W wyniku wejścia w życie reformy popartej przez niższą izbę parlamentu niższa stawka podatku dochodowego w Czechach spadnie z ponad 20 proc. do 15 proc. "To nasze helicopter money" - mówi premier Andrej Babisz. Opozycja oskarża go o populizm, a szef banku centralnego ostrzega przed dziurą w publicznej kasie.


Po 12 latach czeskie władze skończą z opodatkowaniem wynagrodzenia brutto-brutto, czyli pensji brutto powiększonej o składki na ubezpieczenia społeczne naliczane po stronie pracodawcy. Dotychczas od tej kwoty uiszczano podatek dochodowy w wysokości 15 proc., a od części wynagrodzenia przekraczającej 4-krotność średniej pensji (obecnie 139 340 koron, czyli ok. 23,6 tys. zł miesięcznie) pobierano dodatkową "daninę solidarnościową" rzędu 7 proc.
Od początku przyszłego roku PIT będzie wyliczany na podstawie wynagrodzenia brutto. W efekcie faktyczna niższa stawka spadnie z 20,1 proc. do 15 proc. Jak wylicza Monika Chorvátová, osoba zarabiająca na rękę 30 tys. koron miesięcznie (ok. 5 tys. zł) zyska ponad 1500 koron, czyli ok. 250 zł. "Danina solidarnościowa" zostanie zniesiona. Zastąpi ją druga stawka podatkowa wynosząca 23 proc.
Prawo musi zostać jeszcze zaakceptowane przez czeski senat oraz prezydenta.
Resort finansów szacuje, że cięcie podatków będzie skutkowało spadkiem dochodów państwa o 80 mld koron (ok. 14 mld zł). Ten aspekt reformy podkreśla zarówno opozycja, jak i przedstawiciele mniejszego koalicjanta w rządzie Andreja Babisza oraz szef banku centralnego. Ministerstwo wskazuje jednak, że obniżka będzie miała pozytywny wpływ na konsumpcję, więc wpływy budżetowe z tego tytułu będą wyższe.
"Chcę po prostu, by ludzie nie musieli się martwić o swoje dochody i mogli wydawać" - cytuje Andreja Babisza Bloomberg. "To nasze helicopter money" - podkreśla premier. Z kolei minister finansów Alena Schillerova nazywa reformę "największym cięciem podatków" w najnowszej historii Czech i zaznacza, że z obniżki danin publicznych skorzysta 4,5 mln ludzi.
Pandemia koronawirusa uderzyła w Czechy szczególnie mocno. Po tym, jak liczba zakażeń w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców należała do najwyższych w Europie, na początku października władze zdecydowały o wprowadzeniu stanu wyjątkowego, a potem kolejnych zmian wiążących się z licznymi restrykcjami, m.in. w funkcjonowaniu biznesu. W czwartek został on przedłużony do 12 grudnia. Bank centralny prognozuje, że w tym roku czeska gospodarka skurczy się o ponad 7 proc.
Maciej Kalwasiński





























































