REKLAMA

Ekonomista: Fala pieniędzy zalewa rynek, akcje na giełdach zyskują

2020-06-14 11:00
publikacja
2020-06-14 11:00

Polityka monetarna i fiskalna oraz programy pomocowe powodują, że rynek zalewa fala taniego pieniądza, w efekcie ceny akcji na giełdach rosną - mówi PAP szef zespołu analiz giełdowych w banku Santander Kamil Stolarski.

/ fot. kenuts / Shutterstock

Jak przypomniał Stolarski, ten rok zaczął się spokojnie, ale w marcu nastąpiło głębokie tąpnięcie na giełdach - większość indeksów na świecie spadła o 30-40 proc. w bardzo krótkim czasie.

"Jednak od połowy marca indeksy podnoszą się w miarę równolegle i wracają w kierunku poziomów z początku roku" - zauważył. Jego zdaniem można jeszcze skorzystać z okazji i "wsiąść do jadącego w górę pociągu".

Za tym, że jest jeszcze szansa na wzrost wycen spółek przemawiają dwa argumenty. W strategii przygotowanej przez zespół analiz giełdowych Biura Maklerskiego Santander założono, że co prawda możemy mieć do czynienia z nawrotami pandemii, niemniej społeczeństwo będzie reagowało na nie w sposób uporządkowany, co oznacza, że nie będzie dochodziło do kolejnych "lock down'ów". To - zdaniem Stolarskiego - oznaczałoby, że dołek spadku PKB, mimo iż jest bardzo bolesny, mamy jednak za sobą.

"Spodziewamy się poprawy światowych wskaźników makroekonomicznych" - oświadczył ekonomista.

Druga, według niego kluczowa dla wzrostu cen akcji kwestia wiąże się z tzw. policy mix, czyli kombinacją polityki monetarnej i fiskalnej, którą zaserwowali bankierzy centralni i politycy.

Przedstawiciel banku Santander wyjaśnił, że działania banków centralnych powodują, iż pieniądz jest tańszy i jest go o wiele więcej niż wcześniej, co widać w bilansach banków centralnych: Fed-u, EBC, Banku Anglii, czy Banku Japonii. "Mniej więcej w tym samym czasie banki te zwiększyły swoje bilanse mniej więcej o 10 proc. PKB" - powiedział.

Analityk zauważył, że w porównaniu z poprzednimi kryzysami, związanymi z kredytami sub-prime, bądź kryzysem fiskalnym PIGS (Portugalia, Włochy, Grecja, Hiszpania), rozmiar obecnych działań jest podobny do podjętych wówczas, z tą różnicą, że teraz wszystkie banki centralne działają dokładnie w tym samym czasie.

"To oznacza, że na nasz rynek trafia fala pieniędzy. Do tego dochodzą ultra niskie stopy procentowe, które są bliskie zera. Polityka monetarna jest bardzo ekspansywna, w naszym założeniu powinna skutkować wzrostem cen aktywów" - mówi Stolarski.

Z drugiej strony, jak zauważył, polityka fiskalna państw prowadzi do rekordowych deficytów w tym roku. Analitycy Santander odnieśli wartość wybranych programów pomocowych, jak np. PFR, czy gwarancji BGK, wartych po 100 mld zł, do wartości kredytów firmowych. Okazało się, że np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii programy te pokrywają w ponad 60 proc. portfel kredytów dla firm, w Polsce - w 52 proc.

"Polityka fiskalna także jest ekspansywna. To także oznacza, że pieniędzy na rynku będzie więcej, przez co wyceny aktywów mogą iść w górę, nawet jeżeli dane makroekonomiczne okazałyby się słabe" - tłumaczy ekonomista. Według niego ryzyko dla takiego pozytywnego scenariusza może się wiązać - paradoksalnie - z lepszymi od oczekiwanych danymi makroekonomicznymi.

"Może się okazać, że dane makroekonomiczne będą tak dobre, że inwestorzy zaczną się bać złagodzenia ekspansywnej polityki monetarnej, że zabraknie pieniędzy, które są paliwem dla rynku. Wtedy moglibyśmy mieć do czynienia z korektą" - tłumaczy ekonomista.

Jego zdaniem w perspektywie najbliższych tygodni, kiedy programy pomocowe będą realizowane, pieniądze nadal będą płynąć na rynek szerokim strumieniem, co inwestorom pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Stolarski pytany był, czy nie boi się, że wygenerowany sztucznie wzrost na giełdzie nie jest po prostu spekulacyjną bańką na akcjach.

"Taka dyskusja była prowadzona po poprzednich kryzysach. Zastanawiano się, gdzie te pieniądze ostatecznie się pojawią, to jest cały czas jeden z głównych tematów dyskusji. Czy to jest balon, który pęknie? Rynek jest cykliczny, są momenty ekspansji, są momenty kryzysów, one się przeplatają. Bez działań monetarnych i fiskalnych w realnej gospodarce byłoby gorzej. Zobaczymy, jak się to zakończy, to zależy od kolejnych ruchów. Póki co rynek widzi falę pieniędzy i na nią reaguje" - odpowiedział.

Odniósł się także do pytania, czy giełda nadal jest wskaźnikiem przyszłej sytuacji w realnej gospodarce. Dynamiczne, często 100-proc. wzrosty spółek w ciągu ostatnich trzech miesięcy mogą świadczyć, że kryzys lada dzień się zakończy.

"Inwestorzy zakładają się o przyszłość, oczekiwania co do niej, to co będzie - nie o to, co było" - powiedział analityk. Przyznał, że mimo słabych danych makro, których wszyscy się spodziewają, giełda mocno podskoczyła.

