REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Janusz Korwin-Mikke: UE to dzieło socjalistycznej pseudomasonerii

2004-05-20 00:34
publikacja
2004-05-20 00:34
Dodaj Bankier.pl w Google
Z Januszem Korwin-Mikkem, liderem Unii Polityki Realnej i kandydatem na posła do Parlamentu Europejskiego, rozmawiał Michał Chmielewski.

MCh: Co świętował Pan 1 maja: Święto Pracy, Święto Unii?

JKM: Nie świętowałem, bo nie mam zwyczaju świętować 1 maja. Ale nie jest przypadkiem, że akcesja wyznaczona została na 1 maja, święto czerwonych.

MCh: A Święto Pracy świętował Pan, pomijając już tych czerwonych?

JKM: Nie, ja w ogóle nie poważam ludzi pracy. Praca to jedna trzecia człowieka, a moim zdaniem pozostałe dwie trzecie są ważniejsze.

MCh: Jest Pan przeciwnikiem zjednoczenia na przyjętych zasadach. Jak Pana zdaniem powinna wyglądać Wspólnota Europejska?

JKM: Nie na przyjętych zasadach. Jestem przeciwnikiem anschlussu do Unii Europejskiej, bo ja jestem Europejczykiem. Tak samo, jak dobry Rosjanin nie lubił Związku Sowieckiego, a dobry Niemiec Trzeciej Rzeszy, tak dobry Europejczyk nienawidzi Unii Europejskiej. Jeżeli pod okupacją Unii potężna niemiecka gospodarka przez ostatnie 10 lat miała tempo rozwoju czasem 1 proc., a czasem minus 2, to ja przepraszam, ale dziękuję.

Przypominam, że za Hitlera podatki były trzy razy niższe niż obecnie. Okupacja hitlerowska była trzy razy łagodniejsza niż okupacja unijna.

MCh: Oczywiście pod względem ekonomicznym.

JKM: No, oczywiście.

MCh: Czy zgodziłby się Pan na powrót idei, która na początku przyświecała łączeniu Europy?

JKM: EWG? To była dobra koncepcja. Wspólnota Węgla i Stali to był sen Schumana, Unia z tym nie ma nic wspólnego. Czerwoni ten pomysł ukradli, ukradli formę, żeby przerobić EWG na Związek Socjalistycznych Republik Europejskich - tak, jak bolszewicy carat na ZSRS.

MCh: Czy widzi Pan możliwość powrotu do tamtej koncepcji, po prostu wolnego handlu bez tej rozdmuchanej administracji i biurokracji?

JKM: Może powiedzmy sobie kilka słów prawdy. Otóż nie można mówić o Unii Europejskiej, nie mówiąc o jej architektach. Bo przecież ktoś za tym stoi. Za tym stoi zaś organizacja, która udaje masonerię, ale masonerią nie jest. Nazywa się Wielki Wschód. To nie jest żadna tajna organizacja. Znajdzie Pan ich tysiące stron w Internecie - np. Grand Orient de France podwww.godf.org. To są socjaliści, którzy założyli taką pseudomasonerię. Unia Europejska to w dużej mierze ich dzieło, choć nie tylko ich.

MCh: Jak wobec tego wyobraża Pan sobie lepszą Europę?

JKM: Ja chcę powrotu dzikiego, drapieżnego kapitalizmu XIX wieku, zniesienia barier celnych. Przecież między rokiem bodajże 1863 a 85 nie było w Europie ani jednej granicy celnej - uwaga: również zewnętrznej! Jakby nadal były zniesione bariery celne, otwarte granice, to przecież gdyby w jednym z państw nałożono zbyt wysokie podatki na obywateli, wynieśliby się z tego kraju. Podobnie przedsiębiorcy, którzy zalewaliby wówczas kraj macierzysty tanimi towarami. Trzeba zmusić państwa do konkurencji.

