Wczoraj szef francuskiego MSZ Bernard Koucher powiedział w Luksemburgu, że to Polska zgłosiła do misji w Czadzie nie - jak mówiono na początku - 150 żołnierzy, a 350.
O tym, że nasz kontyngent ma liczyć 150 ludzi, mówił w ubiegłym tygodniu minister obrony narodowej. Aleksander Szczygło poinformował wtedy, że na unijną misję pojadą przede wszystkim żandarmi. Obecnie dowódca kontyngentu jest na rekonesansie, a na początku listopada odbędzie się na ten temat unijna narada.
Bez względu na to, ilu żołnierzy pojedzie na pogranicze Czadu i Sudanu, polscy eksperci zwracają uwagę, że unijna misja powinna - oprócz militarnej obecności w Afryce - skupić się także na innych aspetkach tej sprawy. Beata Górka-Winter z Polskiego Instytytu Spraw Międzynarodowych uważa, że powodzenie misji zależy od szerszego spojrzenia na sprawę konfliktu w tym rejonie świata. Górka-Winter przypomniała, że sytuacja polityczna w Sudanie jest bardzo skomplikowana. Zagrożone jest główne porozumienie pokojowe podpisane w 2005 roku pomiędzy Północą a Południem kraju. Kilka dni temu - co podkreśliła ekspert z PISM - główne ugrupowanie z Południa zawiesiło uczestnictwo w tym porozumieniu. "W samym Darfurze około 22 grup rebelianckich działa na tamtym obszarze" - podkreśliła Górka-Winter.
Dlatego też, zdaniem Beaty Górki-Winter, UE powinna naciskać na większy udział społeczności międzynarodowej w rozwiązaniu konfliktu. Jak podkreśliła ekspert z PISM, Rada Bezpieczeństwa ONZ powinna przede wszystkim wypracować jednolite stanowisko co do sprawy sudańskiej. Instytucja ta - jako jedyna - może bowiem wywrzeć presję na sudański rząd, chociażby nakładając na niego sankcje.
Beata Górka-Winter jest zdania, że roczna obecność Unii Europejskiej w regionie konfliktu na pewno polepszy sytuację humanitarną w prowincji Sudanu. W Darfurze jest obecnie około pół miliona uchodźców. W większości obozów brakuje wody pitnej i pożywienia.
Źródło:IAR































































