Prywatyzacja warszawskiej giełdy wzbudza olbrzymie zainteresowanie wśród inwestorów indywidualnych. „Puls Biznesu” szacuje, że po akcje GPW może zgłosić się nawet 300 tysięcy osób. Czyli więcej niż przy PZU i Tauronie, choć były to znacznie większe oferty. Mnie jednak cena 43 złotych za akcję nie skusi.
Giełda Papierów Wartościowych jest wyjątkowym przedsiębiorstwem. Ma praktyczny monopol na prowadzenie regulowanego rynku papierów wartościowych w Polsce, z czego czerpie niemałe dochody – marża netto sięga 50%, zapewniając spółce rentowność nawet w okresach gorszej koniunktury. Spółka praktycznie nie generuje kosztów zmiennych, dzięki czemu wzrost przychodów oznacza dla niej niemal czysty zysk. GPW umocniła swą dominującą pozycję w Europie Środkowej i przy sprzyjających okolicznościach może skupić pod swoimi skrzydłami mniejsze giełdy z regionu. Planom ekspansji sprzyja brak zadłużenia, dający pole do agresywniejszych posunięć.
Tak więc od strony fundamentalnej GPW prezentuje się bardzo dobrze: solidny i przejrzysty model biznesowy, monopolistyczna pozycja na rynku, wysoka marża, potencjał rozwoju i brak zadłużenia stanowią o atrakcyjności firmy. W obliczu konsolidacji światowego rynku kapitałowego warszawska giełda może też stać się potencjalnym celem wrogiego przejęcia, co tylko nabije portfele jej akcjonariuszy.
Problem w tym, że obecny właściciel – czyli Skarb Państwa – wycenił firmę nieco za wysoko. Przy tak dużym zainteresowaniu drobnych inwestorów niemal pewna jest maksymalna cena – czyli 43 złote za akcję. To górna granica raportów analitycznych, które wyceniają GPW na maksymalnie 1,8 miliarda złotych. Taka wycena praktycznie nie daje szansy na zarobek nie tylko na debiucie, ale także w dłuższym horyzoncie czasowym.
Przy kursie 43 złotych akcje GPW jawią się jako droższe niż walory giełd z Johanesburga, Toronto czy Meksyku. Tańsze byłyby także akcje takich gigantów jak transatlantycki NYSE-Euronext, nowojorsko-skandynawski Nasdaq OMX czy London Stock Exchange. Te ostatnie firmy oferują także wyższą stopę dywidendy, lecz słabszy potencjał do wzrostu.
Choć GPW jest spółką, którą chętnie widziałbym w swoim portfelu, to niestety jak na obecne warunki jest stanowczo zbyt droga. Zwłaszcza że to typowa firma cykliczna, której przychody i zyski są bezpośrednią pochodną koniunktury giełdowej. A ponieważ co do tej ostatniej jestem nastawiony sceptycznie, to moja osobista wycena spółki jest nawet niższa od mediany szacunków analityków.
Dlatego zamiast kupować akcje GPW w tłumie setek tysięcy inwestorów, po wygórowanej cenie i przy redukcji zapewne przekraczającej 50%, wolę spokojnie poczekać na bessę lub głębszą korektę. Wtedy można spokojnie podnieść z ziemi papiery, których nikt nie będzie chciał. Inwestowanie jest bowiem sztuką cierpliwości, w której pośpiech i podążanie za modą zazwyczaj nie przynoszą sukcesu.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl
Zobacz też:
» Cena maksymalna dla instytucji w IPO GPW - 46 zł
» O zapisach na Giełdę subiektywnie
» Ile zarobimy na dywidendzie z GPW? [wideo]
» Cena maksymalna dla instytucji w IPO GPW - 46 zł
» O zapisach na Giełdę subiektywnie
» Ile zarobimy na dywidendzie z GPW? [wideo]

























































