Udziały w giełdzie kryptowalut trafiły do trzech spółek w Zjednoczonych Emiratach Arabskich; te z kolei były kontrolowane przez firmy w Luksemburgu, należące do zaginionego założyciela Zondacrypto - informuje czwartkowa „Rzeczpospolita”.


Rosyjski kontekst - jak oceniono w artykule - jest aż nadto czytelny. Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) stały się głównym hubem dla „szarego" kapitału ze Wschodu.
Jak podaje „Rz", wszystkie trzy spółki powiązane z Zondacrypto utworzono z tzw. anonimowym agentem. Takie podmioty są często wykorzystywane przez rosyjskich oligarchów do inwestowania brudnych pieniędzy i omijania sankcji nałożonych przez USA i Unię Europejską. Udziałowcem spółek był obywatel ZEA, który „użyczał” im swojego obywatelstwa. Zdaniem „Rz" tak naprawdę był figurantem bez dostępu do kont bankowych.
Przeczytaj także
Jak przekazały „Rzeczpospolitej” źródła w służbach – to nie przypadek, że akurat w taki sposób Sylwester Suszek postanowił ulokować swój majątek. Za dubajskimi firmami, jak podano, stoją spółki Suszka zarejestrowane w Luksemburgu, w tym jedna inwestująca w nieruchomości, a druga na giełdzie.
Czy prokuratura wie już, co się stało z „królem bitcoinów”?

Przez kryptogiełdę Suszka przepuszczano ogromne pieniądze różnych przestępców, mafii, także nieuczciwych biznesmenów, celem ich zalegalizowania. On im musiał płacić za tzw. ochronę – powiedziało redakcji jedno ze źródeł.
Klucze prywatne do portfela krypto to klucz do skarbca pozwalający zarządzać środkami. To jednak długi, losowy ciąg znaków. – Ludzie, by nie zgubić klucza, czasem go sobie tatuują, umieszczają w pierścieniach, ale często ostatnie np. cztery cyfry zapamiętują. Jeśli klucz prywatny do ogromnej ilości bitcoinów miał tylko Suszek i do dziś ich nie wybrał, to proszę odpowiedzieć sobie na pytanie, co mogło się stać i dlaczego – wskazał rozmówca „Rz”.
Jest nadzieja dla klientów Zondacrypto. Mają szansę odzyskać pieniądze od Skarbu Państwa
Klienci Zondacrypto mogą mieć szanse na odzyskanie wszystkich środków. Chociaż nad giełdą kryptowalut wisi widmo niewypłacalności, istnieją przesłanki, że poszkodowani mogą pozwać kogoś o głębszych kieszeniach. W zależności od interpretacji będzie to wina rządu lub prezydenta. W warunkach skrajnej polaryzacji ugra coś każda partia, klienci odzyskują pieniądze, straci budżet państwa. Pytanie, kto poniesie odpowiedzialność?
jszt/ ktl/





























































