REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Czy bank może zażądać porównania z podpisem na skradzionej karcie?

2002-07-01 19:00
publikacja
2002-07-01 19:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Klientowi ukradziono kartę. Gdy reklamował transakcje dokonane przez złodzieja, bank zażądał ...okazania karty do porównania podpisu.

Przypadek scharakteryzowany wyżej, opisywany przez jedną z gazet jest być może jak dotąd jednostkowy, ale wywołał w internecie dyskusję wokół problemu braku wzoru podpisów klienta na używanej przez niego karcie – wzoru, którym dysponowałby wydawca karty. Coraz częściej jest przecież tak, że banki wysyłają kartę do domu i klient nawet nie kwituje jej odbioru. Tymczasem – jak wskazuje doświadczenie – jest możliwe, że gdy okradziony klient reklamuje transakcje, bank przypomni sobie o podpisie. Może zażądać porównania podpisu z kwitka dostarczonego przez sprzedawcę (tzw. slipa) i z karty.

W internetowych dyskusjach (m.in. na liście „Karty”) wysunięto propozycję zrobienia ksero karty (podpisanej) i notarialnego poświadczenia kopii. Zapewne byłoby to skuteczne, także z prawnego punktu widzenia, jednak dlaczego klient miałby ponosić dodatkowe koszty? Problem nie istnieje wówczas, gdy wydawca przyjmuje zasadę, że karta jest odbierana osobiście przez klienta, który musi pokwitować odbiór podpisem takim, jak jednocześnie składany na karcie. Taką praktykę stosowano np. w Pekao SA czy PKO BP. Odwoływanie się do wzoru podpisu klienta w dokumentach praktykują również wydawcy kart niebankowych. Na przykład FinPlus (karty Galia) za wzór przyjmuje podpis klienta na wniosku oraz na umowie, a w razie potrzeby – korzysta z usług grafologa. W przypadku części kart pojawiło się ograniczenie odpowiedzialności klienta do 100 czy 200 złotych. Wydawcy kart prestiżowych zdejmują z klienta całą odpowiedzialność, zakładając, że zamożny klient nie ma potrzeby wyłudzać czegokolwiek od wydawcy.

Brak logiki

Warto pamiętać, że nawet jeśli wydawca karty nie ma wzoru „kartowego” podpisu klienta, to zwykle dysponuje innym wzorem jego podpisu. Przy operacjach w oddziale banku wzór podpisu zawsze jest na podorędziu. Ale ten podpis może być nieistotny dla rozstrzygnięcia autentyczności podpisu złożonego przy transakcji „plastikiem”. Bank może bowiem twierdzić, że wzór podpisu na karcie różni się od wzoru posiadanego przez bank. Istotnie, klient – z różnych powodów – może inaczej podpisywać się na dokumentach bankowych i na karcie, choć grafolog zapewne potrafiłby stwierdzić podobieństwo obu podpisów. Jednak jeszcze przed przywołaniem na pomoc grafologa klient mógłby wykorzystać porównanie podpisu na innych „slipach”, pochodzących z wcześniejszych zakupów. Kopie z podpisem może mieć w domu. Może też poprosić o pomoc sklepy, które przechowują dowody transakcji.

Andrzej Wolski, zastępca dyrektora generalnego Związku Banków Polskich nie przypomina sobie, by problem podpisu przy reklamowanych transakcjach kartowych był zgłaszany kiedykolwiek jako kwestia wymagająca znalezienia rozwiązania. Ale internetowe dyskusje wskazują, że niektórzy wolą dmuchać na zimne.

Nie zezwalam?

Kluczowe w opisywanym problemie wydaje się pytanie do czego może służyć wzór podpisu posiadany przez bank i czy bank może decydować o wyborze sytuacji, gdy wzór ten dopuszcza jako dowód. Warto zwrócić uwagę, że np. przy promowaniu usługi direct debit część korzystających z niej wierzycieli przyjęła zasadę minimalnego obciążania formalnościami klienta. W związku z tym udostępnienie usługi następuje m.in. na podstawie porównania podpisów znajdujących się na egzemplarzach wymienianych między klientem a – na przykład – operatorem telekomunikacyjnym. Klient nic nie podpisuje w banku, ale bank uznaje za wzór podpis złożony na innym dokumencie.

Jest to sytuacja podobna do problemu klientów korzystających z kart. Można przyjąć, że złożenie podpisu na sklepowym paragonie upoważniające do obciążenia rachunku karty jest odpowiednikiem złożenia podpisu na umowie w sprawie polecenia zapłaty, zawartej między klientem a – na przykład – operatorem telekomunikacyjnym. W jednym i drugim przypadku pierwszym weryfikującym prawdziwość podpisu jest strona trzecia (sklep, operator), a nie bank. Jednak w przypadku direct debit wątpliwości można rozstrzygać na podstawie wzoru podpisu znajdującego się w dokumentach bankowych. Trudno w tej sytuacji zrozumieć, dlaczego, zdaniem niektórych, w przypadku kwestionowania podpisu w transakcjach skradzioną kartą nie można się posłużyć wzorem podpisu nawet z umowy rachunku bankowego.

Anna Lach
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Rektor UW chce zdobyć kapitał żelazny i emitować obligacje. „Na dobry początek przydałoby się 10 mld zł”
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Karty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki