W październiku kurs miedzi zanurkował jak dotąd o 39%, a tydzień wcześniej odnotował kilkuletnie minimum na poziomie 3.590$. Przecena na rynku surowcowym była pochodną strachu przed globalną recesją, wymuszoną sprzedażą aktywów przez fundusze inwestycyjne oraz aprecjacją dolara. Rozpoczęta tydzień temu korekta zniosła 43% październikowej zniżki, lecz wygląda na to, że cena czerwonego metalu nadal znajduje się w trendzie spadkowym.
Wsparcia miedzi nie dają dane makroekonomiczne. Stany Zjednoczone zmierzają w stronę najgorszej recesji od 20 lat, kurczy się także PKB Wielkiej Brytanii, a na progu recesji stoją pozostałe duże państwa Unii Europejskiej. Szybka spada też dynamika wzrostu gospodarczego w Chinach. Łącznie kraje te odpowiadają za większość globalnego zużycia miedzi.
Wątpliwości co do fundamentów rynku nie pozostawiają dane o zapasach. Przez ostatnie dwa dni rezerwy Londyńskiej Giełdy Metali rosły po ok. 3%, osiągając dziś poziom 230,65 tys. ton. Ostatni raz tak dużo miedzi zalegało w składach LME w marcu 2004 roku.
W piątek o godzinie 12:40 tona miedzi w Londynie kosztowała zaledwie 3.890$ i była o 7,4% tańsza niż na wczorajszym zamknięciu giełd w Nowym Jorku. Względem oficjalnych czwartkowych cen LME metal ten potaniał aż o 13,5%.
Miedzi dodatkowo szkodzą plotki, że Chiny poczekają z planowanym zwiększeniem swoich państwowych rezerw surowcowych aż metal będzie jeszcze tańszy.
K.K.































































