Jaka ilość bitcoina w portfelu mieście się w chłodnej kalkulacji, a kiedy zaczyna się hazard? Analizuję raporty czeskiego banku centralnego i wyliczenia prof. Mercika, który wskazuje konkretny procent alokacji oraz granicę ryzyka. Dowiedz się, jak na cyfrowe aktywa patrzą bankierzy z kraju Krecika i przy jakiej dawce "cyfrowa przyprawa" może odbić się czkawką dla Twojego majątku.


Siedzę przy moim dębowym biurku i przeglądam archiwalne nagłówki z 2017 roku. To fascynująca lektura, która pokazuje, jak bardzo różnimy się od naszych sąsiadów zza południowej granicy. Podczas gdy u nas pisano o „"pseudowalutach", Czesi uspokajali, że to nie żaden diabeł i badali grunt. W 2026 roku szef ich banku centralnego dążył do tego, aby dodać bitcoina do rezerw. Opierał się na wyliczeniach, o których opowiem. Na końcu prof. Aleksander Mercik zdradzi nam, czy istnieje coś takiego jak bezpieczna dawka bitcoina w portfelu, a jeśli tak - ile wynosi.
Dwie szkoły: "uważaj!" kontra "zrozum"
Nie wiem czy pamiętacie 2017 rok, dlatego szybka migawka: w Syrii rozbito Państwo Islamskie, w Polsce tekę premiera przejął Mateusz Morawiecki, a Francją zaczął rządzić Macron. Wojny i zarazy były gdzieś w Afryce albo na Bliskim Wschodzie. WIG20 przebijał kilkukrotnie 2500 punktów, złoto kosztowało w porywach 1300 dol. za uncję, kryptowaluty przeżywały drugą dużą hossę.
W lipcu 2017 roku NBP i KNF wydały komunikat, w którym ostrzegały przed inwestowaniem w kryptowaluty. W grudniu 2017 powstała nawet specjalna strona internetowa uwazajnakryptowaluty.pl (obecnie nieaktywna), gdzie bitcoina nazwano "nibywalutą" i "pseudowalutą". Urzędnicy pisali wtedy, że "waluta" wirtualna jest używana jako imitacja pieniądza, jeśli dwie strony transakcji tak między sobą uzgodnią.
Mniej więcej w tym samym czasie, pod koniec lipca 2017 roku, Narodowy Bank Czech (CNB) opublikował artykuł zatytułowany "Don’t be afraid of bitcoin" ("Nie bój się bitcoina"). Mojmír Hampl, ówczesny wiceszef instytucji, pisał spokojnie, że bitcoin to system o stałej podaży, który ze swej natury musi być zmienny, ale nie stanowi realnego zagrożenia dla tradycyjnego pieniądza, dopóki banki centralne rzetelnie dbają o stabilność cen.

Kto wyszedł na tym lepiej - Czesi czy Polacy?
Uczciwie trzeba przyznać, że polska ofensywa informacyjna KNF i NBP wstrzeliła się prawie idealnie w drugą hossę na rynku kryptowalut oraz jej szczyt. W grudniu 2017 roku bitcoin dotarł do 19 834 dolarów, a później zaliczył gwałtowny zjazd w dół.
Oddalmy jednak wykres i zobaczmy jak wygląda ten okres w szerszym kontekście. Kto kupił na górce, ten musiał czekać 3 lata, by bitcoin wrócił na ten sam poziom.
W 2018 roku, gdy bitcoin kosztował niecałe 7500 dolarów, KNF rozpoczął kampanię społeczną "A Ty kim będziesz, kiedy bańka pęknie?". "To jest Piotr, żyje w bańce złudzeń inwestycyjnych, krypto-fatamorganie" - mówi narrator klipu, by później wymienić obok siebie piramidy finansowe, kryptowaluty i nienadzorowany rynek forex.
