REKLAMA
ZAGŁOSUJ

Europejski Bank Centralny wkracza w wiek maturalny

Krzysztof Kolany2017-06-01 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2017-06-01 06:00

Europejski Bank Centralny powstał 1 czerwca 1998 roku. Nie minęły dwie dekady, a jego faktyczna rola uległa diametralnej zmianie. I to niestety na gorsze.

EBC jest bankiem centralnym strefy euro – zwornikiem i czapą dla 19 narodowych banków centralnych. To EBC ustala stopy procentowe w eurolandzie, odpowiada za emisję banknotów i funkcjonowanie transeuropejskiego systemu rozliczeń bankowych (Target2). Formalnie EBC jest niezależny zarówno od pozostałych organów Unii Europejskiej, jak i od rządów, parlamentów i społeczeństw państw członkowskich. Jednakże w praktyce EBC wykazuje silną podatność na naciski płynące z Komisji Europejskiej i stolic najważniejszych krajów eurolandu.

Kto kogo ograł: Niemcy Europę czy Europa Niemców?

Aby odkryć źródła EBC, trzeba się cofnąć przynajmniej o dekadę przed jego oficjalnym powstaniem. Czerwiec 1988: Rada Europejska podjęła ostateczną decyzję o „realizacji unii gospodarczej i walutowej”. Szczegóły dopracowała Komisja Europejska pod wodzą Jacques'a Delorsa. Nieco ponad rok później upada Mur Berliński. Rozpoczyna się zjednoczenie Niemiec, które zaburza kruchą równowagę czterech europejskich potęg (RFN, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch). Po zjednoczeniu Niemcy uzyskują dominującą pozycję w Europie ze względu na liczbę ludności, wielkość gospodarki oraz dominującą rolę marki na europejskim rynku walutowym.

fot. Kai Pfaffenbach / / FORUM

Istnieje pozaoficjalna teoria głosząca, że zrzeczenie się marki i zgoda na unię walutową były ceną, jakiej Francja zażądała za zgodę na połączenie RFN i NRD. W czasach dominacji poglądu, iż euro przysłużyło się głównie Niemcom, taka teoria może się wydawać co najmniej zaskakująca. Ale 30 lat temu mocna marka niemiecka była solą w oku władz Francji czy Włoch. W ramach europejskiego „węża walutowego” (ograniczającego wahania kursów europejskich walut wobec siebie) prowadzący restrykcyjną politykę monetarną Bundesbank tak naprawdę ustalał stopy procentowe dla całej EWG. Aby nie wylecieć z „węża”, Francuzi także musieli podnosić stopy, co doprowadzało do szału polityków z Paryża przywykłych do wydawania publicznych pieniędzy lekką ręką.

Dlatego to Francja najmocniej naciskała na utworzenie euro i to Francuz Delors pilotował ten program. Unia monetarna została wpisana do traktatu z Maastricht (1992) tworzącego Unię Europejską w jej obecnym kształcie. Powołanie sześć lat później Europejskiego Banku Centralnego było skutkiem decyzji podjętych na przełomie lat 80. i 90.

Miał być drugi Bundesbank...

Niemcy nie sprzedali się jednak tanio. To na żądanie Berlina EBC oparto na wzorcach niemieckiego banku centralnego, a jego siedzibą stał się Frankfurt nad Menem – centrum finansowe Niemiec i centrala Bundesbanku. EBC miał traktatowo zagwarantowaną niezależność od polityków i rządów krajów członkowskich (czytaj: od Francji), a jego nadrzędnym celem było trzymanie inflacji na stosunkowo niskim poziomie, określonym później jako słynne „blisko, ale poniżej 2 proc. rocznie”. Patrząc czysto teoretycznie, była to kalka schematu Bundesbanku, który dał Niemcom mocną walutę, walnie przyczyniając się do sukcesu niemieckiej gospodarki w latach powojennych.

