– W pierwszej kolejności rozmawiamy o medycynie i kierujemy się wskazaniami medycznymi. Temat ekonomiczny jest omawiany później – dodaje dr Robert Śmigielski. – To pacjent decyduje, czy sam rozwiąże finansowanie swojego zabiegu. W skrajnych wypadkach staramy się pomagać. Zdarza się, że chory ma skrajnie ciężką sytuację. Wtedy możemy włączyć mechanizmy, na które nas stać, dać zniżkę, rozłożyć płatność na raty, lekarze czy pielęgniarki mogą zrezygnować ze swojego honorarium.
Po pierwsze, diagnostyka
W tej ortopedycznej klinice stosowana jest zasada łączenia procedur i wykonywania zabiegów przy jak najmniejszej liczbie ingerencji. To postępowanie jest uzasadnione ekonomicznie i medycznie. Ale jego podstawą jest dobra diagnostyka. – Jeśli od razu zainwestujemy w diagnostykę przedoperacyjną, wykonamy badania RTG, rezonansem, tomografem, to możemy potem jednym zabiegiem wyleczyć wszystkie albo większość patologii – wyjaśnia doktor Śmigielski. – Staramy się wykonywać leczenie przeprowadzając jak najmniejszą liczbę operacji.
Zabieg jest rozkładany na etapy tylko wtedy, gdy wynika to ze wskazań medycznych. Niewątpliwym sukcesem kliniki jest również dobra sytuacja ekonomiczna. Według naszego rozmówcy, Carolina jest niezwykle dobrze zbilansowanym szpitalem i mogłaby być modelowym przykładem dla innych placówek. To efekt liczenia realnych kosztów, a te cały czas idą w górę. Zabieg, który kosztował 7 tys. zł, kiedy klinika zaczynała działalność, dziś kosztuje 16 tys. zł. Taki jest wzrost realnych cen, płac i kosztów utrzymania. – Jeśli ktoś mówi, że jest w stanie zrobić określoną operację za jedną trzecią naszej ceny, to wiem, że kłamie – bez ogródek twierdzi doktor Śmigielski i wymienia główne grzechy takich „tanich” klinik.
– Oszczędzają na jakości, czystości, słabszych i tańszych materiałach. Na naszą cenę składa się koszt materiału, koszt utrzymania budynku, pensja personelu i zysk, który musi mieć ośrodek, by móc inwestować w rozwój. Tym bardziej że medycyna jest dynamicznie rozwijającą się dziedziną nauki, przemysłu i wiedzy. Nowe technologie „w pierwszym odczuciu” są bardzo drogie i trzeba kilku lat, aby ta technologia była tańsza, ale wtedy już nie jest najnowsza... Carolinę stać na te najlepsze materiały i urządzenia.
Non omnis moriar...
– Kiedy tworzyliśmy klinikę – a była to wtedy pierwsza tego typu prywatna placówka ortopedyczna w Polsce – nie było ekonomicznych podstaw zaufania do takiego biznesu – wspomina Robert Śmigielski. Ale i inwestorzy byli szczególni: Jan Majdecki i Jacek Oleśnicki – pacjenci doktora Śmigielskiego i Grzegorza Adamczyka – kiedy jeszcze obaj pracowali w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej. Potem udziały w firmie wykupił Waldemar Sielski, były prezes Microsoft Polska. – Nie liczyli na szybki zysk, ale bardziej na pozostawienie po sobie czegoś trwałego.
Wierzę, że jak okrzepnie nasz kapitalizm, pojawią się ludzie, którzy będą inwestorami i fundatorami różnych przedsięwzięć, chcąc pozostawić po sobie coś wspaniałego – przewiduje nasz rozmówca. Jeszcze w tym roku klinika zostanie przeniesiona do nowej siedziby, której inwestorem jest należąca do Waldemara Sielskiego spółka Multis. Właściciele firmy cieszą się, bo dla pacjentów to większy komfort, a dla kliniki początek nowej drogi i usprawnienie działalności, obecnie ograniczanej poważnie brakiem możliwości lokalowych.
Zmorą CMC były także kolejki pacjentów, którzy musieli czekać na swoje zabiegi; z powodów technicznych, by nie obniżać jakości, nie można było przyjmować więcej osób. Wraz z przeniesieniem się do nowej placówki zostaną uruchomione również nowe dziedziny działalności, m.in. całodobowy dyżur pomocy medycznej w zakresie urazów sportowych i ortopedycznych dla osób, które uległy wypadkom podczas uprawiania sportu.
Urosnąć bezpiecznie
W nowym kompleksie przy ulicy Sobieskiego w Warszawie Carolina Medical Center zajmie powierzchnię ok. 6 tys. mkw. z możliwością dalszego rozszerzenia. 500 mkw. zajmie dobrze wyposażona diagnostyka: RTG, USG, rezonans i tomograf, który do tej pory był dzierżawiony. To zdecydowanie skróci ścieżkę diagnostyczną i umożliwi wykonanie kompletu badań w ciągu jednego dnia. Dzięki temu będzie można szybciej podjąć decyzję o dalszym leczeniu. Równocześnie placówka będzie dysponować 4 salami operacyjnymi i 33-łóżkowym oddziałem, co wpłynie na możliwości wykonywania większej liczby operacji, teraz ograniczonych wymuszonym systemem czekania na zabiegi.