Brawa dla KNF, że uczulał ludzi na ryzyko. "Lepiej nie zyskać, niż stracić" - powtarzał mój ojciec. Z drugiej strony stawianie oszustw finansowych obok kontrowersyjnej, ale jednak klasy aktywów, nie skleja się z perspektywy czasu (jak wiadomo analiza wsteczna jest zawsze skuteczna).
Bankier z dżungli i czeskie rezerwy w bitcoinach
Minęło 8 lat od ostrzeżenia NBP i artykułu CNB. W styczniu 2025 roku w mediach finansowych gruchnęła wiadomość, że gubernator Czeskiego Banku Narodowego Aleš Michl wyszedł z propozycją, by Czesi ulokowali w bitcoinie nawet 5% swoich rezerw walutowych (wartych wtedy ok. 140 mld euro). Argumentował, że świat się zmienia, a BTC to ciekawy element dywersyfikacji dużego portfela.
Michl to specyficzny bankier centralny, co sam przyznawał. Był współzałożycielem funduszu inwestycyjnego opartego na algorytmach, który otwarcie mówi: "lubię rentowność”. Składając swoją propozycję dodania bitcoinów do czeskich rezerw, przyznawał szczerze - "jeśli porównasz moją pozycję z innymi bankierami, to wchodzę do dżungli lub jestem pionierem”.
Reakcja czeskiego establishmentu była jednak chłodna. Minister finansów Zbyněk Stanjura stwierdził, że bank centralny ma być "symbolem stabilności", a bitcoin do tego nie pasuje. Z kolei poprzedni gubernator, Jiří Rusnok, zamiast krypto zalecił inwestycje w stare wina. Ostatecznie, 30 stycznia 2025 roku, Rada CNB odrzuciła pomysł zakupu bitcoinów.
Dlaczego Czesi myśleli o kupnie bitcoina? "Efekt kropli"
Analitycy Banku Czech (Adam, Michl i Škoda) nie zgadywali, jak zachowywałyby się ich rezerwy uzupełnione o bitcoiny. Dokładnie to przeliczyli jak wyglądałoby to w różnych scenariuszach i różnym składzie portfela. To, co nazwali "efektem kropli", to matematyczny fakt: bitcoin ma tak dużą siłę oddziaływania na portfel, że nawet jego śladowa ilość może dużo w nim zmienić.
W symulacji opartej na danych z lat 2010-2025, dodanie do portfela 1-procentowej pozycji na bitcoinie przyniosło lepszą stopę zwrotu niż doważenie go akcjami o potężne 35 proc.
Co najciekawsze, przy tej 1-procentowej kryptowalutowej domieszce całkowita zmienność portfela nie wzrosła, lecz nieznacznie spadła.
Zamiast przesuwać jedną trzecią majątku w stronę giełdy, wystarczyło więc dosypać odrobinę "cyfrowej przyprawy", by uzyskać lepszy efekt przy stabilniejszym kapitale. Jeżeli nie wierzycie mi na słowo, zajrzyjcie do obliczeń Czechów - link zostawiam tutaj.
Pomimo odrzucenia pomysłu dodania BTC do rezerw CNB, gubernator Michl nie zrezygnował z krypto-eksperymentów. Zamiast miliardów euro, w listopadzie 2025 roku czeski bank centralny uruchomił testowy portfel aktywów cyfrowych o wartości 1 mln dol. To 0,0006% ich aktywów. Kupili bitcoina, stablecoiny (tokeny powiązane z dolarem) oraz tokenizowany depozyt dolarowy. Cel? Testy i nauka.
Druga strona medalu - gdzie tkwi ryzyko?
Jako audytor muszę jednak dodać twarde kontrargumenty, których nie znajdziecie w ulotkach entuzjastów:
- Zmienność: roczna zmienność bitcoina (ok. 60%) jest kilkukrotnie wyższa niż akcji (ok. 20%) i złota (16%).
- Zmiana otoczenia: wyniki z lat 2010–2025 mogą nie powtórzyć się w przyszłości. Pierwsza dekada to wzrost od zera do miliardowych wycen - to trajektoria niemożliwa do powtórzenia w dojrzałym rynku.