Podobnie wolny powinien być pieniądz. Powinna być konkurencja różnych walut. Jak Pan sobie przypomni nauki Fryderyka von Hayecka, był on zwolennikiem sytuacji, w której w jednym kraju jest kilka walut. I w Unii była idealna okazja, aby tę ideę wprowadzić. W warunkach konkurencji i różnorodności każde państwo musiałoby dbać o swoją walutę. Inaczej doszłoby do sytuacji, gdy słaba waluta używana byłaby tylko do płacenia podatków w danym państwie.

MCh: Czy widzi Pan miejsce dla jakiejkolwiek nadrzędnej struktury w Europie?

JKM: Nie. Jestem przeciwko monopolowi. A to byłby monopol polityczny.

MCh: A takie organizacje jak Europejski Bank Centralny?

JKM: Absolutnie nie, nie ma powodu, żeby istniał nawet polski bank centralny. Przypominam, że przed wojną Bank Polski był prywatny. Państwo miało w nim tylko

1 proc. udziałów.

Państwo powinno być całkowicie odizolowane od gospodarki, bo jeżeli państwo zajmuje się gospodarką, to w sposób naturalny wydaje takie ustawy, które forują przedsiębiorstwa państwowe.

MCh: Mimo to UPR startuje w eurowyborach...

JKM: Tak, z jednym zadaniem. Nie dopuścić do uchwalenia Konstytucji Europejskiej. Gdyby powstała, to utracilibyśmy suwerenność. W tej chwili jeszcze Unia nie istnieje formalnie, istnieje tylko Wspólnota Europejska. Dopiero uchwalenie konstytucji spowoduje, że powstanie jedno superpaństwo.

MCh: Czy to jedyny powód?

JKM: Główny, oczywiście istnieją inne... żeby sobie pogadać w tym parlamencie. Jest jeszcze jeden argument: kiedy człowiek z taką legitymacją pojawi się w polskim urzędzie, to urzędnicy pod stół ze strachu wejdą. I to jest ważny argument.

MCh: Jak widzę, jest Pan przede wszystkim pragmatykiem. Więc powinien Pan zdawać sobie sprawę, że ciężko będzie samej UPR negować wspólną politykę Europy.

JKM: Zwracam panu uwagę, że eurokonstytucja na pewno nie będzie przyjęta przez wszystkie kraje. W Zjednoczonym Królestwie będzie referendum, w którym prawie na pewno konstytucja zostanie odrzucona. Mam nadzieję, że w Polsce też tak się stanie. A oś Berlin-Paryż mówi otwarcie: kto nie popiera konstytucji, ten won! Oni nie chcą pozwolić, by istniała taka luźna struktura. Dlatego Europa zjednoczona zostanie okrojona do tych, którzy się zgodzą.

Taka Unia nie przetrwa więcej niż sześć lat. Państwa padają nie dlatego, że są okrutne, złe i niesprawiedliwe, a Unia jest okrutna, zła i niesprawiedliwa, ale dlatego, że zwyczajnie bankrutują.

MCh: A czy Polska może wobec tego już nie skorzystać na wejściu do Unii, ale wykorzystać Unię?

JKM: Jest pewna korzyść. Zniesiono cła. Część ludzi będzie mogła zalegalizować swoją pracę. Choć nie będzie to łatwe, bo przecież sześć milionów Niemców pracuje na czarno, więc czemu Polacy w Niemczech mieliby pracować legalnie, skoro Niemcowi nie opłaca się legalnie zatrudnić Niemca?!

MCh: Czy można liczyć na wzrost zainteresowania inwestycyjnego firm zagranicznych w związku z przystąpieniem do UE? Czy w ogóle zainteresowanie obcego kapitału naszym krajem jest potrzebne?

JKM: Odpowiedź jest prosta. Od czterech lat systematycznie spadają inwestycje zagraniczne w Polsce - właśnie dlatego, że Polska wchodzi do Unii. Wszyscy uciekają na Ukrainę, do Chin - byle nie do Unii.

