

Słyszę to bardzo często od ludzi, którzy Twittera nigdy nie widzieli. Słysząc o 140 znakach, myślą o tym, jak wielkie to ograniczenie dla wyrażenia całej palety barw otaczającego świata, doznań, wydarzeń.
Cóż, nieprawda. Wszystkie najważniejsze zdania, sentencje, zasady, normy, mieszczą się w 140 znakach. Od Cycerona do Martina Luthera Kinga. Proszę sprawdzić!
*Artykuł stanowi fragment książki pt. "Twitter. Sukces komunikacji w 140 znakach. Tajemnice narracji dla firm, instytucji i liderów opinii" Eryk Mistewicz (Onepress 2014)

Twitter jest syntezą świata. Odbiorcy nie mają już czasu na przedzieranie się przez gąszcz tekstów, nagrań wideo, przez audycje radiowe, wiadomości na stronach internetowych i alerty. Ich mózgi, co całkowicie naturalne (chcą bowiem oszczędzać energię), dążą do łatwego, prostego, przyjemnego znajdowania tego, co ważne bez męczenia się. Szukają na to sposobów. A nie sposób czytać wszystkich gazet. Nie sposób zapoznawać się ze wszystkimi informacjami internetowymi, telewizyjnymi. Można albo zaprogramować dokładnie to, co chcemy otrzymywać, zdefiniować potrzebną nam i "żądaną" informację, np. poprzez aplikacje oparte na systemach RSS albo postawić na "human factor".
"Human factor", czyli czynnik ludzki. Ktoś przegląda za nas (i dla nas) różne źródła informacji i opowiada nam świat. Jeśli zaprosimy do opowiadania świata kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt, kilkaset osób w rzece wpisów nie tylko nie utoniemy, ale uzyskamy w miarę zrównoważony obraz jego stanu. O ile, rzecz jasna, mądrze wybierzemy osoby, które obserwujemy.
Czy ten obraz jest prymitywny? Nie bardziej niż przeciętny serwis telewizyjny czy radiowy, otwarcie (pierwsza strona) portalu informacyjnego czy strona gazetowa. Mam wrażenie, że może być bogatszy, pełniejszy, ciekawszy, bardziej aktualny i wbrew pozorom głębszy niż informacje płynące z mediów klasycznych. Wciąż przy zastrzeżeniu dobrego wyboru osób, które zdecydujemy się "śledzić".
Sekret udanego wpisu
Po pierwsze, nie musimy wykorzystywać wszystkich przysługujących nam 140 znaków wpisu.
Po drugie, musimy zaintrygować. Nie jest intrygujący wpis "Zobacz nasz nowy film i tu link" (wątpię, aby ktoś taki link otworzył). Nie jest intrygujący wpis "Warto przeczytać i tu link" (także i tu szanse otwarcia odnośnika są niewielkie). I nie jest intrygujący wpis "Zaczyna się i tu link". Na takie wpisy z reguły nikt już nie ma czasu.
Po trzecie, nie wstydźmy się emocji, jeśli coś nas poruszyło niech poruszą one innych. Jednocześnie jednak "nerwy na wodzy" to dobra zasada w masowej komunikacji.
Po czwarte, uruchamiajmy obrazy. Jeśli nie potrafimy słowami sprawić, aby odbiorcy "stanął przed oczyma ten obraz", skorzystajmy ze zdjęcia, grafiki, memu, wykresu, nagrania wideo poprzedzonych kilkoma ważnymi słowami.
Po piąte, nie przekombinowujmy. Twitter to narzędzie naturalne. Siedząc i myśląc kilkanaście minut nad wpisem, analizując, tracimy często naturalność wpisu. To daje się czasami wyczuć. Tak, niech będą błędy stylistyczne, interpunkcyjne, ortograficzne, niech będą przestawione litery, ale niech wpis brzmi naturalnie!
*Artykuł stanowi fragment książki pt. "Twitter. Sukces komunikacji w 140 znakach. Tajemnice narracji dla firm, instytucji i liderów opinii" Eryk Mistewicz (Onepress 2014)




























































