REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na giełdzie

    Hossy na rynku obligacji ciąg dalszy

    Jacek Maliszewski2002-09-16 00:36
    publikacja
    2002-09-16 00:36

    Hossy na rynku obligacji ciąg dalszy


    Złotówka znalazł kurs równowagi. Od początku sierpnia kurs koszyka złożonego po połowie z dolara i euro oscyluje między 4,07 a 4,15 złotego. Widać wyraźne, iż z jednej strony znajdują się uczestnicy rynku oczekujący kolejnej (trzeciej?) fali osłabienia złotówki, a z drugiej strony znajdują się tacy, którzy obecnie złotego kupują licząc na zakończenie majowo-lipcowego rajdu. Która strona ma racje? Osobiście większe nadzieję wiążę z dalszą deprecjacją naszej waluty. Jednak w krótkim terminie scenariusz może być naprawdę dowolny. Dlatego też przestałem żałować zamknięcia długich pozycji w grze spekulacyjnej i obecnie z uwagą obserwuję rozwój wydarzeń, gotowy w każdej chwili zająć odpowiednią pozycję. Mówię tutaj cały czas o grze silnie spekulacyjnej. Oszczędności, jakie pojawiają się co jakiś czas skrzętnie zamieniam na waluty obce i lokuję na koncie walutowym w banku (za małe kwoty, by inwestować w papiery dłużne zagraniczne). Czyli podsumowują:

    1. W krótkim terminie w grze z silnym lewarem wolę przebywać poza rynkiem,
    2. W horyzoncie długoterminowym zamieniam oszczędności na waluty obce.

    Dziwnie zacząłem dzisiejszy komentarz - od podsumowania. Spójrzmy wobec tego na informacje, które skłoniły mnie do postawienia ww. tez. Zacznę od analizy technicznej. Na wykresie tygodniowym kursu koszyka pojawiła się formacją należąca do grupy "wierzchołkowych". Groźba podwójnego szczytu na wysokości 4,21 oraz poprawka (chyba nawet ważniejsza) na 4,16 hamuje zapał grających na zniżkę złotego. Z drugiej strony widać, że znajdujemy się w ponad rocznym trendzie umacniania złotego, który może dalej trwać. Tak naprawdę rozstrzygnięcie nastąpi po przebiciu któregoś z dwóch ważnych poziomów: 4,00 - sygnał zakończenia ponad rocznego trendu lub 4,21 - sygnał kontynuacji. Obecnie nie jestem w stanie przewidzieć w którą stronę pójdzie rynek. Dlatego chyba faktycznie bezpieczniej jest nie szaleć.

    Teraz sprawy spoza AT. Alternatywą wobec przechowywania oszczędności w walutach obcych jest rynek akcji (próbne wejście na rynek - 5-10% kapitału - jak najbardziej interesujące), rynek depozytowy lub papierów skarbowych. Załóżmy, iż faktycznie 5-10% kapitału można zainwestować w polskie wybrane akcje. Co z pozostałymi 90-95%? Na rynku depozytowym lub papierów skarbowych dzisiaj otwierana inwestycja może przynieść co najwyżej w ciągu roku 7,5%. Odliczając od tego podatek, pozostanie marne 6%. Spodziewam się większego zysku na walutach. Niech jeszcze tylko RPP obniży stopy o 100-150 punktów w ciągu tego roku, a znaczna część kredytów hipotecznych zaciągniętych w walutach obcych zostanie przewalutowana na złotówki. Ja w każdym razie spodziewam się właśnie takiej lawiny w niedalekiej przyszłości.

    Ponadto spodziewam się, iż do Unii Europejskiej nie wejdziemy tak szybko, jak się większości zdaje. A każdy rok opóźnienia skutkować będzie wielkim problemem z obsługą szybko rosnącego zadłużenia publicznego. Już dziś agencje ratingowe zaczynają przestrzegać i grozić dalszą obniżką ratingu dla pożyczek zaciąganych przez Skarb Państwa. To może być naprawdę groźne.

    Wróćmy do wykresów. Dziś wyjątkowo nie będę omawiać rynku eur/pln i usd/pln. Nic istotnego od ostatniego komentarz się nie wydarzyło. Ponadto można co dziennie oglądać zamieszczane przeze mnie wykresy z tych rynków. Spójrzmy za to na wykresy funta brytyjskiego oraz franka francuskiego - moi faworyci...

    Wykres kursu franka w relacji do złotego jest bardzo podobny do wykresu euro. Na wykresie tygodniowym widzimy, iż w czerwcu kurs wyłamał się w górę z odwróconej dużej formacji RGR. Minimalny zasięg ruchu po wyjściu z takiej formacji to osiągnięcie poziomu co najmniej 3 złotych. Obecnie może co prawda dojść do korekty i ruchu w dół, co zbiegłoby się w czasie z podobnym ruchem na rynku usd/chf. Na wykresie tym już dawno temu zamieściłem dwie linie - czerwoną i zieloną, będące moimi prognozami. Innymi słowy można się spodziewać ruchu powrotnego do przebitego niedawno poziomu 0,65, a następnie (po nieskutecznej próbie przebicia w dół) ataku na szczyt z 1998 roku - 0,77. Czyli późniejszy wzrost kursu franka względem dolara o 20%.