MCh: No ale Hiszpania na przykład skorzystała, tam inwestowano.

JKM: Bo jeszcze były pieniądze. Socjaliści, którzy rządzą Europą, bardzo lubią dawać pieniądze. Zwłaszcza cudze. Dali Hiszpanii, dali Portugalii, trochę mniej dali Grecji i Irlandii, Polsce już nie dali, bo się skończyły. Dlaczego podnoszą tam, wbrew prawu i mimo protestów - wiek emerytalny? Bo kończą się im pieniądze...

Mamy już przykład wejścia pierwszego kraju byłych demoludów do Unii, byłego NRD. I co. Bezrobocie 26 proc., 20 proc. ludzi stamtąd wyjechało, rozwój gospodarczy minus 6 - powtarzam - minus 6 proc.

MCh: Ale czy nie wyobraża Pan sobie, że nie Unia jako taka, ale prywatny kapitał będzie chciał inwestować w Polsce?

JKM: Dlaczego mieliby to robić?! Przecież Holendrzy i inni inwestowali tutaj, bo byliśmy poza Unią. Teraz zamiast do nas będą uciekać na Ukrainę.

MCh: Wynika z tego, że nasz rodzimy kapitał też będzie szukał nowych rynków.

JKM: Co najmniej trzech członków UPR wyniosło się ze swoim biznesem na Ukrainę już w zeszłym roku. Ja też myślę, czy swoich książek nie drukować gdzieś poza Unią. Czemu mam płacić podatki na okupantów? Oszukiwało się Stalina i Hitlera, teraz oszukiwać się będzie pana Prodiego. Mam nadzieję, że będą niższe kary.

MCh: Jest Pan przeciwnikiem Europy socjalnej czy też socjalistycznej. Czy widzi Pan szansę zmiany oblicza ideologicznego i ekonomicznego Unii? Czy strategia lizbońska jest jakimś krokiem w kierunku liberalizacji systemu?

JKM: To jest plasterek na ranę, tak jak mniej więcej u nas plan Hausnera. Z tym, że ta rana wymaga porządnego cięcia chirurgicznego, a nie plasterka. Zresztą niech pan powie: czy z tej całej strategii lizbońskiej cokolwiek zrealizowano?

Trzeba wreszcie powiedzieć sobie jasno: socjalizm jest zły, dawanie ludziom za darmo jest złem moralnym! Jeżeli facet ma dwie lewe ręce i traci pracę, to bardzo dobrze, a nie bardzo źle. Trzeba pomagać tym, którzy umieją pracować, a nie tym, którzy nie umieją pracować. Trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć: cały XX wiek jest krokiem w złym kierunku. Oszustów trzeba też wsadzić do więzienia. Nikt już w Polsce nie uwierzy w zmiany, jeżeli do więzienia nie pójdą ci, którzy zrobili Okrągły Stół.

MCh: Tu Pan zbliża się poglądami do Andrzeja Leppera.

JKM: Kiedy pan Lepper chce zrobić jeszcze większy socjalizm! My mamy pretensje do twórców Okrągłego Stołu za oszustwo; za to, że mówili, że idą do kapitalizmu,

a w rzeczywistości pchnęli nas do eurosocjalizmu. Natomiast pan Lepper ma do nich pretensje o to, że odeszli od tego siermiężnego socjalizmu! Obaj zgadzamy się, że ich trzeba wsadzić do więzienia - ale za dokładnie przeciwne rzeczy.

MCh: To może kantowska idea wiecznego pokoju jest tym, czym można mierzyć nasz rozwój cywilizacyjny?

JKM: Chyba Pan żartuje? Niemcy finansują Unię, by rozpocząć wojnę - na razie

gospodarczą - ze Stanami Zjednoczonymi. Ja mówię o klasie rządzącej w Niemczech: chcą rewanżu za dwie przegrane wojny. Nie wiem, jakie plany mają chadecy - mówię o brunatnych, którzy obecnie rządzą. Przypominam, że jak pan pomiesza zielony z czerwonym, to wyjdzie brunatny...