"To świadczy o tym, że oczekiwania co do przyszłości są lepsze niż były, co widać w poprawiających się kursach akcji. W tym jest wartość informacyjna o tym, jak będzie wyglądał +świat post COVID-owy+" - powiedział Stolarski.

Zwrócił uwagę na przyszłe trendy, które w tym świecie się wyłonią, m.in.: zdalną pracę, dygitalizację, odejście od fizycznych oddziałów, przejście do kanałów e-commerce, zmiany w łańcuchach dostaw, zmiany regulacyjne, obawę przed podróżowaniem.

"Wydaje się, że część spółek będzie beneficjentami tych zmian, po COVID-19 będą one mocniejszymi firmami niż przed pandemią" - ocenił. "Oczywiście będzie ból - dwu-, trzyletni, może roczny, w zależności od sektora, ale potem te spółki będą silniejsze" - dodał.

Jego zdaniem patrząc w dłuższej perspektywie roku 2022, obecne informacje wskazują, że może to być "dobry rok". Wygrają sektory, których przychody wzrosną, na przykład spółki informatyczne, technologiczne, działające w e-commerce. Skorzystać mogą także banki i spółki z rynku finansowego, które dotknięte są większością nowych trendów. Zamykanie oddziałów, ograniczenie powierzchni biurowej ze względu na pracę zdalną mogą ograniczyć wzrost kosztów w bankach.

"Są jednak sektory, które mogą stracić, na przykład nieruchomościowy, gdzie praca zdalna i e-commerce zmniejsza popyt. Trochę odchodzimy od myślenia tylko o najbliższych kwartałach, które raczej będą słabe i które dla rynku są już historią. Zakładamy się o nowe, przyszłe rozdania" - podsumował analityk. (PAP)

Autor: Marcin Musiał

mmu/ pad/

Źródło:PAP
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (11)

dodaj komentarz
degrengolada
nieruchomości są inwestycją jak każda inna. Nie są żadnym złotym środkiem na wszelkie zło. Wystarczy, że zostanie wprowadzony podatek katastralny i kilku procentowy podatek od wartości nieruchomości pobierany corocznie
andre_van_danswijk
A czemu nie od razu kilkadziesiąt procent wartości rocznie?

W Holandii ten podatek wynosi 0.06% wartości rocznie, więc nie wiem skąd pomysł, aby to miało być w Polsce jakoś znacznie wyższe (gdyby zostało wprowadzone).
denim292
I ktoś ma czelność twierdzić że przy takiej ilości drukowanych pieniędzy nieruchomości będą taniały? Zaleje nas pusty tani pieniądz, wszystkie aktywa trwałe będą drożeć w nieskończoność. Nieruchomości są jedyną z niewielu aktywów gdzie można uciec przed totalnym zdemolowaniem wartości pieniędzy których I ktoś ma czelność twierdzić że przy takiej ilości drukowanych pieniędzy nieruchomości będą taniały? Zaleje nas pusty tani pieniądz, wszystkie aktywa trwałe będą drożeć w nieskończoność. Nieruchomości są jedyną z niewielu aktywów gdzie można uciec przed totalnym zdemolowaniem wartości pieniędzy których dorobiliśmy się ciężką pracą.
samsza
"Bez działań monetarnych i fiskalnych w realnej gospodarce byłoby gorzej" - rozumiem, że dziś, bo przyszłym pokoleniom z demograficznej katastrofy, które będą to spłacać równie dobrze nie będzie ???
mikroprzedsiebiorca
W demokracji najważniejsze jest wygrać najbliższe wybory, a to co będzie za lat 20...niech się pali niech się wali, to już jest na marginesie...
jasiek2017
Jak jest dużo kasy na rynku to nieruchomości tanieją !!!!!!!!
mikroprzedsiebiorca
Co za bzdury opowiadasz. Skoro pieniądza przybywa w obiegu to wszystko nominalnie podrożeje, tyle że na skutek inflacji pieniądz traci swoją moc nabywczą. W skrajnej sytuacji jeżeli doszłoby do paniki to walutę może dotknąć hiperinflacja jak za komuny i wtedy konieczne jest wprowadzenie wysokich stóp procentowych. Nieruchomości Co za bzdury opowiadasz. Skoro pieniądza przybywa w obiegu to wszystko nominalnie podrożeje, tyle że na skutek inflacji pieniądz traci swoją moc nabywczą. W skrajnej sytuacji jeżeli doszłoby do paniki to walutę może dotknąć hiperinflacja jak za komuny i wtedy konieczne jest wprowadzenie wysokich stóp procentowych. Nieruchomości wtedy mogą kosztować nawet w nieskończoność razy więcej. A stracą dopiero jak będzie ich więcej na rynku i będzie brakowało chętnych. Właśnie przy wysokich stopach procentowych i podwyżkach rat hipoteki może dopiero dojść do załamania rynku nieruchomości jak to było w stanach 2007-2009 roku.
anonimus1234567890 odpowiada mikroprzedsiebiorca
Pieniędzy jest więcej masz na myśli 1200zł bezrobotnego i 1800zł dla przedsiębiorcy ?
Dobre naprawdę ubawiłem się. Już widzę jak Kowalski idzie do banku i prosi o kredyt na pół bański z wdałem własnym 50% przy takich dochodach. Co się będzie działo to zobaczymy od jesieni bo na razie to ludzie czekają co będzie.
rausman
free money overdose. Potem jak podwyższą stopy to będzie wielki płacz i zgrzytanie zębami.

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki