Ceny złota wyrażone w polskiej walucie w czwartek osiągnęły nowe historyczne maksimum. To jednak nie tyle efekt siły królewskiego kruszcu, co słabości polskiego złotego.


6161,63 złotych za uncję trojańską (ok. 31,1035 gramów) – na tyle w czwartek przed południem wyceniano złoto. To najwyższa nominalna cena w historii, lecz zarazem tylko nieznacznie wyższa od poprzedniego rekordu z poniedziałku (6154,47 zł/oz.).
Od początku roku cena złota wyrażona w PLN wzrosła o 6,7%. Królewski metal jest już o jedną czwartą droższy niż rok temu. Jeszcze tuż przed świętami Bożego Narodzenia uncję złota wyceniano na ok. 5650 zł. Zatem od tego czasu rynkowa wartość żółtego metalu podniosła się o 9%.
Za złotem przemawiają obecnie zarówno długoterminowe czynniki natury fundamentalnej (realnie ujemne stopy procentowe i „ilościowe poluzowanie” polityki w bankach centralnych), ale też krótkoterminowy wzrost awersji do ryzyka wywołany najpierw sytuacją na Bliskim Wschodzie (gdzie po zabójstwie gen Sulejmaniego Iran i USA stanęły na krawędzi wojny), a teraz epidemią chińskiego koronawirusa.
Jednakże w ostatnich dniach ceny złota wyrażone w USD są względnie stabilne. W czwartek przed południem uncję złota wyceniano na ok. 1579 USD. To raptem o 32 USD/oz. (czyli 2,1%) więcej niż dwa tygodnie temu. Zatem styczniowa zwyżka notowań złota w Polsce wynika przede wszystkim z osłabienia się złotego. Od połowy stycznia kurs dolara wzrósł z 3,77 zł do przeszło 3,88 zł. Tylko dzięki temu notowania złota w PLN powróciły powyżej 6 000 zł za uncję.
Przeczytaj także
Trzeba jednak pamiętać, że kupując fizyczne złoto, wydamy więcej, niż wynikałoby to z przytaczanych powyżej cen giełdowych. Zapłacimy bowiem za koszty bicia monety (lub sztabki) oraz kilkuprocentową marżę dilera. Przykładowo, jeden z dużych polskich dilerów oferuje dziś uncjowego Krugerranda po 6 594 zł, czyli ponad 7% powyżej giełdowej ceny złota. Warto jednak porównywać oferty, ponieważ u konkurencji możemy znaleźć uncjowego złotego Filharmonika za niespełna 6400 zł (czyli ok. 4% ponad cenę spot).
Krzysztof Kolany































