- Maksymalne obsunięcia: historyczne obsunięcia kapitału na bitcoinie przekraczały 70-90%. Bankierzy z Pragi otwarcie ostrzegają: ten zasób może być kiedyś wart zero.
- Korelacja w kryzysie: choć historycznie niska (0,07 z akcjami ), w momentach paniki rynkowej korelacje wszystkich ryzykownych aktywów drastycznie rosną, co niweluje zalety dywersyfikacji.
Ile bitcoina w portfelu to dopuszczalna dawka?
Jak doświadczenia czeskich bankierów mogą przełożyć się na portfel polskiego inwestora indywidualnego. W tej sprawie zadzwoniłem do prof. Aleksandra Mercika, który bada ten temat zawodowo. Spytałem go wprost: na jaki procent bitcoina jest przestrzeń w dobrze zbalansowanym portfelu (w zależności od apetytu na ryzyko) i czy da się to dokładnie policzyć?
- Da się to oszacować całkiem konkretnie: policzyłem to w badaniach przedstawionych w mojej książce "Kryptoaktywa i ich rola w dywersyfikacji portfela inwestycyjnego". Dla portfela polskiego inwestora, który ma już akcje, obligacje skarbowe i złoto, optymalny udział bitcoina wychodził w przedziale 0,29%–11,66%, a średnio około 6,25% (w zależności od wariantu portfela), co jest zbieżne z podejściem wielu portfeli modelowych wskazujących okolice ~5% - wyjaśnia prof. Mercik.
Jednocześnie ekspert podkreśla, że przy dużej awersji do ryzyka sensowniej trzymać się dolnej części widełek, rzędu 2-3%.
- Nie warto przesadzać z udziałem bitcoina, bo jego zmienność bywała kilkukrotnie wyższa niż innych klas aktywów i po przekroczeniu udziału na poziomie 11-12% parametry portfela zaczynają się pogarszać - rośnie zmienność, a stopa zwrotu nie rośnie proporcjonalnie - dodaje prof. Mercik.
Podsumowanie
Raporty od Česká Národní Banka i liczby profesora Mercika prowadzą mnie do jednego wniosku: na bitcoina warto patrzeć jak na kolejny instrument w skrzynce z narzędziami, a nie jak na pojedynczy obiekt kultu. Podobne widełki (1–5%) pojawiają się w modelach wielu globalnych zarządzających aktywami.
Gubernator Aleš Michl słusznie zauważył, że bitcoin może być wart w przyszłości albo zero, albo ogromną kwotę. Dlatego jeśli już, jako konserwatywny inwestor, być może byłbym skłonny potraktować BTC jak matematyczną przyprawę w dobrze zdywersyfikowanym portfelu.
Skoro bankierzy centralni z Pragi mogą testować kryptowaluty, dlaczego nie mogę tego robić i ja? Wybieram szkiełko i oko, nie emocje. A pisząc o emocjach mam tu na myśli zarówno uwielbienie i ślepą wiarę, jak i całą paletę negatywnych uczuć od pogardy po strach. Wiarę zostawmy religiom, uczucia ludziom, to jest rynek.
Pozdrawiam, Wasz Janusz
Wszystkie artykuły z cyklu edukacyjnego Janusz Krypto znajdziecie w tym miejscu, zapraszam też do odwiedzin na moim Facebooku. Maile możecie wysyłać na adres janusz.krypto@bankier.pl.
Na zdjęciu pod tytułem: Dwóch mężczyzn w skarbcu Departamentu Skarbu USA. Na stole leżą worki z monetami, pliki banknotów i jedna kostka zawierająca sto 400-dolarowych certyfikatów złota o wartości 400 000 dolarów. Ok. 1920 r.
























































