Doniczka kosztuje od 15 do 30 zł, natomiast cięta chryzantema od 3 do 8 zł. Rośliny w pojemnikach są trwalsze, mogą stać nawet do końca listopada, wytrzymują przymrozki do minus 5 st. Celsjusza. Do tego wybór kolorów i kształtów kwiatów jest bez porównania większy. Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach we Wszystkich Świętych nagrobki są zastawione doniczkami. Tak samo będzie i w tym roku. Ogrodnicy przewidują, że sprzedaż donic wzrośnie, bo dodatkowo przyszła moda na dekorowanie chryzantemami balkonów i tarasów, wejść do domów i sadzenie chryzantem w ogrodach.
Sadzonki z Kenii
Chryzantemy, które trafiają na polski rynek, pochodzą z krajów Europy Zachodniej. Prym w produkcji nowych odmian wiodą Holendrzy (chryzantemy gałązkowe, u nas są to np. koreanki), Belgowie (drobnokwiatowe) i Francuzi (stare tradycyjne odmiany wielkokwiatowe do wiązanek i wazonów). Mało kto wie, że Amerykanie też lubią chryzantemy i powszechnie komponują z nich kwiatowe dekoracje, i to wcale nie cmentarne.
Europejscy producenci założyli wielkie plantacje roślin matecznych (z których pozyskuje się sadzonki) na Wyspach Kanaryjskich, w Kenii, Tanzanii i RPA oraz w Kostaryce i Brazylii. Tutaj produkcja kosztuje mniej - zarówno ze względu na korzystniejsze warunki klimatyczne (jest cieplej i słoneczniej) jak i tańszą siłę roboczą. Nieukorzenione sadzonki sprowadza się z Afryki i Ameryki do Europy. Holenderska, belgijska czy francuska firma sprzedaje je potem wraz z licencją ogrodnikom.
- Jeśli sadzonka kosztuje 75 groszy, to 25 groszy oddajemy producentowi. Mamy pewność, że zamówione białe chryzantemy zakwitną na biało, a nie np. na żółto czy bordowo, co się kiedyś zdarzało. Do tego licencjonowane sadzonki są zdrowe, nie chorują - mówi Tomasz Opałka, kierownik produkcji w jednej z firm ogrodniczych w regionie.
Ryzykowna uprawa
W podłódzkich szklarniach rośnie jeszcze las chryzantem przeznaczonych na kwiat cięty. Drobnokwiatowe i średniokwiatowe uprawiane w doniczkach dopiero mają pąki albo słabo rozwinięte kwiaty.
Uprawa tych roślin należy do najbardziej ryzykownych i stresujących. Zakwitną na czas, nie zakwitną, a może przekwitną? Kwiaty muszą przecież być świeże i atrakcyjne dokładnie 1 listopada.
- Dzięki tzw. uprawie sterowanej można opóźnić bądź przyspieszyć kwitnienie. W chłodne dni i noce szklarnie się podgrzewa. Ponadto przykrywa się rośliny czarną folią, pobudzając je w ten sposób do kwitnienia - mówi Beata Jach, właścicielka gospodarstwa ogrodniczego w Gospodarzu koło Łodzi.
Jednak takie "sterowane" chryzantemy niezbyt podobają się klientom. Ludzie kręcą nosem, że kwiaty jakieś takie niekształtne, niepełne. Dlatego przynajmniej część uprawia się metodą tradycyjną. Ich kwiaty są oceniane jako bardziej dekoracyjne.
Ale ingerencja człowieka wcale nie daje gwarancji na sukces w uprawie. Wystarczy, że jesień okaże się za ciepła i kilka miesięcy pracy idzie na marne. Tak właśnie stało się pięć lat temu, gdy chryzantemy szybko przekwitły. W ubiegłym roku również się nie udały. W lipcu, kiedy młode rośliny rosną jeszcze na polu, dużo padało i sporo z nich chorowało. Skutek był taki, że pod łódzkimi cmentarzami brakowało kwiatów doniczkowych - łodzianie stali w długich kolejkach do samochodów, z których je sprzedawano, kupowali bez oglądania i grymaszenia, nie pytając nawet o cenę.
Jak będzie w tym roku? Czy chryzantemy zdrożeją przed Świętem Zmarłych?
- To zależy, ile ich trafi na rynek. Pogoda nie jest zbyt sprzyjająca. We wrześniu były bardzo zimne dni. Poza tym koszty produkcji wzrosły o jedną trzecią w porównaniu z ubiegłym rokiem - zdrożał opał, nawozy i środki ochrony roślin - mówi Beata Jach.
Express Ilustrowany
Magdalena Rubaszewska






























































