Dzisiaj giełdowi inwestorzy otrzymali kwartalne wstępne wyniki większości europejskich gospodarek. Fatalnie wyglądała sytuacja w Niemczech, gdzie PKB spadł o 3,8% kw/kw i 6,7% r/r. To wynik zdecydowanie gorszy od rynkowego konsensusu (-3% kw/kw i –6% r/r) i zarazem najgorszy od przynajmniej 40 lat. Produkt krajowy brutto Włoch spadł o 5,9%, Francji o 3,2%, Hiszpanii o 2,9%, a Finlandii aż o 10,8% r/r. Tymczasem dzisiaj giełda w Helsinkach poszła w górę o przeszło 2%.
Większego wrażenia nie zrobiły też raporty o inflacji, która w Eurolandzie ustabilizowała się na poziomie 0,6%, a w Stanach Zjednoczonych spadła do –0,7%. Tyle że w USA deflacja jest jedynie efektem tańszej ropy, a bazowy wskaźnik wzrósł już do 1,9%.
Nastroje europejskich graczy poprawiły się w drugiej części sesji, gdy na rynku pojawiły się dane zza Atlantyku. Pozytywnie zaskoczyła poprawa aktywności gospodarczej w regionie nowojorskim oraz najwyższe od września nastroje konsumentów. Wyraźnie wyhamowała też dynamika spadku produkcji przemysłowej. Jednak pomimo optymistycznej interpretacji raportów z gospodarki inwestorzy z Wall Street nie kwapili się do kupowania akcji.
Ale sesja w Europie kończy się w nieco lepszych nastrojach niż się zaczynała. O godzinie 16:20 paryski indeks CAC40 rósł o 0,6%, mediolański Mibtel zyskiwał 0,7%, zaś giełda w Amsterdamie zwyżkowała o 1,6%. Jeszcze lepiej było na parkietach w Dublinie i Helsinkach, gdzie skala wzrostów przekroczyła 2%. Pod kreską znalazł się za to londyński FTSE100, który tracił 0,4%.
K.K.





























