Problem w tym, że EBC w praktyce nie okazał się wierną kopią niemieckiego pierwowzoru. Dwóch pierwszych prezesów (Holender Wim Duisenberg i Francuz Jean-Claude Trichet) jako tako opierało się naciskom polityków i usiłowało prowadzić zdrową politykę monetarną opartą o realnie dodatnie stopy procentowe. Jednak ostatecznie Trichet ugiął się pod naciskami, ściął stopę procentową do 1% i rozpoczął eksperymenty z „niekonwencjonalnymi” środkami wspierania banków, naruszając przy tym własne standardy (np. przyjmując greckie obligacje jako zastaw udzielanych pożyczek). Wiosną 2010 roku EBC przekroczył Rubikon, uruchamiając interwencyjny skup obligacji greckich (a później też portugalskich, włoskich i hiszpańskich) i łamiąc przy tym zapisy traktatu z Maastricht zakazującego finansowania rządów krajów członkowskich.

... a wyszła Sodoma i Gomora

EBC poszedł na całość dopiero w jesienią 2011 roku, gdy Tricheta zastąpił Włoch Mario Draghi. Ten były wiceprezes Goldman Sachs International nie miał żadnych skrupułów, bezwzględnie wykonując polecenia polityków i kręgów finansowych. Statutową „ochronę wartości euro i utrzymywanie stabilności cen” odesłano do lamusa. Naczelnym priorytetem EBC stało się utrzymanie płynności finansowej eurobankrutów z europejskiego Południa. Jak  zadeklarował sam Mario Draghi: „zrobię wszystko, co trzeba” (ang. wahtever it takes), aby obronić euro. Jak powiedział, tak zrobił.

Pod wodzą Draghiego frankfurcki bank stał się faktycznym pożyczkodawcą ostatniej instancji dla tych państw strefy euro, które utraciły zaufanie inwestorów. To obietnica nieograniczonego i bezwarunkowego skupu obligacji skarbowych (program OMT) zatrzymała kryzys w strefie euro, prawdopodobnie powstrzymując (lub opóźniając) rozpad bloku walutowego. Dzięki temu euro nadal jest walutą Włoch, Grecji czy Portugalii.

Europejski Bank Centralny ostatecznie stracił cnotę w marcu 2015 roku, gdy pod pretekstem „walki z deflacją” rozpoczął „drukowanie pieniędzy” – czyli skup obligacji państwowych przy użyciu nowo wykreowanych euro. EBC początkowo „drukował” 60 mld euro miesięcznie, a rok później skala QE została zwiększona do 80 mld euro na miesiąc. Drugim „osiągnięciem” Mario Draghiego było wprowadzenie ujemnych stóp procentowych – oprocentowanie lokat w EBC zostało obniżone do -0,40 proc. Poniżej zera spadły także rynkowe stopy procentowe – Libor 3M dla euro znalazł się na poziomie -0,37 proc. Ta finansowa anomalia utrzymywana jest nawet w sytuacji, gdy gospodarka eurolandu rośnie w najszybszym tempie od sześciu lat, a inflacja CPI powróciła do 2 proc.

Mimo to prezes EBC jest z siebie bardzo zadowolony i swoją politykę uważa za wielki sukces. „Otoczenie makroekonomiczne się poprawia. Zastosowane środki polityki monetarnej w ostatnich latach okazały się być skuteczne w podtrzymywaniu osłabionego ożywienia gospodarczego” – mówił w maju 2017 roku Mario Draghi.

Metamorfoza EBC

Europejski Bank Centralny jest obecnie zupełnie inną instytucją niż jeszcze kilka lat temu. Przestał być (względnie) niezależnym strażnikiem (względnie) niskiej inflacji w strefie euro. Wbrew europejskim traktatom stał się za to pożyczkodawcą ostatniej szansy dla europejskich rządów, kompletnie zaburzając przy tym rynek stopy procentowej. EBC przejął też nadzór nad największymi bankami strefy euro, stając się jedną z najpotężniejszych instytucji na Starym Kontynencie.

Co ciekawe, od wybuchu kryzysu finansowego w lipcu 2007 roku EBC notuje znacznie lepsze (tj. niższe) wskaźniki inflacji HICP niż w czasach dobrej koniunktury. Aż do końca 2008 roku „strażnik euro” miał ogromne kłopoty z realizacją własnego celu inflacyjnego – roczna dynamika wskaźnika HICP regularnie przekraczała dopuszczalne 2 proc. Średnia inflacja HICP w latach 2000-07 wyniosła 2,2 proc.