Choć, jak przyznaje doktor Śmigielski, przy tak ubogim zapleczu – jedna sala operacyjna i 9 łóżek na oddziale – rocznie udawało się wykonać 1000 operacji. – Docelowo w ciągu najbliższych kilku lat chcemy robić ok. 3-3,5 tys. operacji rocznie. W ciągu pierwszego roku zamierzamy bezpiecznie urosnąć o 30-40% – deklaruje. Lokalizacja kliniki w kompleksie, w którym będzie znajdować się również hotel na 400 miejsc, jest dodatkowym atutem.
Rozwiązuje to praktycznie problem zakwaterowania pacjentów spoza stolicy i członków ich rodzin. – Nowy szpital będzie spełnieniem jednego z moich marzeń. Kiedy pracowałem w prywatnym szpitalu w Szwajcarii w latach 90., chciałem mieć taki sam szpital. A teraz ten, który powstanie, będzie większy i lepszy od tego w Szwajcarii...
Szukamy pasjonatów
Kiedy schodzimy na tematy związane z opieką nad pacjentem, doktor Śmigielski od razu ręczy za swój personel. Uważa, iż zachowanie dobrych standardów i wysokiej jakości to taki sam odruch jak jedzenie łyżką: – Jeżeli się wyrasta w szacunku do pacjenta, to jest taki odruch. Dla naszych lekarzy wcale nie jest dziwne, że pacjent jest najważniejszy. U źródeł wszystkiego jest zdrowa sytuacja ekonomiczna. Na tyle zdrowa, by lekarz mógł się poświęcić pracy.
Niestety, publiczna opieka medyczna to uśrednianie i to na ogół w dół, inercja, brak świecących przykładów ciągnięcia w górę. W Carolinie staramy się wpajać taką pozytywną ideę młodym lekarzom, by mogli realizować się w zawodzie. Pensje w CMC kształtują się w przedziale „wyższej średniej”. Przyjęto założenie, że stawką wyjściową dla młodego lekarza, który przychodzi do pracy w klinice, jest wysokość maksymalnej stawki na rezydenturze w placówce publicznej.
Ale motywujący system w CMC gwarantuje dodatkowe wynagrodzenie i premie za dalszą edukację, publikacje, zaangażowanie w pracę. – Nie chcemy ściągać do pracy u nas ludzi młodych tylko dlatego, że chcą i mogliby u nas zarabiać więcej, bo to demoralizuje. Niech to będą pasjonaci medycyny – zaznacza dr Śmigielski. Zadaniem firmy jest stworzyć takie warunki, by mogli zarobić więcej, spokojnie żyjąc i pracując. Z czasem ci lekarze zaczynają pracować samodzielnie, specjalizują się, wykonują dodatkowo płatne czynności medyczne.
Niebagatelne znaczenie mają szkolenia, wyjazdy i udział w kongresach. W 2006 roku środki przeznaczone na szkolenie zamknęły się w kwocie 420 tys. zł. Ten budżet co roku zwiększany jest o ok. 10%. – Na szkolenie jednego z doktorów przez dwa lata wydaliśmy ok. 75 tys. zł. Dlatego wolimy wybierać do pracy u nas takich ludzi, którzy rozumieją i doceniają, że nasza inwestycja w nich to kapitał, którego nikt im potem już nie odbierze. Ale z drugiej strony, wymagania wobec tych lekarzy są wysokie, praca jest ciężka i nie każdy to wytrzymuje – przyznaje współwłaściciel CMC.
Światowa czołówka
Carolina Medical Center, jako jedyna placówka prywatna w Polsce, może prowadzić edukację specjalistów z dziedziny ortopedii (dziewięć miejsc) oraz oferuje możliwość odbycia staży w zakresie ortopedii dorosłych. – W skali globalnej jesteśmy w czołówce placówek specjalizujących się w zakresie traumatologii sportowej – podkreśla doktor Śmigielski i wymienia listę osiągnięć: – Szefowie uniwersytetów z Rosji, Japonii, Francji i Holandii przysyłają do nas swoich lekarzy, żeby szkolili się z ortopedii, szczególnie w medycynie sportowej i w traumatologii.
– Aktywnie uczestniczymy w życiu naukowym, jesteśmy zapraszani do występowania w roli wykładowców uniwersyteckich i do pisania rozdziałów książek oraz podręczników medycznych. Nowy szpital umożliwi prowadzenie teleedukacji, kamery na salach operacyjnych będą przekazywać obraz na salę wykładową. Bo bez edukacji nie ma przyszłości medycyny i... nie ma naszej firmy.
LUIZA JAKUBIAK
Kilka faktów
Carolina Medical Center powstała w 1998 roku. Należy do spółki Sport Medica. Pierwszymi inwestorami byli Jan Majdecki i Jacek Oleśnicki. Udziały od nich odkupił Waldemar Sielski, który obecnie ma jedną trzecią udziałów; jedną trzecią mają też doktor Robert Śmigielski i Grzegorz Adamczyk, a pozostała część należy do spółki Gwiazdowski i Wspólnicy. Klinika specjalizuje się w ortopedii, reumatologii, neurochirurgii, medycynie sportowej i rehabilitacji. Nowy szpital znajdzie się w kompleksie medyczno-biurowo-hotelowym przy ulicy Sobieskiego w Warszawie. Inwestorem jest spółka Multis i CMC.
Rynek Zdrowia, nr 9/26 - wrzesień 2007



























