    Na wykresie funta mamy sytuację jeszcze lepszą. Wyraźnie dominuje tutaj trend rosnący i prawdopodobnie niedługo pokonane zostaną szczyty z lipca i sierpnia. Jeśli ktoś wrócił z wakacyjnej pracy zarobkowej w Anglii, to warto się wstrzymać ze sprzedażą zarobionych funtów. A jeśli ktoś musi sprzedać, to proszę o kontakt na priv ;-) Jakąś ilość chętnie kupię omijając wysokie marże bankowe. Ale mała uwaga. Na wykresie tygodniowym można rozrysować wznoszący się kanał. Z jednej strony uprawdopodobnia on kontynuację obecnego trendu rosnącego, lecz z drugiej strony daje sygnał możliwej korekty w dół po dojściu do linii nawrotu kanału (obecnie na wysokości 6,70).

    Czy to oznacza, iż funt będzie się zachowywać równie silnie jak frank? Warunek jest jeden - funt musi w podobny sposób zyskać względem dolara. Na dziennym wykresie gbp/usd nie widać nic szczególnego, co mogłoby dawać aż tak optymistyczne prognozy. Jednak wykres tygodniowy daję taką nadzieję. Na początku czerwca (po kilku tygodniowej walce) kurs funta wyszedł górą z wielkiego trójkąta. Minimalny zasięg wzrostu po zrealizowaniu się formacji, to osiągnięcie poziomu 1,70 dolara za funta. Oznaczałoby to wzrost o 10%. Mniej to niż w przypadku prognozy dla franka, ale ... warto podzielić kapitał na dwie części, by zmniejszyć ryzyko.

    No cóż pozostaje pytanie, co może spowodować tak znaczne osłabienie dolara? Atak na Irak? Być może. Ja jednak bardziej liczę, iż załamanie (dokładnie - załamanie) się kursu dolara nastąp9 wtedy, gdy do bessy na rynku akcji dołączy bessa na rynku obligacji oraz nieruchomości. Na razie na obydwu tych rynkach (nieruchomości i papierów dłużnych) panuje hossa, która powoli zaczyna rozgrzewać się do białości. Uwzględniając dodatkowo fakt, iż rynek instrumentów dłużnych jest kilka razy większy niż rynek akcji w USA, załamanie się hossy na tym rynku może spowodować znacznie większy ruch na rynku walutowym (czytaj - odpływ kapitału z USA; a dokąd? Może do Azji? Czemu nie? Najwyższy czas, by w Japonii wystąpiła choćby korekta 13 letniej bessy na rynku akcji oraz przynajmniej krótkotrwała poprawa koniunktury inwestycyjnej w tym kraju. Ale uwaga - nie mówię o końcu problemów Japonii, lecz o okresowej poprawie) niż zmiany na rynku akcji.

    Na razie szaleństwo na rynku instrumentów dłużnych trwa w najlepsze. Wręcz trend ulega przyspieszeniu i to na papierach 10-letnich i na 30-letnich. Kiedyś się to skończy. Chyba, że FED obniży stopy tak mocno, jak to zrobiono w Japonii. Wtedy rentowność papierów długoterminowych mogłaby faktycznie spaść jeszcze o połowę przedłużając hossę w tym segmencie rynku. Tylko, czy wtedy inwestorzy nie zaczną widzieć analogię do Japonii? Resztę dopowiedzcie sobie sami.

    A u nas w środę sukcesem zakończyła się sprzedaż obligacji dwudziestoletnich. Rentowność do wykupu spadła do poziomu 6,219%. Dla mnie to też oznaka małego szaleństwa. Jeśli szybko wejdziemy do Unii, a następnie do Unii walutowej (EMU), to faktycznie będzie można o 1% osiągać większy dochód niż z podobnych papierów Włoskich. Ale co będzie jeśli wejście się opóźni i przez połowę okresu do wykupu rentowność naszych papierów nie będzie zbiegać się do rentowności papierów krajów EMU? Czy takie pół punktu procentowego dodatkowego zysku ponad zysk możliwy do osiągnięcia z papierów Włoskich dla przykładu, jest warte ponoszonego ryzyka? No chyba, że ktoś tutaj liczy na aprecjację naszej waluty. Tylko jak to pogodzić z dążeniem MF do osłabienia złotówki o 15%? Widać rynek nie wierzy w słowa ministra Kołodki i przestał się bać jego gróźb. A to też nie jest dobra sytuacja, gdy słowa ministra finansów nie są traktowane poważnie przez rynek finansowy.

    Pytań co nie miara. Odpowiedzi na razie mgliste. Każdy sam musi podjąć decyzję i liczyć także na łut szczęścia. Miłej nocy.

    Jacek Maliszewski

    e-mail:

    Jacek.Maliszewski@waw.bankier.pl

    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane: Waluty

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki