REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Czy międzyrynkowa analiza techniczna jeszcze działa?

Piotr Kuczyński2005-10-03 06:40główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion
publikacja
2005-10-03 06:40
Dodaj Bankier.pl w Google
Międzyrynkowa analiza techniczna wykorzystuje fakt, że między rynkiem walutowym, towarowym, obligacji i rynkiem akcji istnieją związki, pozwalające na prognozowanie zachowania jednego z nich na bazie analizy trzech pozostałych. Narzędzie to kreśli tło, na którym porusza się dany rynek.

Analitycy techniczni, zwani często „czartystami” (od angielskiego słowa „chart”, co znaczy „wykres”) lub „kreskowcami” są najczęściej traktowani przez analityków zajmujących się analizą fundamentalną, jako gorszy gatunek. Analiza fundamentalna wymaga szerokiej wiedzy, ponieważ jej zadaniem jest badanie fundamentalnego podłoża, które może doprowadzić do spadku bądź wzrostu wartości danego waloru. W przypadku akcji spółki analiza fundamentalna skupi się na badaniu firmy samej w sobie, jej mocnych i słabych stron, otoczenia, w którym działa (ze szczególnym uwzględnieniem konkurencji), możliwych zmian popytu w ciągu analizowanego okresu i innych podobnych czynników. W wyniku takiej analizy, która doprowadza do wyliczenia właściwej dla danej akcji wyceny, powstają rekomendacje biur maklerskich i banków inwestycyjnych. Problem w tym, że wyceny te najczęściej nie sprawdzają się w rzeczywistej grze rynkowej. I to wcale nie dlatego, że przeprowadzone były nierzetelnie, nieumiejętnie, czy że ich autorom brakowało wiedzy.

Analiza emocji i psychologii

Wielkim pozytywem jest, jeśli rekomendacja prawidłowo wskazuje kierunek ruchu. Przywiązywanie się do konkretnego poziomu jest całkowitym nieporozumieniem, ponieważ rynek to nie tylko liczby i teoria. Można nawet powiedzieć, że zdecydowanie przeważają na nim psychologia i nastroje. Właśnie psychologią i nastrojami zajmuje się analiza techniczna. W olbrzymim skrócie i uproszczeniu można powiedzieć, że naukowcy zajmujący się analizą wykresów, które odzwierciedlają bieżące zachowanie rynków, doszli do wniosku, że pewne ludzkie emocje i reakcje psychologiczne przekładają się na konkretne formacje, które można znaleźć na wykresach. Większość inwestorów zajmujących się samodzielnym inwestowaniem, nawet jeśli nie zna się na analizie technicznej, słyszy wielokrotnie z ust analityków o formacjach podwójnego szczytu, podwójnego dna czy głowy z ramionami. Te właśnie formacje i wiele, wiele innych, zapowiada nie tylko kierunek, ruchy kursów lub cen, ale i zakres takiego ruchu. Wygląda to na czarną magię, ale tak zdecydowanie nie jest. Ludzie mają tendencje do powielania pewnych zachowań, a na wykresach przejawia się to właśnie konkretnymi formacjami. Weźmy na przykład najprostszą korektę zwyżki ABC (zygzak). Po dojściu do jakiegoś poziomu w większości inwestorów budzi się chęć zrealizowania zysku - rozpoczyna się spadkowa fala A. W pewnym momencie spadek się zatrzymuje, a inwestorzy, którzy wcześniej nie mieli odwagi kupić rosnącego waloru zaczynają to robić. Trwa wzrostowa część korekty (B). Po nieprzekraczającym szczytu wzroście włącza się podaż od tych graczy, którzy nie zdążyli zrealizować zysków podczas spadkowej fali A. To wywołuje spadki i dołączają się ci gracze, którzy kupili walory na dole fali A i mają jeszcze zysk. Tak powstaje fala C. I dopiero po takim zygzaku (oczywiście to jest znaczne uproszczenie) cena czy kurs może już dalej zwyżkować, przełamując poprzedni szczyt.

Pragmatyczni analitycy techniczni w ogóle nie interesują się tym, co dana spółka produkuje - patrzą tylko na wykres.

