W ciągu ostatniego roku liczba pracowników sektora bankowego zmniejszyła się o 3 tys. osób – wynika z nowych danych opublikowanych przez KNF. Tradycyjnie też ubyło placówek bankowych. Od czerwca 2021 zniknęło ponad 800 tego typu punktów.


We wtorek rano na łamach Bankier.pl zamieściliśmy tekst o tym, że po okresie pandemii część klientów wraca do starych przyzwyczajeń i ponownie zaczyna odwiedzać placówki bankowe. Jak wynika z danych firmy Kearney, aż jedna piąta ankietowanych respondentów wciąż regularnie korzysta z oddziałów. Najczęściej potrzebujemy obsługi fizycznej przy bardziej skomplikowanych produktach, takich jak np. kredyt hipoteczny.
Mimo tego statystyki publikowane przez Komisję Nadzoru Finansowego nie pozostawiają złudzeń – placówek bankowych ubywa i to w szybkim tempie. Z najnowszych danych możemy wyczytać, że oddziałów jest 10 475, czyli o 800 mniej niż w czerwcu ubiegłego roku. Dane te obejmują placówki własne oraz partnerskie i inne punkty obsługi klienta. Dla porównania dekadę temu sieć oddziałów bankowych liczyła ponad 14 tys. punktów.
Wraz z kurczącą się siecią placówek ubywa zatrudnionych w bankowości. W ciągu ostatniego roku – porównując dane za czerwiec 2021 i 2022 – zatrudnienie w branży bankowej spadło o 3 tys. osób. Obecnie w bankowości pracuje 142,5 tys. osób, podczas gdy jeszcze dekadę temu było to 180 tys. Więcej osób zatrudnionych jest dziś w centralach banków (81 tys.) niż w placówkach na terenie kraju (61 tys.). A to jeszcze nie koniec zwolnień – niedawno zamiar redukcji zatrudnienia ogłosił na przykład największy bank w kraju. W PKO BP pracę może stracić do 500 osób.
Banki redukują zatrudnienie, bo zmieniają się preferencje klientów. Coraz więcej osób korzysta na co dzień z elektronicznych kanałów obsługi, takich jak bankowość internetowa i mobilna. Cyfrowi klienci nie potrzebują już fizycznego kontaktu z pracownikiem, bo większość spraw załatwiają samodzielnie. Pandemia przyspieszyła jeszcze ten trend. Firma Kearney podaje, że popularność kanałów cyfrowych wzrosła w czasie pandemii z 20 do 50 procent. To wynik, na który w normalnych okolicznościach musielibyśmy czekać nawet dekadę.






























































