Indeksy na WGPW powinien ściągać w dół sektor bankowy po wynikach Pekao
Pisałem wczoraj po sesji w USA, że do całej układanki nie pasuje jeden element: wolumen, który z sesji na sesję się zmniejsza. Indeksy są już blisko lipcowych minimów, a NASDAQ właśnie go dotknął (w cenach zamknięcia je pokonał). Po tak brutalnych spadkach należy się choćby odbicie typu „dead cat bounce” i dzisiaj jest dobra sytuacja, do tego, żeby nastąpiło: nie ma danych makro. Zarówno zmniejszający się wolumen jak o bliskość dołków i dzień bez danych są elementami mocno sprzyjającymi odbiciu.Jest jednak coś, czego nie potrafię ocenić: stan psychiki Amerykanów. Czy rzucą się masowo wybierać pieniądze z funduszy czy nie. Jest to całkiem możliwe, bo słyszą ciągle o drugiej recesji, temat skandali nie znika, a wyciąg z konta wygląda coraz gorzej. Wtedy nic nie uratuje rynku przed przebiciem minimów, a w konsekwencji przed krachem. Trzeba pamiętać, że na tych i wyższych poziomach obróciła się olbrzymia ilość akcji. Jeśli posiadacze zaakceptują małą stratę to dobrze się to nie skończy.
Podsumowując: analiza techniczna podpowiada, że odbicie jest już za rogiem, ale jeśli Amerykanie się załamią to może ono nastąpić od dużo niższego poziomu. W każdym razie po sesji nic wielkiego się nie działo: AHI +0,07%, a kontrakty są na sporych minusach, ale to efekt handlu w Azji, gdzie indeksy wyraźnie pospadały.
Euroland wczoraj zakończył sesję olbrzymimi spadkami (CAC-40 – 4%, a XETRA DAX –5,7%). W sumie, podczas ostatnich 4 sesji indeksy straciły 10 i więcej (DAX 14) procent. Owszem, to też już zachęca do odbicia, ale jeśli inwestorzy przeprowadzą takie rozumowanie, jakie ja przeprowadziłem to będą się bardzo bali kolejnych sesji w Stanach. Wtedy o odbiciu nie może być mowy, a co najwyżej o trzymaniu się blisko wczorajszego zamknięcia, albo o niewielkich spadkach.
Gdyby tak było to być może nasz rynek znowu by ocalał. W końcu zarządzający widzą to, co i ja widzę: zmniejszający się obrót i zbliżający się test dna w USA. Nie powinno dojść do paniki, ale sesja nie może być miła dla byków.
Wczorajsze wyniki spółek też do dobrych nie należały. Co prawda KGHM podała lepszy zysk (43 mln – oczekiwano 36 mln), ale zysk operacyjny i przychody były gorsze od prognoz. Poza tym ciągle wisi nad spółką sprawa Telefonii Dialog, a ceny miedzi ciągle spadają. A jeśli świat wejdzie znowu w recesję to spadną znacznie. Nie jest to zachęcająca perspektywa i obawiam się, że jeśli nawet kurs wzrośnie to ten wzrost długo nie potrwa (chyba, że dojdzie do tego odbicie na świecie).
Pekao za to zaskoczyło chyba wszystkich. Strata netto w wysokości 123 mln zł. jest szokująca. Przyczyny to złe kredyty i Stocznia Szczecińska. Ale skoro mówiono, że z powodu stoczni trzeba będzie utworzyć rezerwy na 150 mln zł. to znaczy, ze na inne, złe kredyty poszło 532 mln. To bardzo dużo. Pani prezes powiedziała, że jeśli stagnacja będzie się przeciągać (a będzie) to będą tworzone nowe rezerwy. Poza tym podtrzymała prognozę zysku w wysokości 1 mld. Trzeba pamiętać jednak, że zaufanie zdobywa się z trudem, a traci się łatwo. Nikt w tę prognozę nie uwierzy po ostatniej, bardzo przeciąganej redukcji prognozy. Pekao powinno spadać ciągnąc za sobą sektor bankowy. Przecież nikt nie uwierzy, że tylko Pekao ma złe kredyty z powodu stagnacji gospodarki. A sektor bankowy ma olbrzymi wpływ na WIG-20.
Można było oczekiwać, że skoro zarządzający wczoraj zachowali olimpijski spokój to musza po A powiedzieć B i tak samo zachować się dzisiaj. I pewnie by tak było, ale wynik Pekao i przyczyny tego wyniku powinny uniemożliwić zachowanie relatywnie większej siły względnej do innych rynków. Pokonanie 1026 pkt. na WIG-20 byłoby zaproszeniem do testu wsparcia w obszarze 980 do 1000 pkt. Wydaje się prawie pewne, że nie może być dzisiaj mowy o teście linii trendu spadkowego, ale gdyby w Eurolandzie jakimś cudem zaczęło się odbicie to ta linia jest dzisiaj na wysokości 1076 pkt.



























































