Straszak na dłużnika
Charakterystyczny dla całej Polskiej gospodarki jest fakt, że wniosków do sądu o upadłość wpływa dziesięciokrotnie więcej niż zapada wyroków. Marek Rechciński z Coface Incredit, przygotowujący raport uważa, że groźba upadłości jest traktowana jako środek nacisku na dłużników. Wśród upadających firm większość stanowią spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. – Takiej firmie najłatwiej upaść – twierdzi Józef Bejnarowicz – kanclerz wielkopolskiej loży Business Centre Club. – W przypadku działalności gospodarczej osoby fizycznej upadłość wiąże się ze stratą praktycznie wszystkiego. Gdy upada spółka – można ją zamknąć, uratować co się da i praktycznie od razu rozpocząć działalność na nowo. Jednak, zdaniem Bej- narowicza, problem upadłości, jeśli dotyczy dużych firm, to na ogół będących w trakcie przekształceń własnościowych. Inaczej jest w przypadku małych – te po prostu nie wytrzymują konkurencji. – Nie znaczy to, że firm jest za dużo. Myślę, że rynek wciąż jest chłonny. Ale już nie w każdej branży – twierdzi.
Ryzykowny handel
O ile zeszły rok upłynął pod znakiem upadania sklepów, o tyle w tym roku palmę pierwszeństwa przejęły hurtownie. One stanowiły ponad 1/5 wszystkich bankrutujących. Na kolejnych miejscach uplasowały się firmy budowlane (choć upadło ich mniej niż w pierwszej połowie 2004) oraz producenci artykułów spożywczych i napojów. Zanotowali oni o 1/3 ogłoszonych upadłości więcej niż rok temu. Jednym z najbardziej spektakularnych wyroków było ogłoszenie upadłości kaliskiej Helleny. – Hurtownie nie wytrzymują konkurencji wielkich sieci z międzynarodowym kapitałem – twierdzi Józef Bejnarowicz. – Jeśli markety mają ceny detaliczne równe hurtowym, wiadomo, że okoliczne hurtownie nie mają szans.
Podobnie rzecz ma się z producentami. Współpraca z dużymi sieciami gwarantuje zbyt, ale zysk jedynie na minimalnym poziomie. – Tylko firma silna finansowo może pozwolić sobie na 60 czy 90 dni oczekiwania na zapłatę. Słabsza w tym czasie zacznie mieć kłopoty z płynnością finansową – mówi kanclerz. Firmy, które nie aspirują do obecności w wielkich sieciach, mogą przegrać w konkurencji, podobnie jak często przegrywają małe sklepy. Upadające firmy budowlane to na ogół małe przedsiębiorstwa, uzależnione od jednego inwestora.
Gazeta Poznańska
Monika KACZYŃSKA





























































