Lizbona została już definitywnie spisana na straty. Tylko taki wniosek nasuwa się po tym, jak nawet analitycy czołowych agencji ratingowych przyznają, iż euro-bailout jest „nie do uniknięcia”. Koszt obsługi portugalskiego długu sięgnął dziś rekordowych 8,7% i przy tak wysokich stawkach władze z Lizbony nie będą w stanie zrefinansować dziewięciu miliardów euro długu zapadającego w tym kwartale.
Kryzys w strefie euro to nie jedyny czynnik ryzyka. Inwestorów zaskoczył Ludowy Bank Chin, dokonując czwartek podwyżki stóp procentowych. Stawka referencyjna została podwyższona o 25 pb., do poziomu 6,31%. W ten sposób chińskie władze chcą okiełznać przyspieszającą inflację, ale skutkiem ubocznym będzie obniżenie tempa wzrostu gospodarczego.
Wątpliwości inwestorów budzi także polityka Rezerwy Federalnej, która już niedługo będzie musiała zadecydować czy przedłużyć program skupu obligacji skarbowych, czy też zakończyć dodruk pieniądza w czerwcu. Według niektórych analityków wzrost podaży pieniądza generowany przez Fed jest główną siłą napędową obecnej hossy na rynkach akcji. Z tego powodu główną lekturą amerykańskiego inwestora może być dziś protokół z marcowego posiedzenia FOMC.
Od pewnego czasu amerykańskim indeksom nie pomagają już nawet coraz liczniejsze informacje o planowanych fuzjach i przejęciach. Agencja Bloomberga obliczyła, że od początku roku na całym świecie ogłoszono 6.277 transakcji, opiewających na łączną kwotę 642,9 mld USD. To o 27% więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.
Sceptyczne nastawienie inwestorów z Wall Street mogą jednak zmienić publikacja indeksu ISM dla sektora usług. Oczekuje się, że w marcu odnotował on minimalny wzrost, osiągając wartość 59,8 punktów wobec 59,7 pkt. miesiąc wcześniej.
Tymczasem do godziny 13:00 na światowych rynkach panowały umiarkowanie pesymistyczne nastroje. Główne indeksy w Europie traciły od 0,2% (Mediolan) do przeszło 1% (Madryt). Kontrakty terminowe na S&P500 zniżkowały o 0,4%.
K.K.




























































