W stosunkach międzynarodowych powraca koncepcja stref wpływów, a USA dokonują największego zwrotu w polityce zagranicznej od II wojny światowej - skonstatował magazyn "Foreign Affairs" i zauważył, że powstaje pytanie, czy negocjacje w sprawie zakończenia wojny Rosji przeciw Ukrainie będą nową Jałtą?


Rosja wykorzystała kryzys finansowy z 2008 r.
Autorka tekstu, profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Tufts Monica Duffy Toft, przypomniała, że inwazja Rosji na Ukrainę nigdy nie miała jedynie wymiaru konfliktu regionalnego. Od bezprawnej aneksji Krymu w 2014 roku mamy już dowody na to, że Rosja testuje oparty na literze prawa porządek międzynarodowy oraz to, jak dalece Zachód skłonny jest go bronić - stwierdziła ekspertka.
Spokój, jaki zapanował w stosunkach międzynarodowych po zakończeniu zimnej wojny, skończył się właściwie wraz z kryzysem finansowym z lat 2008-09, kiedy to Rosja doszła do wniosku, że gospodarka państw zachodnich została poważnie osłabiona. Począwszy od napaści na Gruzję w 2008 roku Rosja nieustannie sięga po rozwiązania siłowe i hybrydowe, by osłabić Zachód i poszerzyć swoją strefę wpływów.
Dziś mocarstwa szukają sposobu na ponowne ułożenie globalnego porządku, podobnie jak podczas konferencji w Jałcie w 1945 roku. Jednak tym razem kwestie ideologiczne nie mają znaczenie w tej grze.
"Tylko twarda siła i powrót starej zasady, że +silny robi to, co może, a słaby znosi, to co musi+. W takim świecie instytucje międzynarodowe, jak NATO i UE zostaną zmarginalizowane, a autonomia słabszych krajów stanie pod znakiem zapytania" - podkreśliła Duffy Toft.
Zauważyła też, że Ukraina "nigdy nie wystarczy, by zrealizować wizję Putina dotyczącą właściwego miejsca Rosji w świecie".

Możliwy jest jednak taki scenariusz, w którym NATO i UE nie dają się osłabić i adaptują się do nowej sytuacji, stając się przeciwwagą dla zabiegów USA, Rosji i Chin, które chcą wykorzystać "twardą siłę" dla własnych interesów narodowych, stwarzając zagrożenie dla pokoju. Państwa europejskie mogą jednak razem - a właściwie tylko razem - zagwarantować sobie bezpieczeństwo - stwierdziła autorka.
Powrót do XIX-wiecznej polityki
Tymczasem jednak wstępne założenia dotyczące rozejmu w wojnie Rosji przeciw Ukrainie zdają się wskazywać na bardzo wyraźny powrót do XIX-wiecznej polityki, w której mocarstwa dyktowały warunki innym państwom. "Rosja i sekretarz stanu USA Marco Rubio zażądali, by Ukraina zaakceptowała straty terytorialne i pozostała poza zachodnimi sojuszami wojskowymi, co sprawiłoby, że kraj ten stałby się satelitą Rosji" - zaznaczyła Duffy Toft.
Jeżeli presja, jaką na Kijów wywierają USA i Rosja okaże się skuteczna, będzie to "normalizacją używania siły militarnej do promowania narodowych interesów, i - co jest jeszcze groźniejsze - formą nagradzania tej siły" - oceniła ekspertka.
Powrót do archaicznego stylu uprawiania polityki siły widoczny jest też w deklaracjach Trumpa, dotyczących jego apetytu na wchłonięcie Kanady i przyłączenie do USA Grenlandii.
Jeśli w tej labilnej sytuacji międzynarodowej USA, Rosja i Chiny uznają, że w ich interesie leży uniknięcie za wszelką cenę konfrontacji nuklearnej, to wzajemne uznanie stref wpływów, na wzór Jałty, może im posłużyć za "mechanizm deeskalacji" napięć - ostrzegła autorka "FA".
Nowa Jałta?
Negocjacje w sprawie Ukrainy mogą zatem tym bardziej przypominać konferencję jałtańską, a Chiny odegrać w nich taką rolę, jaka przypadła Wielkiej Brytanii w 1945 roku, kiedy to osłabione wojną, ale wciąż uznawane za imperium Zjednoczone Królestwo szukało rozwiązań dla własnych geopolitycznych problemów u boku układających się mocarstw.
Może jednak dojść do zbliżenia USA i Rosji w kontrze do Chin, a wtedy Europa, Japonia, Korea Południowa, a nawet Australia będą musiały szukać nowych sojuszów i gwarancji bezpieczeństwa - stwierdziła.
Strefy wpływów rzadko są statyczne i można zakładać, że z czasem Stany Zjednoczone mogą zmienić front i powrócić do polityki opartej na innych przesłankach. Na razie jednak nie są wiarygodnym gwarantem stabilności w polityce międzynarodowej i wygląda na to, że wręcz przychylają się do ekspansjonistycznej polityki swych dawnych wrogów, a nawet ją imitują - oceniła Duffy Toft.
To, jak będzie w nowym układzie wyglądała przyszła równowaga sił i mapa wpływów, zależeć będzie od tego, jak daleko posuną się takie kraje jak USA, Rosja, Chiny, Indie i Iran, by sobie te wpływy zagwarantować - skonkludowała ekspertka.(PAP)
fit/ mal/




























