Dobre obie naraz

Lepsza jest analiza fundamentalna czy techniczna? Na ten temat od dawna trwają dyskusje wśród analityków, ale chyba najbardziej właściwa jest odpowiedź, że najlepiej stosować obie analizy. Jedno jest oczywiste - analiza techniczna zdecydowanie lepiej sprawdza się na rynkach dużych, płynnych. Po prostu na rynkach małych, a takim jest na przykład WGPW, zbyt wielu inwestorów zna jej zasady i bardzo często duże kapitały specjalnie rysują jakąś formację, żeby zapędzić graczy w pułapkę. Na każdym rynku jednak podejście holistyczne - całościowe, w tym przypadku łączące analizę techniczną z fundamentami - jest zawsze najlepsze. W tym punkcie dochodzimy właśnie do międzyrynkowej analizy technicznej. Najbardziej znaną książką na ten temat jest „Międzyrynkowa analiza techniczna” Johna J. Murphy'ego, wydana w Polsce nakładem WIG Press w 1998 r. MAT wykorzystuje analizę techniczną, ale w ujęciu właśnie całościowym. Wykorzystuje się w tej metodzie fakt, że między rynkiem walutowym, towarowym, obligacji i akcji istnieją związki, pozwalające na prognozowanie zachowania jednego z tych rynków na bazie analizy trzech pozostałych. Nie jest to niestety narzędzie pozwalające precyzyjne wyznaczyć moment transakcji, ale maluje tło, na którym porusza się dany rynek. Znając to tło wiemy czego od tego rynku możemy wkrótce oczekiwać, a to pozwala lepiej przygotować się do zajęcia na nim właściwej pozycji. Do tych trzech rynków dochodzą jeszcze waluty. Słabnący dolar zazwyczaj wyprzedza załamanie na rynku obligacji (rośnie inflacja) i akcji. Tak było na przykład w 1987 r. Dolar tracił przez dwa lata, ale w 1987 r. zaczął się wzmacniać. Wydawało się, że najgorsze ma już za sobą i w sierpniu osiągnął szczyt. Od tego momentu zaczął tracić na wartości, po czym na przełomie września i października ruszył do góry, ale w październiku znów się załamał. Poprzedzało to bezpośrednio krach na rynku akcji. Zachowanie dolara w 1987 r. niezwykle przypomina to, co dzieje się obecnie na naszych rynkach. Historia lubi się powtarzać, więc nie jest wykluczone, że niebawem znów powróci spadkowy trend dolara.

MAT nie działa?

Osoby, które dojdą do wniosku, że dzięki MAT otrzymują doskonałe narzędzie do inwestowania, mogą się zawieść. Przede wszystkim MAT nie zawsze daje jednoznaczne sygnały. Często są to tylko ostrzeżenia. Takim ostrzeżeniem byłoby na przykład wystąpienie dywergencji między ruchem obligacji i akcji (zazwyczaj idą w jednym kierunku). Poza tym między tymi czterema rynkami jest bardzo wiele współzależności, które trzeba dobrze poznać, żeby osiągnąć sukces w stosowaniu MAT. Nie jest to jedyny problem. Podstawowym jest to, że od przełomu wieków MAT wydaje się nie działać. Dolar tracił na wartości przez trzy lata od początku 2002 r., jednak rynek akcji od 2003 r. rósł. Ceny obligacji miały swój szczyt (rentowność minimum) w połowie roku 2003, ale ich spadek nie pociągnął za sobą akcji. Na pozór wydaje się więc, że dawne zależności nie działają, ponieważ po pęknięciu balonu spekulacyjnego z końca wieku Fed, obniżając stopy, na spółkę z administracją rządową (ulgi podatkowe, pompowanie pieniędzy z budżetu w gospodarkę) wypuścił na rynek mnóstwo kapitału. Portfele funduszy hedgingowych (spekulacyjnych) zwiększyły się w ciągu ostatnich 10 lat z 90 mld USD do blisko 1000 mld. Do tego dochodzą sukcesy globalizacji, dzięki której wolne kapitały hulają bez ograniczeń po prawie całym świecie, a przenoszenie miejsc pracy z krajów rozwiniętych do Chindii - tym terminem coraz częściej określa się dwa rozwijające się giganty: Chiny i Indie - ogranicza w niezwykły sposób inflację. Mała inflacja i dużo wolnego kapitału wywołują nadmierne wzrosty wszystkich rynków - z towarowym, mierzonym indeksem CRB włącznie.

Zagadka czeka na rozwiązanie

Zwolennik międzyrynkowej analizy technicznej może nabrać poważnych wątpliwości, czy w nowych warunkach ona jeszcze działa. Aż się prosi, żeby powiedzieć „teraz będzie inaczej” - to sformułowanie pojawia się zawsze wtedy, kiedy rynki są w fazie krańcowo nieracjonalnej. Na przykład w ostatnich latach szaleńczej hossy końca XX wieku mówiono o Nowej Ekonomii, w której właśnie wiele rzeczy „będzie inaczej”. Faktem jest, że jeszcze nigdy w okresie powojennym nie było tylu powodów (przede wszystkim globalizacja), które tak mocno uzasadniałyby podejrzenie, że zmieniają się zasady funkcjonowania gospodarki światowej i trzeba będzie napisać nowe książki do nauki ekonomii. Może być przecież jednak i tak, że wzmocnienie dolara jest chwilowe (tak jak w 1987 r.), a obligacje miały rzeczywiście swój szczyt w 2003 r. i teraz tworzą rozległą formację, zmieniającą trend na spadkowy. Pozostawałoby czekać na zmianę trendu na rynku akcji, żeby móc twierdzić, że przechodzimy do piątego etapu cyklu, a gospodarka USA, i co za tym idzie zapewne światowa, zanurza się w recesję. I wszystko by pasowało, tyle że nie bardzo wiadomo skąd ma się wziąć inflacja, bez której nie ma praktycznie możliwości dalszego wzrostu rentowności obligacji (spadku ich cen). Może na przykład cena ropy będzie rosła na skutek działalności funduszy hedgingowych i w końcu wywoła większą inflację? Tak czy inaczej zagadka czeka na rozwiązanie, a kiedy to nastąpi książka o międzyrynkowej analizie technicznej albo stanie się biblią analityków albo wyląduje w koszu.





Piotr Kuczyński

WGI Dom Maklerski
Źródło:Informacja prasowa
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki