W środę rano notowania ropy Brent pogłębiły przeszło 12-letnie minimum, spadając poniżej 28 dolarów za baryłkę. Taniejąca ropa wywołuje silne spadki na giełdach akcji i może wymieść z rynku amerykańskich nafciarzy wiercących w łupkach.


O 10:15 za baryłkę ropy Brent płacono 27,83 USD, a więc o ponad 3% mniej niż we wtorek. Wcześniej kurs Brenta spadł nawet do 27,76 USD, co było najniższą ceną od grudnia 2003 roku.
Amerykańską ropą Crude z lutowym terminem dostawy handlowano po cenie 27,39 USD za baryłkę. Ale najbardziej aktywna seria kontraktów – z dostawą w marcu – kosztowała 28,59 USD za baryłkę.
W ślad za taniejącą ropą na łeb na szyję spadają giełdowe indeksy. Sesja w Tokio przyniosła spadek Nikkei225 o 3,7%. Po godzinie handlu główne giełdy w Europie zniżkowały po ok. 3%. Na przeszło 2-procentowym minusie znalazły się notowania kontraktów terminowych na S&P500.
Najnowszą falę przeceny ropy naftowej wywołała prognoza Międzynarodowej Agencji Energii, według której rynek ropy w 2016 roku „utonie w nadpodaży”. Nadprodukcja ropy skutkująca spadkiem cen tego strategicznego surowca o 75% w ciągu 1,5 roku wywołuje już więcej obaw niż radości z tańszych paliw i niższych kosztów transportu.
Najwięcej powodów do zmartwień mają najdrożsi producenci ropy. O nerwowości amerykańskich nafciarzy donosi agencja Reuters, według której znaczna część niezależnych amerykańskich firm wydobywczych wychodzi na zero przy cenach w przedziale 40-60 USD za baryłkę. Jeśli notowania ropy na dłużej zagoszczą poniżej 30 USD za baryłkę, wielu z nich stanie przed nieprzyjemnym wyborem pomiędzy bankructwem, sprzedażą aktywów lub głęboką restrukturyzacją zadłużenia.
„Nie ma już miejsca na cięcie kosztów. Niewiele więcej da się teraz zrobić. Spółki tracą pieniądze z miesiąca na miesiąc. Wszędzie jest źle (…) Przeżyłem załamanie z lat 80-tych i teraz zaczynam się czuć podobnie” – powiedział Reutersowi Raymond Lasseigne, prezydent firmy TMR Exploration z Luizjany.

























