MCh: Czy wojna to dobry środek wspierający gospodarkę?

JKM: Nie, wojna niszczy gospodarkę.

MCh: Czy idea wolnego rynku jest jeszcze do utrzymania w momencie, gdy rządy państwowe, w tym tak przez Pana podziwiany rząd amerykański, muszą wspierać kapitał?

JKM: A co to szkodzi, takie wsparcie. Piękno wolnego rynku polega na tym, że jeżeli nie ma monopolu, to nie można

go zepsuć. Jeżeli jakieś państwo będzie wspierało swój eksport, to niech wspiera. To będzie ze stratą dla tego państwa. Japonia, która wspierała swój eksport, zepsuła swoją gospodarkę. Japończycy pracowali jak mróweczki przez 40 lat - i to zostało zmarnowane. Gdyby rząd japoński nie wspierał eksportu, to Japończycy byliby dziś w stanie kupić pół świata. Ponieważ „wspierali” - to tak naprawdę Japonia dotowała inne państwa, które mogły kupować taniej ich towary. To był absurd!

MCh: Mówi Pan: „podatkiem trzeba tępić nierobów”. Nie uważa Pan jednak, że praca stała się dziś towarem, i to towarem deficytowym? Czy można karać za brak pracy?

JKM: Nie rozumiem? Kto ją sprzedaje?

MCh: Powiedzmy tak, więcej jest chętnych do pracy niż samej pracy...

JKM: Ależ skąd! Nie ma chętnych do pracy. Ludzie domagają się wolnych sobót i piątków! Ludzie chcą tylko dostawać zasiłki dla bezrobotnych. Pracy jest od cholery. Wzbogacimy się trochę - i każdy by chciał, żeby jego dziecko chodziło do szkoły, gdzie jest nie trzydzieścioro, ale piętnaścioro dzieci w klasie. Liczba nauczycieli automatycznie ulega podwojeniu.

W socjalizmie ludzie się rozleniwiają. Tylko głód zmusza ludzi do pracy. Tymczasem sprawiedliwość - nie mylić z SS, czyli „sprawiedliwością społeczną” - polega na tym, że dobrze powinni mieć ludzie, którzy umieją pracować lub myśleć - natomiast ci, co są głupi i na dodatek lenie, mają mieć bardzo źle!

MCh: Nie przekonam Pana, że nawet w sytuacji, w jakiej jesteśmy dziś, państwo powinno angażować się w tworzenie miejsc pracy?

JKM: Każde miejsce pracy tworzone przez państwo wymaga urzędnika. Urzędnik to podatki na tego urzędnika. Można łatwo udowodnić, że dwóch urzędników to trzy stracone miejsca pracy. Gdyby nikt nie walczył z bezrobociem, tylko po prostu radykalnie obniżono by podatki - to nie byłoby bezrobocia.

MCh: Jakie zadania widzi Pan przed nowym rządem?

JKM: Wszystko jedno, kto jest dziś u władzy: jeśli nie zmieni się filozofii rządzenia, nic się nie zmieni. Zmiana polega zaś na tym, że ważny ma być nie producent, ważny ma być konsument. I kapitaliści, i robotnicy powinni chodzić na dwóch łapkach wokół konsumenta. A nie konsument ma prosić, żeby państwo łaskawie obniżyło cła, bo on chce coś kupić. W Polsce rządzi Komisja Trójstronna, złodzieje z rządu, pracodawcy i związki zawodowe. Wspólnie działają na szkodę konsumenta. Kłócą się tylko o podział łupu.

MCh: Pragnie Pan powrotu do starej smithsjańskiej idei wolnego rynku, który jest przestrzenią wolności i równości.

