Pracownicy premią podzieleni - pracownicy fabryki MAN pod Krakowem już od dawna zauważyli, że ich pensje są mniejsze niż ich kolegów zatrudnionych w niemieckich zakładach. Gdy jednak się okazało, że produkując dwa razy więcej pojazdów na jednej zmianie, dostaną pięć razy mniejsze pensje, powiedzieli "stop". Jak zaznaczają związki zawodowe, są gotowi na strajk.


- Poczuliśmy się upokorzeni - zaznaczają związkowcy z fabryki MAN Trucks w Niepołomicach w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Jak zostali oni poinformowani przez kierownictwo z Monachium, doświadczeni pracownicy mieli otrzymać 1,5 tys. zł brutto premii. To dokładnie tyle, ile uczniowie i studenci pracujący w Niemczech. Dłużej zatrudnieni mogą za naszą zachodnią granicą liczyć na 1,6 tys. euro w dodatkowym przelewie, co daje około 7 tys. zł.
Biuro prasowe MAN broni się, argumentując, że premie są dostosowane do poziomu wynagrodzeń obowiązujących w danych krajach.
Dlatego też związku zdecydowały się wysłać ostrą notę do centrali w Niemczech. Domagają się w niej:
- wypłaty premii w wysokości 5 tys. zł,
- stosowania jednakowych zasad premiowania w całej grupie kapitałowej, a co za tym idzie - jasnych kryteriów jej przyznawania.
- Nie oczekujemy przywilejów, a jedynie sprawiedliwego traktowania - informują. Jednocześnie przygotowują się do strajku.

Fabryka MAN w Niepołomicach została otwarta 19 lat temu. Jest jednym z najnowocześniejszych zakładów produkujących ciężarówki na świecie Zatrudnia kilka tysięcy osób.
opr. aw






























































