Lider światowego zestawienia – Novak Djokovic – jest bardzo szczęśliwy z triumfów podczas trzech najważniejszych imprez sezonu. Nie ukrywa przy tym jednak, że wciąż ma zamiar ciężko trenować, ponieważ jego kolejnym celem jest zdobycie Klasycznego Wielkiego Szlema.
- Zdecydowanie można powiedzieć, że to moje najlepsze lato, a nawet rok, podczas którego popisałem się w najważniejszych turniejach tenisem na wysokim poziomie. To jest coś, co czyni mnie bardzo szczęśliwym. Cały jestem pełen pozytywnych emocji. Naprawdę trudno znaleźć słowa, które wyrażą, co dzieje się wewnątrz mnie. Będę musiał włożyć mnóstwo wysiłku w treningi, jeśli będę chciał powtórzyć ten sukces w sezonie 2012. Ale na razie muszę ze spokojem sobie uświadomić, czego tak naprawdę dokonałem do tej pory, by nie pominąć jakiś ważnych aspektów w układaniu nowego planu ćwiczeniowego – powiedział Nole.
- Istnieje jeszcze wiele rzeczy, które muszę udowodnić zarówno sobie, jak i reszcie świata – kontynuował Serb, który jedną z dwóch porażek w ostatnich miesiącach odniósł w półfinale francuskiego Roland Garros, w którym mierzył swe siły z Rogerem Federerem.
- Chcę wygrać jeszcze wiele innych wydarzeń. Po prostu miłość do sportu sprawia, że wciąż nie mam dość. Kiedy triumfujesz po pojedynku, do kolejnej rundy niosą cię tak niezwykłe uczucia, że masz ogromną siłę i motywację w sobie, by dalej próbować sięgnąć po trofeum. Byłoby niesamowicie zakończyć sezon, mając na swoim koncie Wielkiego Szlema. Teraz się nie udało, ale ambitnie pragnę w przyszłości zostać wynagrodzony właśnie takim honorem.

2011 to bez wątpienia rok Djokovica. 24-latek z Belgradu zmienił kolejność światowego tenisa męskiego i wyprzedzając Rafaela Nadala oraz Rogera Federera, znalazł się na szczycie rankingu ATP. Jego dotychczasowa pozycja wydaje się na razie w żaden sposób niezagrożona. Zanim jednak Nole wystartował w US Open 2010, nie pokonał w ówczesnym sezonie każdego gracza z „topowej dziesiątki”. Jak więc może wytłumaczyć taką przemianę?
- Zmieniło się tylko moje podejście do półfinałów i finałów ważnych wydarzeń, szczególnie gdy wiem, że przyjdzie mi się zmierzyć z wielkimi mistrzami, którymi bez wątpienia są Rafa i Roger – wyjawił dziennikarzom.
- W ciągu ostatnich lat, jakby mnie nie było. Zawsze czekałem na ich błędy, albo chciałem grać najlepiej, jak potrafię, nie sądząc przy tym, że jestem w stanie pokonać któregoś z nich. Teraz jestem pełen wiary we własne umiejętności, a US Open 2010 było jednym z najważniejszych punktów zwrotnych w moim życiu.
Dwanaście miesięcy temu na kortach Flushing Meadows Djokovic odprawił w pięciosetowym boju pierwszą „rakietę” Szwajcarii, by nie bez walki dopiero w finale ulec Nadalowi. W ten weekend przeszłość zatoczyła koło, z tą jednak różnicą, że teraz do końca najlepszy był Serb.
PS / www.atpworldtour.com






























































