Media za Atlantykiem zapowiadają rekordowy „czarny piątek”, a handlowcy chcą otwierać sklepy już w czwartek wieczorem. Ma to potwierdzać koniec kryzysu w USA. Tyle że sami Amerykanie zamierzają wydać mniej niż przed rokiem.

Źródło: Thinkstock
Amerykańską tradycją jest, że piątek po Święcie Dziękczynienia jest dniem zbiorowego zakupoholizmu, napędzanego gigantycznymi promocjami w centrach handlowych. Ale tegoroczny „czarny piątek” ma być wyjątkowy: do sklepów wybiera się aż 55% Amerykanów, czyli o 10 punktów procentowych więcej niż dwa lata temu i najwięcej od pięciu lat. Co bardziej zdeterminowani konsumenci od kilku dni koczują pod galeriami, a niektóre sieci zamierzają otworzyć swoje sklepy już w czwartek wieczorem, a nie w piątek nad ranem (albo w czwartek nocy), jak to było do tej pory.
Handlowcy jak zwykle kuszą wielkimi promocjami (np. 32-calowy telewizor za sto dolarów), lecz amerykańscy konsumenci dobrze wiedzą, co oznacza fraza „do wyczerpania zapasów”. Tym razem za słynnym amerykańskim entuzjazmem kryje się spora rezerwa i wyrachowanie. Według sondażu przeprowadzonego przez Narodową Federację Handlu konsument zamierza wydać w całym bożonarodzeniowym sezonie zakupowym średnio 738 USD, czyli o 2% mniej niż rok temu. Krok dalej idą analitycy banku Morgan Stanley, według których będzie to najsłabszy handlowy grudzień od 2008 roku.
Zobacz także
| Zamknięcie rządu przedłużyło żywotność QE3 | |
|
Drukowana hossa wkroczy w 2014 rok. Nawet dwutygodniowe zamknięcie rządu w USA nie ograniczy programu skupu obligacji za 85 mld USD miesięcznie.
więcej… |
Jeśli te prognozy się potwierdzą, będzie to oznaczało kompletną klapę polityki Rezerwy Federalnej. Jednym z celów (i to bynajmniej nie tajnym) polityki drukowania pieniędzy (QE) jest napompowanie wycen aktywów finansowych, aby uzyskać tzw. efekt majątkowy. Efekt ten polega na tym, że wraz ze wzrostem wartości swojego majątku (domów, akcji, planów emerytalnych itp.) Amerykanie chętniej wydają pieniądze i chętniej zadłużają się na konsumpcję.
Według obliczeń Scott Minerd z Guggenheim Investments przy tak silnej zwyżce indeksu S&P500 (ponad 30% YTD) bożonarodzeniowa sprzedaż powinna być o 5,8% wyższa niż przed rokiem. Tymczasem indeksy nastrojów konsumenckich zanurkowały, bezrobocie pozostaje wysokie, a handlowcy będą się cieszyć, jeśli odnotują jakikolwiek nominalny wzrost obrotów. Jeśli te prognozy się potwierdzą, będzie to oznaczało, że kolejne odsłony QE w najmniejszym nawet stopniu nie pomogły realnej gospodarce i że polityka drukowania pieniądza to jedynie dotacja dla sektora finansowego i jego pracowników.
K.K.





























































