Środa była wyjątkowo słabym dniem dla posiadaczy akcji. Na tle światowej czerwieni wprawdzie wyróżniał się nieco WIG20, nad Wisłą jednak powodów do radości również nie było zbyt wielu.


Dzień od początku układał się źle dla byków. Rozpoczęło się od spadków w Azji. Indeksy w Chinach, które od pół roku utrzymują się w centrum obaw inwestorów, straciły wprawdzie jedynie ok. 1%, jednak Japończycy zanotowali najgorszą sesję od 3,5 miesiąca i weszli tym samym w obszar bessy. Następnie czerwień zawitała do Europy, gdzie spadki we Frankfurcie, Paryżu i Mediolanie niemal przez cały dzień przekraczały 2%. Amerykańskie kontrakty utrzymywały się 1,5% pod kreską.
Popołudnie przyniosło kolejną falę wyprzedaży. Ropa, która przez większość dnia tłumiła wzrosty, po pojawieniu się w grze Amerykanów potaniała jeszcze bardziej. Po południu spadki na tym surowcu przekraczały już 4%. W reakcji na ten ruch S&P500 pogłębił spadki do 2,6%. Indeks wyznaczył tym samym swoje nowe roczne minima. Włosi dzień kończyli niemal 5% pod kreską, Hiszpanie blisko 4%, francuski CAC stracił 3,5%, natomiast niemiecki DAX 3%.
W Polsce z kolei inwestorzy mieli okazję przejechać się istnym rollercoasterem. Początkowo warszawski parkiet naśladował zachowanie zachodnich odpowiedników i spadki nad Wisłą przekraczały 1,5%. WIG20 wyznaczył nawet nowe sześcioletnie minima, które od dziś usytuowane są na poziomie 1657 punktów. Wraz z giełdą osłabiał się także złoty, który bił dziś kolejne rekordy słabości.
ReklamaZobacz także
Później blue chipy jednak nieco się ożywiły. Za sprawą dobrej postawy banków i energetyki WIG20 wzbił się nawet na procent ponad kreskę i przekroczył poziom 1710 punktów. Informacją, która wstrząsnęła może nie całą giełdą, ale kursami PGE, Energi, czy Enei, były słowa ministra Tchórzowskiego, który zapowiedział, że resort w najbliższym czasie nie zamierza zmieniać polityki dywidendowej energetycznych gigantów. Notowania przedstawicieli sektora wystrzeliły o kilka procent. Cała trójka kończyła dzień ponad 2,5% wzrostami. Czarną owcą był Tauron, który osunął się o 4%, udowadniając tym samym, że jest w najtrudniejszej sytuacji.
WIG20 sesję zakończył jednak 1,1% pod kreską. Para zeszła przede wszystkim z banków, które stanowiły drugi motor wcześniejszego odbicia. Symbolem może być BZ WBK, który w kilka minut spadki zamienił na 5% wzrosty, by sesję zakończyć na poziomie +0,8%. Ponad kreską udało się utrzymać także Aliorowi (+3,5%) i PKO (+1,4%). Dla odmiany Pekao straciło 2,5%.
Banki wyróżniały się także na szerokim rynku, tutaj jednak tylko w negatywnym świetle. Ponad 3% straciły papiery ING, Bosia oraz Handlowego. Fatalnie prezentowały się spółki Leszka Czarneckiego: Getin osunął się o 5,5%, Getin Noble z kolei aż o 7,7%. Bank ten ponownie notowany jest poniżej granicy 50 groszy, co na dłuższą metę grozi scaleniem akcji lub wykluczeniem z giełdy.
WIG stracił dziś ostatecznie 1,4% i w trakcie sesji pogłębił swoje czteroletnie minima. Blisko 2% sięgnęły spadki na sWIG-u i mWIG-u. Najsłabszym sektorowym indeksem okazał się WIG-Surowce, który stracił 3,2%. Na wynik ten pracował przede wszystkim taniejący o 3,5% KGHM. Spółka zbliżyła się tym samym do swoich sześcioletnich minimów.






























