Po 2008 roku cel został przekroczony tylko w latach 2011-12. Przez większość ostatnich pięciu lat inflacja HICP w eurolandzie utrzymywała się wyraźnie poniżej wyznaczonego celu. Tyle że była to zasługa silnego spadku cen ropy naftowej, a nie działań EBC! Ten ostatni robił, co tylko mógł, aby inflację zwiększyć, do czego kierownictwo EBC przyznawało się zupełnie otwarcie. Teraz, gdy inflacja HICP powróciła do 2 proc, większość przedstawicieli EBC odrzuca pomysły porzucenia ujemnych stóp procentowych, zaś program skupu obligacji (QE) ma trwać przynajmniej do końca roku.

Po niemal dwóch dekadach swego istnienia EBC stanął na rozdrożu. Problemy, z którymi zmierzała się frankfurcka instytucja, wbrew oficjalnym zapewnieniom nie zostały rozwiązane. Jedynie zaszpachlowano je bilionami euro wytworzonymi w ramach QE i innych nadzwyczajnych programów. Większość krajów strefy euro nadal jest nadmiernie zadłużona. Gospodarki Włoch, Grecji czy Portugalii strukturalnie nie pasują do gospodarek północnej Europy. I to nie jest wina EBC. To skutek błędnych założeń samej europejskiej unii walutowej – projektu stricte politycznego mającego prowadzić do utworzenia superpaństwa zarządzanego z Brukseli, Paryża i Berlina. Rzeczywistość pokazała, że jednakowe stopy procentowe dla Niemiec i Grecji skutkują kryzysem w tej drugiej. Z kolei brak własnej waluty uniemożliwia szybkie odzyskanie konkurencyjności poprzez dewaluację.  

EBC zarządza mechanizmem, który ma poważne i nieusuwalne wady konstrukcyjne. Funkcjonowanie w warunkach permanentnego kryzysu wymusiło metamorfozę samego EBC. Jej następny prezes (kadencja Draghiego kończy się w 2019 roku) zapewne stanie przed tym samym dylematem: stosować coraz bardziej „niekonwencjonalne” mechanizmy utrzymujące w ryzach unię walutową, czy też odpuścić i pozwolić rynkowi rozmontować nieudaną konstrukcję. Uważam, że lepsze byłoby to drugie rozwiązanie. Ale znając europejskich polityków, zapewne zrobią, co tylko w ich mocy, aby utrzymać strefę euro. Decydenci zdają się nie rozumieć, że żadna unia monetarna nie trwa wiecznie. Pytanie, czy ta przetrwa kolejne 19 lat. Osobiście bym na to nie liczył.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Otwórz konto w mBanku i zgarnij do 300 zł

Otwórz konto w mBanku i zgarnij do 300 zł

Komentarze (8)

dodaj komentarz
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
balon_pusty
Szkoda, że autor nie podniósł kwestii walki EBC kontra FOMC w kontekście określania korzystnej dla ecb wartości euro wobec dolara (eksport Niemiec). Jak widać światem żądzą koledzy z jednego dużego banku ...
~Tak
Sam EBC nie istnieje w próżni - inne banki centralne też drukują na potęgę, z uwagi na powstrzymanie deflacji swoich własnych walut. To całe QE, to nie jest gra o to "kto wygra", ale raczej o to "kto nie przegra". Pierwsi już odpadają (Grecja), ale gra toczy się dalej.
~Kolanynieogarnia
Pan Kolany kolejny raz myli pojęcia i nie wie o czym pisze tłumacząc QE prostym dodrukiem pieniędzy...
~uhm
to ty nie ogarniasz goldmanito
~Piotr
Wreszcie trzeźwe spojrzenie na politykę EBC i unię walutową. Co na to Petru piewca przystąpienia do euro jak najszybciej, choćby dziś.
~SmoczekW
Pan Kolany robi różnicę, jego zdrowe spojrzenie jest powodem dla którego zaglądam jeszcze do tego serwisu.
Zdrowia i niesłabnącej motywacji życzę by opisywać rzeczy takimi jakie są w rzeczywistości Panie Krzysztofie.
~Jean-Claude
Niezły artykuł! Dorzucił bym coś o polityce globalnej. Przecież programy typu "skup obligacji' nie mogą się odbywać w próżni tj. bez porozumienia z innymi Bankami Centralnymi USA, Chin Japonii. A jako dodatek: jak w takim kontekście odnajdują się inne: "niby" z innego obszaru gospodarczego np. Rosji?

Powiązane: Tylko u nas

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki