Program "Rodzina 500+" z założenia miał całkowicie zlikwidować ubóstwo dzieci i sprawić, że Polacy chętniej będą decydować się na posiadanie potomstwa. Tak przynajmniej zapowiadał PiS. Sprawdzamy, czy przez siedem lat jego funkcjonowania udało się tego dokonać. I czy na pewno ma powody, by wypinać pierś do orderów? Bo może wszystko zawdzięcza jeszcze niedawnej dobrej koniunkturze.


Gdy w 2016 roku wprowadzano program „Rodzina 500+” przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości twierdzili, że ma on „zlikwidować hańbę III RP, jaką były głodne dzieci". Znacznie miała się również poprawić dzietność, która według nich była wcześniej na „dramatycznie niskim poziomie”. W czerwcu premier Mateusz Morawiecki chwalił się, że "nie jest prawdą, że inflacja zjadła środki, które rodzice otrzymywali w ramach programu 500+", to jeszcze "to program, który praktycznie wyeliminował ubóstwo".
W grudniu 2016 r. media obiegła prognoza dr hab. Ryszarda Szarfenberga, który szacował, że dzięki programowi skrajne ubóstwo wśród dzieci spadnie o 77 proc. Zbliżoną symulację przedstawili wówczas również dr Michał Brzeziński i Mateusz Najsztub, według których skrajne ubóstwo wydatkowe wśród dzieci powinno się zmniejszyć dzięki 500+ nawet o 100 proc. PiS osiągnął znacznie mniej.
Czy problem głodu został rozwiązany?
Sprawdzając, czy program 500+ przyniósł oczekiwane efekty, warto zauważyć, że nie ma wiarygodnych statystyk na temat skali problemu niedożywienia wśród dzieci, zatem nie można z całą pewnością stwierdzić, czy problem został rozwiązany. Regularnie mierzy się za to zasięg ubóstwa, którego jednym z przejawów jest niewątpliwie głód.
Skrajne ubóstwo wyznacza poziom minimum egzystencji - "konsumpcja poniżej tego poziomu utrudnia przeżycie i stanowi zagrożenie dla psychofizycznego rozwoju człowieka" - podaje GUS. Granicę ubóstwa szacuje Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. Różni się ona w zależności od liczebności gospodarstwa domowego. Według najnowszych danych dla osób samotnych wyniosła w ubiegłym roku 775 zł miesięcznie, a dla rodziny 2+2 - ok. 678 zł na głowę.

Ubóstwo mniejsze, ale wciąż dotkliwe
Od rozpoczęcia realizacji programu minęło 7 lat i mamy już dostęp do danych pokazujących, jak wpłynął on na zmniejszenie ubóstwa, zwłaszcza wśród rodzin z dziećmi. Dane te wskazują, że ubóstwo skrajne wśród dzieci choć spadło, to wciąż występuje.
Z danych GUS wynika, że w 2015 r. 9 proc. dzieci żyło w gospodarstwach domowych o wydatkach poniżej granicy ubóstwa skrajnego, czyli poniżej minimum egzystencji. Natomiast w 2022 roku najczęściej ubóstwa skrajnego doświadczały osoby najmłodsze, w przedziale wieku 0-17 lat - niecałe 6 proc. Nieco rzadziej ubóstwo skrajne dotykało osób w wieku 18-64 lata (4,5 proc.).
W 2022 r. jedną z grup, w których odnotowano najwyższe odsetki osób żyjących w sferze niedostatku, to m.in. wśród gospodarstw domowych z co najmniej 3 dzieci w wieku 0-17 lat (58,5 proc.).
Ponad 330 tys. dzieci żyje poniżej granicy skrajnego ubóstwa
W ubiegłym roku również Stowarzyszenie Wiosna, organizujące charytatywną akcję „Szlachetna Paczka”, opublikowało coroczny „Raport o Biedzie”. Zgodnie z przedstawionymi w nim danymi, w Polsce poniżej granicy skrajnego ubóstwa – poziomu egzystencji, który zagraża życiu i zdrowiu – w 2021 r. żyło 1,6 mln osób, w tym 333 tys. dzieci. Natomiast ubóstwo relatywne (określane na podstawie przeciętnych miesięcznych wydatków polskich gospodarstw domowych) dotyczyło blisko 951 tys. najmłodszych.
