REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Zamieszanie w Korei Południowej. Ruszyło śledztwo przeciw prezydentowi i dwóm ministrom

2024-12-05 04:00, akt.2024-12-05 12:08
publikacja
2024-12-05 04:00
aktualizacja
2024-12-05 12:08
Dodaj Bankier.pl w Google

Prokuratura Korei Płd. wszczęła śledztwo przeciw prezydentowi Jun Suk Jeolowi oraz szefowi MSW i byłemu ministrowi obrony w związku z ich udziałem we wprowadzeniu stanu wojennego - podała w czwartek agencja Yonhap. Według wiceministra obrony to szef tego resortu nakazał wysłanie wojsk do parlamentu.

Zamieszanie w Korei Południowej. Ruszyło śledztwo przeciw prezydentowi i dwóm ministrom
Zamieszanie w Korei Południowej. Ruszyło śledztwo przeciw prezydentowi i dwóm ministrom
fot. Kim Hong-Ji / /  Reuters / Forum

Szef armii, dowódca stanu wojennego, złożył rezygnację

Szef sztabu generalnego sił zbrojnych Korei Południowej, generał Park An Su, który we wtorek objął stanowisko dowódcy stanu wojennego po ogłoszeniu go przez prezydenta Juna Suk Jeola, złożył rezygnację - podała w czwartek agencja Yonhap. Kancelaria szefa państwa poinformowała o jej odrzuceniu.

O złożeniu rezygnacji generał poinformował podczas przesłuchania na nadzwyczajnej sesji parlamentarnej komisji obrony.

Jun odrzucił rezygnację Parka, powołując się na względy bezpieczeństwa. "(Prezydent) podkreślił potrzebę zachowania stabilności operacji wojskowych w obliczu trudnej sytuacji w zakresie bezpieczeństwa i wezwał szefa sztabu armii do pełnego skupienia się na swoich obowiązkach" - przekazał wysoki rangą urzędnik prezydencki, cytowany przez agencję Yonhap.

Park został wyznaczony do kierowania stanem wojennym, który Jun ogłosił we wtorek. Park zakazał działalności parlamentu i partii politycznych. Wojska i policja skierowane do siedziby Zgromadzenia Ludowego zablokowały wejście. Dodatkowo wszystkie media i wydawcy mieli podlegać kontroli.

Szef sztabu przyznał, że w rozmowie telefonicznej poinformował szefa policji o ogłoszeniu stanu wojennego i zwrócił się do niego o wysłanie większej liczby policjantów. "Powiedziałem im, że nie możemy używać paralizatorów i granatów ogłuszających, ponieważ stanowiłoby to zagrożenie dla ludzi" - zeznał.

Park powiedział też, że nie wie, czy na terenie Zgromadzenia Narodowego przebywali funkcjonariusze wyposażeni w broń z ostrą amunicją ani czy służby kontrwywiadowcze utworzyły grupy odpowiedzialne za aresztowanie deputowanych.

Z jego relacji wynika też, że prezydent odwiedził centrum dowodzenia, które znajdowało się w sąsiadującym z kancelarią prezydenta budynku ministerstwa obrony. Nie ujawnił jednak, o czym wówczas rozmawiano.

Jun przyjął w czwartek rezygnację ministra obrony Kim Jong Hjuna, wobec którego - podobnie jak wobec prezydenta - partie opozycyjne zgłosiły w parlamencie wniosek o impeachment za ogłoszenie stanu wojennego.

Wszczęto śledztwo przeciw prezydentowi i dwóm ministrom ws. stanu wojennego

Kim Jong Hjun, którego rezygnację ze stanowiska szefa resortu obrony prezydent przyjął w czwartek rano, w związku ze śledztwem został objęty zakazem podróżowania - przekazał Yonhap. Takich restrykcji nie ogłoszono wobec ministra spraw wewnętrznych Li Sang Mina, uznawanego przez opozycję za kluczowego uczestnika wtorkowych wydarzeń, ani wobec szefa państwa.

Partie opozycyjne skupione wokół Koreańskiej Partii Demokratycznej (KPD) w środę przedstawiły wniosek o impeachment prezydenta, głosowanie ma się odbyć w sobotę wieczorem czasu lokalnego. KPD domaga się też, by w stan oskarżenia postawiony został były minister obrony, któremu zarzuca, że doradzał prezydentowi ogłoszenie stanu wojennego.

Han Dong Hun, lider rządzącej Partii Władzy Ludowej, z której wywodzi się Jun, powiedział w czwartek, że poprosił prezydenta o opuszczenie ugrupowania, mimo że ma ono jednomyślnie zagłosować przeciwko wnioskowi o impeachment. Han wyjaśnił, że nie chodzi o obronę "niekonstytucyjnego stanu wojennego", ale zapobieżenie dalszemu chaosowi.

