W cztery lata swych rządów Barack Obama zadłużył Stany Zjednoczone na 4,1 biliona dolarów, co stanowi jedną czwartą amerykańskiego PKB. W trakcie jednej kadencji Obama podbił relację długu publicznego do PKB z 80% do 103% każdego roku zadłużając kraj na bilion dolarów. Tylko w czasie I i II wojny światowej Ameryka zadłużała się równie szybko.
Relacja długu publicznego Stanów Zjednoczonych do PKB

Źródło: www.usgovernmentspending.com
Houston, mamy problem
Najwyższy czas, aby w końcu zacząć obniżać nadmierny deficyt, żeby relacja długu do PKB przestała rosnąć w niekontrolowanym tempie. Co do tego w Waszyngtonie panuje zgoda. Rzecz w tym, że Demokraci chcieliby równoważyć budżet w bliżej nieokreślonej przyszłości i głównie poprzez podwyżki podatków dla „najbogatszych”. Republikanie chcą szybszych działań i domagają się cięć wydatków socjalnych oraz odwołania sztandarowego programu Baracka Obamy, jakim była kosztowna reforma systemu ubezpieczeń medycznych.
| »Długi Obamy pogrążą dolara |
Pierwszą linią sporu jest kwestia podniesienia limitu zadłużenia rządu federalnego. W Stanach Zjednoczonych prezydent może zadłużyć kraj tylko do kwoty, na jaką zezwoli mu Kongres. Podczas gorącej politycznej batalii w sierpniu 2011 roku Kongres zgodził się podwyższyć limit zadłużenia federalnego o 2,1 biliona dolarów, do poziomu 16,394 biliona USD. Według stanu na 7.11 zadłużenie USA wynosiło nieco ponad 16,2 bln USD. Tak więc limit zostanie osiągnięty do końca 2012 roku. Jeśli do tego czasu nie zostanie on podwyższony, to rząd Baracka Obamy nie będzie mógł pożyczyć ani centa więcej, co oznaczałoby zamknięcie administracji federalnej i możliwość częściowego bankructwa Stanów Zjednoczonych. Tego wszyscy na Kapitolu woleliby uniknąć, ale dyskusja może być równie gorąca co w sierpniu ’11.
Wtedy amerykańscy politycy zawiesili nad sobą miecz w postaci automatycznych podwyżek podatków, bardzo dokuczliwych dla wyborców obu partii. Brak porozumienia w sprawie limitu zadłużenia i ograniczenia deficytu fiskalnego będzie skutkował skokową podwyżką podatków o 19,6% i redukcją deficytu o połowę. Nie zostaną przedłużone będące oczkiem w głowie Republikanów obniżki stawek podatków dochodowych i od dywidendy. Obcięte zostaną wydatki na zbrojenia. Anulowane zostaną ulgi i zasiłki darowane przez Baracka Obamę. Z kieszeni Amerykanów nagle ubyłoby niemal pół biliona dolarów rocznie.
Podatkowa recesja
Tak gwałtowne opodatkowanie gospodarki zdaniem ekonomistów wpędziłoby Stany Zjednoczone w recesję. Analizy kongresowego Biura Budżetowego (CBO) mówią o spadku PKB o 0,5% w 2013 roku przy założeniu, że podwyżka podatków odejmie tylko 1,9 pkt. proc. od dynamiki wzrostu gospodarczego. Ale niektórzy ekonomiści szacują, że wpływ klifu fiskalnego może wynieść od 3,4 pkt. proc. do nawet 6,4 pkt. proc. Więc w skrajnym przypadku Amerykę mogłaby spotkać bardzo głęboka recesja, ze spadkiem PKB porównywalnym z rokiem 2009.
Co się stanie z deficytem fiskalnym USA, jeśli Kongres doprowadzi do klifu fiskalnego (scenariusz bazowy) utrzyma ulgi podatkowe (scenariusz alternatywny).

Źródło: Congressional Budget Office
Jak Amerykanie rozwiążą problem z kasą?
Ekonomiści szacują, że ewentualny kompromis będzie zawierał zarówno podwyżki podatków jak i cięcia wydatków federalnych. Szacuje się, że w ramach porozumienia możliwa jest redukcja przyszłorocznego deficytu o 100-300 mld dolarów. Taka kwota nie powinna zaszkodzić gospodarce, ale też nie uzdrowi amerykańskich finansów publicznych.
Na dłuższą metę zrównoważenie budżetu federalnego jest nieuniknione. Albo w drodze podwyżek podatków, albo poprzez cięcia wydatków, albo wzrost inflacji, albo kombinację tych czynników. Żaden kraj świata – nawet legalny emitent globalnej waluty rezerwowej – nie może się zadłużać w tempie 10% PKB rocznie. W dyskusji nad klifem fiskalnym chodzi tylko o to, aby moment kluczowych decyzji przenieść na kolejne lata.
![]() | »Ameryka na skraju fiskalnego klifu |
W mojej ocenie finalnym rozwiązaniem problemu zadłużenia USA będą drukarki Rezerwy Federalnej. Reelekcja Baracka Obamy zwiększa prawdopodobieństwo, że w roku 2014 lub 2015 tym właśnie zajmie się Ben Bernanke. A wówczas ten, kto oszczędności trzyma w dolarach i obligacjach, straci je. A ten, kto zawczasu kupi aktywa materialne lub akcje fundamentalnie zdrowych spółek, zachowa swój majątek.
Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl




























































