EBC jest gotowy „zrobić wszystko, co trzeba, aby uchronić euro” – miał według agencji powiedzieć inwestorom prezes Mario Draghi. Inwestorzy zinterpretowali to jako zapowiedź wznowienia skupu obligacji Włoch i Hiszpanii, co przyniosłoby krótkoterminową ulgę dwóm nadmiernie zadłużonym krajom południa Europy.
Można odnieść wrażenie, że rynki finansowe na taką wypowiedź czekały od dawna. Reakcja była więc błyskawiczna. Rentowność 10-letnich obligacji hiszpańskich zanurkowała o blisko 40 pb., schodząc poniżej 7% – czyli progu uważanego za górną granicę wytrzymałości finansowej Madrytu. Giełdowe indeksy na Starym Kontynencie wystrzeliły w górę. Wczesnym popołudniem wzrosty sięgały od 1,2% w Londynie przez 2,9% w Paryżu po ok. 4% w Madrycie i Mediolanie.
Dobrze spisał się także polski złoty. Cena euro spadła do 4,15 zł i była o 2,5 grosza niższa niż w środę i o przeszło 6 groszy niższa niż we wtorek. O godzinie 13:30 dolar kosztował 3,38 zł i był o niemal 6 groszy tańszy niż wczoraj. Za szwajcarskiego franka trzeba było zapłacić 3,45 zł, a za brytyjskiego funta niespełna 5,30 zł.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl































