Wakacje na giełdzie

Wniosek o impeachment wymaga poparcia większości dwóch trzecich z 300 deputowanych. Opozycja i posłowie niezrzeszeni dysponują łącznie 192 mandatami.

We wniosku o impeachment deputowani napisali, że rozmieszenie wojsk w parlamencie po ogłoszeniu we wtorek nadzwyczajnego stanu wojennego "znacznie utrudniło udział w obradach" parlamentarzystom domagającym się odwołania tej decyzji. "Takie działania stanowią bezpośrednie naruszenie zasadę podziału władzy" - argumentowano.

Wiceminister obrony Kim So Ho powiedział w czwartek w parlamencie, że to Kim Jong Hjun nakazał żołnierzom infiltrację parlamentu i zablokowanie deputowanym wejścia na jego teren w dniu ogłoszenia stanu wojennego. Wiceminister twierdził, że sprzeciwił się rozmieszczeniu wojsk, jednocześnie przyznał, że nie zareagował skutecznie na rozwój wydarzeń.

"W pełni uznaję swoją odpowiedzialność i jestem gotów ponieść pełne konsekwencje" - oświadczył, dodając, że o ogłoszeniu stanu wojennego dowiedział się z mediów. Zapytany o to, kto napisał dekret o stanie wojennym, Kim powiedział, że nie może potwierdzić nazwiska, ale chodzi o osobę spoza ministerstwa obrony.

Prezydent odwołał stan wojenny po sześciu godzinach, gdy większość deputowanych przyjęła wzywającą go do tego uchwałę.

Również w czwartek kontrolowane przez opozycję Zgromadzenie Narodowe przyjęło wnioski o impeachment szefa Komisji Audytu i Kontroli, któremu zarzucono niedopełnienie obowiązków podczas oceny nieprawidłowości związanych z relokacją siedziby prezydenta z Błękitnego Domu do kompleksu ministerstwa obrony w 2022 r. Taki sam wniosek przyjęto wobec trzech czołowych prokuratorów za to, że nie postawili pierwszej damy w stan oskarżenia po dochodzeniu w sprawie jej domniemanego udziału w manipulacji cenami akcji.

Prezydent dymisjonuje, parlament chce jego rozliczenia

Wniosek o impeachment Juna został zgłoszony na sesji plenarnej, która rozpoczęła się krótko po północy ze środy na czwartek czasu lokalnego (około godz. 16 w środę w Polsce). Zgodnie z literą prawa głosowanie w sprawie impeachmentu musi odbyć się w ciągu 24 do 72 godzin.

Partie opozycyjne skupione wokół głównej siły opozycji Partii Demokratycznej, domagają się także impeachmentu, czyli postawienia w stan oskarżenia, ministra obrony Kim Jong Hjuna zarzucając mu, że doradzał prezydentowi ogłoszenia stanu wojennego.

W czwartek Jun przyjął rezygnację Kima i powołał na jego miejsce Choj Bjung Hjuka, emerytowanego czterogwiazdkowego generała, obecnego ambasadora Korei Południowej w Arabii Saudyjskiej.

Kim zaoferował swoją rezygnację i wyraził ubolewanie z powodu jego działań i wyprowadzenia wojska na ulice. Według komunikatu ministerstwa obrony, Kim oświadczył, że "wszyscy żołnierze, którzy wykonywali swoje obowiązki w związku ze stanem wojennym, działali według moich instrukcji i cała odpowiedzialność spoczywa na mnie".

Jak pisze Associated Press, szanse uchwalenia impeachmentu wobec prezydenta nie są pewnie bowiem rządząca Partia Władzy Ludowej, z której się wywodzi, zapowiedziała, że nie poprze wniosku.

Jun ogłosił we wtorek wieczorem czasu miejscowego stan wojenny, zapowiadając "eliminację sił antypaństwowych" i oskarżając opozycję o paraliżowanie prac rządu oraz sympatyzowanie z komunistyczną Koreą Północną. Wojsko wydało dekret, w którym zakazało działalności politycznej, pracy parlamentu i partii oraz narzuciło kontrolę sztabu zarządzającego stanem wojennym nad mediami. Po 6 godzinach, jeszcze przed świtem w środę, stan wojenny został odwołany.

Krzysztof Pawliszak

jm/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
samsza
W Polsce opozycja nie ma za złe tuskowi szturmu na instytucje.

Powiązane: Korea Południowa

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki