"Brexit jest nagi". Tak można sparafrazować słynny baśniowy okrzyk. Brytyjczycy odkryli, że zamiast uwolnienia swoich przedsiębiorstw, jak obiecywano im przed referendum, dostali jedynie zwiększone koszty, formalności i opóźnienia na granicach.


"Opuszczenie UE miało negatywny wpływ na wielkość handlu w Wielkiej Brytanii, a sytuacja może się jeszcze pogorszyć, gdy pojawią się nowe kontrole importu" - tak można podsumować wnioski raportu komisji ds. rachunków publicznych, która nadzoruje wydatki parlamentu. Choć rząd nadal trwa na stanowisku, że angielskie firmy otrzymują skuteczne wsparcie, które potrzebują, by w handlu z Europą wychodzić "na plus".
- Jedną z wielu obietnic brexitu było "uwolnienie brytyjskich przedsiębiorstw", które miały w ten sposób zyskać pole manewru, nie być spętane unijną biurokracją, a co za tym idzie, zwiększyć ich produktywność i wkład w gospodarkę - zaznaczyła Meg Hilier, przewodnicząca komisji w wypowiedzi dla BBC News. Jak dotąd jedynym możliwym dla wykrycia skutkiem są "zwiększone koszty, formalności i opóźnienia na granicach", nie wspominając już o konsekwencjach, jakie przyniosła pandemia.
Przeczytaj także
Komisja w swoim wystąpieniu zaznaczył jasno - choć ciężko oddzielić skutki brexitu od skutków pandemii - jest jasne, że opuszczenie UE miało wpływ na handel. Zaś rządowe plany uczynienia granicy między Wielką Brytanią a Unią "najefektywniejszą na świecie" do 2025 roku określono jako "optymistyczne, biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy".
Publikacja raportu zbiegła się w czasie z mianowaniem Jacoba Rees-Mogga na stanowisko ministra ds. "możliwości brexitu". Ten jeden z największych orędowników opuszczenia UE ma się teraz przyjrzeć bliżej przepisom-barierom, które zostały Wyspom narzucone przez członkostwo i zawiesić obowiązywanie przynajmniej części z nich.

Brytyjskie firmy obawiają się, że stracą swoich europejskich partnerów poprzez piętrzące się przeszkody w regularnych dostawach.
aw




























































