Teatralna maksyma mówi, że „strzelba, która wisi na ścianie w pierwszym akcie, musi wypalić w trzecim”. Słowa te mają zastosowanie do budowania nie tylko dramaturgii w teatrze, lecz i europejskiej polityki monetarnej. O tym, kiedy i w czyim kierunku padną strzały, może zadecydować wąskie grono niemieckich sędziów.

Image licensed by Ingram Image
OMT – czyli bezwarunkowe transakcje monetarne - to niestandardowe narzędzie, pozwalające europejskim władzom monetarnym na nielimitowany zakup na rynku wtórnym obligacji państw znajdujących się w finansowych tarapatach pod warunkiem przeprowadzania przez nich reform. Celem takiego działania jest obniżenie rentowności i poluzowanie pętli, która w trakcie kryzysu zaciska się na szyi bankrutującego rządu.
Sąd nad cudownym dzieckiem EBC
Chociaż podczas ostatniej konferencji prasowej Mario Draghi stwierdził, że „OMT to jedno z najlepszych posunięć EBC”, istnienie tego instrumentu budzi szereg kontrowersji.
Zobacz także
W sprawie OMT dziś i jutro niemiecki Federalny Sąd Konstytucyjny przeprowadzi wysłuchania publiczne. Będzie to kolejny krok na drodze sędziów z Karlsruhe do werdyktu w sprawie instrumentu, którego istnieniu otwarcie sprzeciwia się niemiecki bank centralny. Podczas wysłuchania racje obu stron będą prezentować szef Bundesbanku Jens Weidmann i członek zarządu EBC Jörg Asmussen.

Podobieństwo między OMT a strzelbą wiszącą na ścianie jest o tyle zasadne, że instrument ten nigdy nie został wykorzystany. Jak z dumą podkreśla EBC, wpływ na spadek rentowności obligacji krajów znajdujących się w najgorszej kondycji finansowej miało już samo ogłoszenie programu. Od tamtej pory (wrzesień 2012 r.) znacząco spadły rentowności obligacji Hiszpanii czy Włoch, co dało władzom tych państw dodatkową swobodę działania. Inwestorom wystarczy zapewnienie, że w razie kłopotów EBC odkupi od nich „trefne” obligacje. Przedstawienie instrumentu OMT sprawia, że zaufanie to nie jest oparte tylko na domniemaniach i przypuszczeniach, jak było przed rozpoczęciem kryzysu w strefie euro, lecz ma swoje umocowanie prawne.
Kto zapłaci? Ten, kto zwykle
Gra z rynkiem polegająca na przekonaniu wierzycieli, że EBC będzie gwarantem bezpieczeństwa w strefie euro, trwałaby w najlepsze, gdyby głosu sprzeciwu nie podniosły Niemcy. Nasi zachodni sąsiedzi raczej nie znajdą się w gronie krajów, które będą prosić EBC o pomoc. Przeciwnie, ewentualne wykorzystanie OMT sprawi, że tradycyjnie już, jako największy udziałowiec europejskich władz monetarnych, Niemcy będą musieli zapłacić lwią część rachunku za nierozsądne postępowanie europejskich bankrutów.
Poważne kontrowersje budzi również zgodność przepisów o OMT z niemiecką konstytucją i podpisanymi przez Republikę Federalną traktatami europejskimi. Przede wszystkim nie wiadomo, czy Bundestag może mieć wystarczającą kontrolę nad stosowaniem przez EBC niekonwencjonalnych środków polityki monetarnej, które mogą przecież solidnie obciążyć niemieckiego podatnika.
Wątpliwość budzi też niezależność Bundesbanku, który choć oddelegował część kompetencji do EBC, to wciąż jest zobowiązany wypełniać konstytucyjny cel dbania o stabilność cen. Nieograniczone drukowanie nowego pieniądza – w co zdaniem niemieckich polityków, z szefem Bundesbanku na czele, może przerodzić się OMT – zdecydowanie nie sprzyja realizacji tego zadania.
Sąd konstytucyjny może mieć również zastrzeżenia do samego EBC. W swoich wcześniejszych orzeczeniach niemiecki odpowiednik Trybunału Konstytucyjnego stwierdzał, że europejskie instytucje nie powinny wykraczać poza ramy działania nakreślone w powołujących je do życia traktatach i nie mogą doprowadzić do znacznego przesunięcia władzy z krajowych parlamentów na poziom unijny. Zważywszy na to, jakie skutki dla niemieckiego budżetu i kieszeni obywateli może nieść uruchomienie OMT „na pełnych obrotach”, teoretycznie możliwe jest nawet złożenie przez Niemcy skargi na EBC do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Dwa kluczowe momenty
Zdaniem niemieckich komentatorów można oczekiwać, że decyzja Federalnego Sądu Konstytucyjnego w sprawie OMT zapadnie przed końcem lata. Będzie to drugi, obok wyborów federalnych 22 września, kluczowy moment dla przyszłości nie tylko Niemiec, ale i całej strefy euro.
Ewentualne zakwestionowanie OMT i innych niekonwencjonalnych narzędzi polityki monetarnej będzie stanowiło wyraźny sygnał, że Niemcy robią krok w tył i odrzucają nałożony na nich przez europejskie instytucje obowiązku ratowania kolejnych eurobankrutów. To z kolei może nie tylko ponownie wywindować rentowności obligacji niektórych państw, ale wręcz doprowadzić do rozpadu strefy euro. Jednocześnie zaakceptowanie planów EBC może negatywnie wpłynąć na nastroje niemieckich wyborców.
W zależności od decyzji ośmiu sędziów konstytucyjnych „strzelba OMT” nadal będzie wisiała na ścianie, zapewniając wrażenie bezpieczeństwa finansowego strefy euro, lub zostanie z niej zdjęta, przez co w kłopotach znajdą się kolejne państwa strefy euro. Dodatkowo werdykt ten będą mogli przy urnie wyborczej podtrzymać lub odrzucić sami Niemcy. Szyki eurokratów mogą więc popsuć dwa czynniki, które w Brukseli od dawna nie cieszą się uznaniem – prawo narodowe i wola wyborców.
Michał Żuławiński
Bankier.pl





























