Mimo że ubóstwo wśród dzieci jest wciąż na wysokim poziomie, to zdaniem Joanny Sadzik, prezeski Stowarzyszenia Wiosna, świadczenie 500+ wpłynęło na zmniejszenie problemu ubóstwa w rodzinach, w których wychowuje się dwoje, troje i więcej dzieci.
– Po 2016 roku skala ubóstwa wśród dzieci znacząco spadła – mówi Bankier.pl Joanna Sadzik. – W pierwszych latach zauważyliśmy, że rodziny z kilkorgiem dzieci, potrzebujące wcześniej pomocy Szlachetnej Paczki dają radę. To, czego brakowało, to pomoc w nauce gospodarowania nowymi środkami, szczególnie dla osób z niższym wykształceniem. Jednocześnie wraz z inflacją świadczenie przestaje spełniać swoją rolę uzupełnienia budżetu rodziców. Z pewnością należałoby się przyjrzeć sumie wydatków i porównać z rezultatami. Instytut Badań Strukturalnych szacuje, że aby pomóc ubogim dzieciom wystarczyłoby kilkanaście procent tego co obecnie jest transferowane.
Przeczytaj także
Potrzebna waloryzacja świadczeń
Cytowany w „Raporcie o Biedzie” Ryszard Szarfenberg z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że „pomocowe świadczenia pieniężne powinny być systematycznie waloryzowane oraz skoordynowane z usługami społecznymi odpowiedniej jakości. Obecny kryzys kosztów życia sprawił, że realna wartość świadczeń pieniężnych na dzieci i z pomocy społecznej dramatycznie spada”.
W okresie 2016-23 ubóstwo wśród dzieci niewątpliwie spadło, choć absolutnie nie zostało całkowicie "zlikwidowane". Zastrzyk środków poprawił stan portfela beneficjentów programu, ale równocześnie pozytywne skutki przynosiła dobra koniunktura gospodarcza, przejawiająca się wzmocnieniem pozycji pracownika na rynku - spadkiem bezrobocia i wzrostem płac - a także zmiany regulacyjne: wprowadzenie minimalnej płacy godzinowej oraz podwyżki płacy minimalnej. Widać to również w danych - ubóstwo wyraźnie zmniejszało się już w 2015 r., przed wprowadzeniem 500+.
500 + nie wpływa na kondycję polskiego społeczeństwa
Jak twierdzi Anna Bytońska, rzeczniczka MOPS we Wrocławiu, w latach, kiedy wprowadzano zmiany w świadczeniu 500+ nie ma skokowych zmian w liczbie osób korzystających z zasiłków. Tendencja do zmniejszania się liczby osób korzystającą z tej formy wsparcia jest raczej stała.
– Widzimy natomiast zmianę w zakresie dożywiania dzieci, gdzie przy wprowadzeniu świadczenia, a potem przy jego zmianie malała liczba dzieci korzystających z rządowych programów finansowania posiłków. Jednak większe zmiany zauważyliśmy w programie „Posiłek w szkole i w domu” – mówi Bankier.pl Anna Bytońska. Tutaj widać wyraźne zmniejszenie liczby dzieci korzystających z tej formy wsparcia. Z naszych danych możemy wnioskować, że kondycja finansowa naszej społeczności z roku na rok jest lepsza i wprowadzenie 500+ nie wpływa na te dane. Ta tendencja powstała wcześniej i jest stała.
Rodzi się coraz mniej dzieci
Program 500+ absolutnie nie rozwiązał również problemu niskiej dzietności. Co prawda po wprowadzeniu świadczenia liczba urodzeń faktycznie wzrosła, ale szybko zdążyła powrócić do poziomów wcześniejszych. W roku 2015 r. w Polsce urodziło się 369 tys. dzieci, natomiast w 2022 roku było ich już 305 tys - najmniej od II wojny światowej.
Przyrost naturalny w tym czasie osiągnął najniższą wartość od kilkudziesięciu lat - wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego.
Na liczbę urodzeń wpływa jednak m.in. liczebność grupy kobiet w wieku rozrodczym czy dbałość o prawa kobiet i dostęp do odpowiedniej opieki zdrowotnej, a nie wyłącznie kwestia współczynnika dzietności, który może być stymulowany przez wzrost dochodów w warunkach dobrej koniunktury gospodarczej i transferów socjalnych, np. 500+.
































