JKM: Nie, ja jestem prze-ciwnikiem równości. Równość jest zła.

MCh: Chodzi mi o równość nas jako konsumentów.

JKM: A, przy takim ujęciu sprawy - zgadzam się. Konsumenci na rynku powinni mieć równe prawa. Tymczasem nie zawsze tak było. Niech Pan weźmie komunizm. W stołówce partyjnej sekretarz zapłacił za taki sam obiad dwa razy mniej niż robotnik w knajpie. Niby płacili tą samą złotówką, ale za każdym razem miała ona inną wartość. Złotówka dyrektora była lepsza.

MCh: Jak według Pana powinna wyglądać polska prywatyzacja. Czy giełda byłaby dobrym rozwiązaniem?

JKM: Nie. Akcjonariat jest jeszcze jedną formą socjalizmu. Ja jestem zwolennikiem małych rodzinnych biznesów. Spółka najwyżej trzech osób. Wtedy można mówić o własności.

Akcjonariat to kolejne wypaczenie kapitalizmu?

To taki „kapitalizm ludowy”. Tak samo jak „sprawiedliwość społeczna” jest zaprzeczeniem sprawiedliwości...

MCh: Znalazłem taką Pańską wypowiedź: „Polityk grający na GWP jest oszustem - lub herosem”. Co właściwie ona znaczy?

JKM: Tak, to się zgadza, bo polityk posiadający akcje będzie często stawać przed dylematem, czy działać na rzecz dobra ogólnego, czy firmy, w której ma akcje. Może mówić prawdę, która będzie niekorzystna dla jego firmy - i tu jest herosem, bądź może podejmować działania przynoszące jego firmie korzyść - wówczas jest oszustem. Łatwo się domyślić, którą opcję wybierze. Posiadanie akcji przez polityków powinno być karane.

MCh: Czy w minimalnym państwie, którego jest Pan orędownikiem, będzie miejsce dla partii politycznych? Co one mogłyby tam robić?

JKM: Nie miałyby wiele do roboty. Mogłyby się kłócić o wysokość wydatków na policję lub wojsko. Nie mógłby rządzić na przykład PSL, bo nic nie mógłby dać chłopom. Dlaczego w Wielkiej Brytanii w XIX wieku nie było partii chłopskich - bo rząd nie mógł nic zabrać robotnikom i dać chłopom.

MCh: Podcina więc Pan gałąź, na której Pan siedzi. Jest Pan w końcu politykiem.

JKM: Owszem, podcinam. Ale co z tego? Politykiem być wcale nie muszę, wolałbym żyć z publicystyki.

MCh: UPR jako partia zniknęła ze sceny politycznej. Znam Pańskie zarzuty odnośnie do mediów. Uważa Pan, że jesteście marginalizowani. Ale może jest tak, że straciliście swoich zwolenników?

JKM: Nie widzę tego. Kiedy ostatnio szliśmy w jakimś marszu w Krakowie, byliśmy jedyną partią, która dostawała brawa - tylko Pan tego nie zobaczy w telewizji. Ja zauważam nawet entuzjazm, z tym, że wśród, jeżeli mogę tak powiedzieć, elit.

MCh: UPR to partia, jak Pan sam mówi, pragmatyków. Kiedy to przełoży się na skuteczność w walce politycznej. Może warto rozejrzeć się za jakimiś sojuszami?

JKM: Chrystus nie zawierał sojuszów - i dlatego chrześcijaństwo zwyciężyło. Polityk nie może iść na żadne kompromisy. Kompromisy to zabójstwo dla idei. I dla polityka.

MCh: Tego w polskiej polityce jakoś nie widać.

JKM: Widać. Dlatego właśnie znajdujemy się w tym bagnie. A to, że politycy zarabiają pieniądze, to wypaczenie samej idei polityki. My przez politykę rozumiemy walkę idei, a nie walkę o żłób.

GAZETA FINANSOWA
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki