- Jednym z wierzycielki spółki jest właśnie WFOŚ i GW, któremu w ramach rozliczenia przekazaliśmy wyposażenie siedziby firmy przy ul. Moniuszki - informuje Sławomir Przesmycki, likwidator APE.
W Funduszu podkreślają, że szefowie likwidowanej spółki lubili szastać pieniędzmi. Teraz, by odzyskać jak najwięcej pieniędzy, warto zaoferować nawet wysłużone kosze na śmieci.
- Na metalowe klamki wydano aż 2.200 złotych - kręci głową Przemysław Witkowski z WFOŚiGW.
- Same zasłony z karniszami pochłonęły 15 tys. 400 złotych, a na fotele obrotowe przeznaczono 8 tysięcy złotych. Nawet kosze na śmieci nie mogły być kiepskiej jakości, bo za niektóre płacono i po 50 złotych.
Ceny wywoławcze używanego sprzętu są dużo niższe (przykładowo: klamka - 30 zł, kosz na śmieci - 4 zł). Siedzibę likwidowanej Agencji Poszanowania Energii odwiedziło już kilkadziesiąt osób, zainteresowanych kupnem elementów wyposażenia po APE.
- Fundusz zasłynął z malwersacji, a ludzie z nim związani zasiedli na ławie oskarżonych. Chcę mieć w swojej firmie, ku przestrodze, choćby na przykład włącznik do światła czy może wieszak, związany z WFOŚiGW - powiedział w rozmowie z "DŁ" szef łódzkiej firmy ubezpieczeniowej.
Dziennik Łódzki
(hod.)





























































