyć środki o 80 milionów złotych na szkolenia młodocianych. Czekam na odpowiedź ministra finansów na moje pozostałe wnioski.
Ł P.: Coraz głośniej mówi się o braku efektywności urzędów pracy, które częściej pełnią rolę pośrednika pomiędzy bezrobotnym, ZUS-em i NFZ-em, zamiast być miejscem, gdzie się przychodzi po pracę. PO powiedziało, że zastanowi się nad likwidacją deklaracji PIT, czy może MPiPS zastanowi się nad likwidacją PUP-ów, albo przynajmniej wyoutsorcowaniem ich usług?
J.F.: Dziesięć lat temu podjęto taką próbę z emeryturami. Gdy się okazało, że znaczna część wpłaconych na przyszłe emerytury pieniędzy została przejedzona przez OFE jako prowizje, opłata od zysku i po prostu wyparowała na giełdzie i cały czas paruje, przypomniano sobie, że gwarantem emerytury jest jednak państwo. Obawiam się, że tak samo może się skończyć z prywatyzacją urzędów pracy: pieniądze pójdą do prywatnych firm, a państwo zostanie bez środków, ale z problemem do rozwiązania. Prowadzimy pilotażowy projekt w Gdańsku. Prywatna firma ma aktywizować długotrwale bezrobotnych. Jakoś nie słyszałam o ich oszałamiającym sukcesie. Poza tym, osoba, która straciła pracę, ma prawo do zasiłku, do opieki medycznej, do godnego traktowania. Ktoś też powinien prowadzić statystyki, archiwizować dokumenty, potrzebne obywatelom, kiedy będą przechodzić na emeryturę. Okres przebywania na bezrobociu też trzeba udokumentować. Skąd ta stygmatyzacja osób bezrobotnych? Pan też może się znaleźć w takiej sytuacji, czego Panu oczywiście nie życzę, i jak wtedy chce Pan być traktowany?
Ł P.: Czy istnieją szanse na zmniejszenie tzw. klina podatkowego? Coraz częściej młodzi ludzie nie podejmują pracy na podstawie umowy kodeksowej, tylko podpisują tzw. "śmieciówki" - umowy zlecenia, o dzieło. Czy nie lepszym rozwiązaniem, z punktu widzenia polityki socjalnej, byłoby zmniejszenie klina podatkowego dla młodych, np. przez pierwsze trzy lata po studiach?
J.F.: To jest sprawa do rozważenia. System podatkowy, stosunki na rynku pracy, opodatkowanie pracy i kapitału, formy zawierania umów – te instrumenty należy poprawić, ale najważniejszy jest wzrost gospodarczy. Na nim musimy się skupić. Instrumenty aktywnego zwalczania bezrobocia będą skuteczne tylko przy wzroście gospodarczym zgodnie z zasadą, że herbata od mieszania nie robi się słodsza. Sprawa jest pilna. Uważam, że jej rozwiązanie powinno być priorytetem wszystkich polityków w następnej kadencji.
Ł P.: MPiPS zajmuje się także polityką prorodzinną. Jakie są zatem rzeczywiste dokonania, np. w sprawie tańszych przedszkoli?
J.F.: Akurat za przedszkola odpowiada inne ministerstwo. MPiPS odpowiada obecnie za żłobki. Doprowadziliśmy do uproszczenia procedur w zakładaniu żłobków. Oznacza to, że założenie i prowadzenie żłobka powinno być tańsze. Dodatkowo uruchomiliśmy program Maluch z budżetem na ten rok w wysokości 40 milionów, aby pomóc samorządom finansowo w pierwszym okresie działania ustawy. Wprowadziliśmy ustawę o pieczy zastępczej, o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, podnieśliśmy niektóre świadczenia, np. pielęgnacyjne o 100 zł. Zostały wydłużone urlopy macierzyńskie, wprowadzono ojcowskie. Zostały zbudowane zręby polityki prorodzinnej naszego państwa.
Ł P.: Czy po wyborach MPiPS planuje jakieś istotne zmiany w kwestii płacy minimalnej? Jej podniesienie do 1500 zł nie było wielkim zaskoczeniem. Spór o to, ile powinno wynosić minimalne wynagrodzenie, trwa nieustannie. Zatem czy faktycznie, lepszym pomysłem nie byłoby uzależnienie wysokości pensji minimalnej od przeciętnego wynagrodzenia i wzrostu PKB?
J.F.: Wysokość pensji minimalnej jest wypadkową oczekiwań związków zawodowych, obaw pracodawców i możliwości budżetu. Obecnie wynosi ona około 42% przeciętnego wynagrodzenia. Chciałabym, aby stopniowo zbliżała się do 50%.
Ł P.: Czy jeśli PSL osiągnie dobry wynik w październikowych wyborach i zostanie utrzymana koalicja, pozostanie Pani na stanowisku?
J.F.: Bardzo lubię swoją pracę i bardzo się w nią angażuję, ale decyzję w tej sprawie podejmą wyborcy i przyszły premier.
Ł P.: Przez wielu ludzi postrzegana jest Pani jako kobieta sukcesu. Co by Pani radziła innym kobietom pragnącym wejść do polityki? Czy jest to świat mężczyzn, gdzie nie ma miejsca dla kobiet, czy może wręcz odwrotnie?
J.F.: Przede wszystkim, trzeba mieć poglądy. Polityka to dbanie o dobro wspólne, a to oznacza, że dbając o to dobro, możemy się narazić wpływowym lobby. Mając poglądy i przekonanie o swojej racji, będziemy mieli również siłę, aby te ciosy znieść. Jeżeli ktoś nie ma pomysłu na własne życie, lepiej aby do polityki nie wchodził.
Z panią minister pracy Jolantą Fedak rozmawiał Łukasz Piechowiak.
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
» Po co i dla kogo są strefy ekonomiczne?
» Czy Polacy mają mózg delfina?
» Ile nas kosztuje KRUS?
























































