REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Zablokowany kurs – nowa propozycja dla frankowców

Michał Kisiel2015-11-27 14:24analityk Bankier.pl
publikacja
2015-11-27 14:24

W expose szefowej rządu nie wspomniano o problemie kredytów we frankach, ale nad sposobami jego rozwiązania pracuje nadal Kancelaria Prezydenta. Przedstawiciele frankowców otrzymali w zeszłym tygodniu nową wersję założeń ustawy. Tym razem pojawia się w niej konstrukcja „kredytu hipotetycznego”.

Zablokowany kurs – nowa propozycja dla frankowców
Zablokowany kurs – nowa propozycja dla frankowców
fot. Krystian Maj / / FORUM

Na początku listopada prezentowaliśmy na łamach Bankier.pl propozycję ustawy o sposobach przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu. Ma ona być realizacją wyborczej obietnicy obecnego prezydenta, po odrzuceniu projektu przygotowanego przez środowiska kredytobiorców frankowych. Najnowsza wersja dokumentu, zaprezentowana w poprzednim tygodniu i opublikowana w serwisie Pomocfrankowiczom.pl, zawiera kilka istotnych modyfikacji.

Nie ulega zmianie idea uznania za niedozwolone stosowania spreadu walutowego i modyfikacji oprocentowania kredytu, w oderwaniu od wskaźników rynkowych. Podobnie jak w poprzedniej wersji prezydenckiej propozycji, banki będą miały obowiązek zwrotu konsumentom świadczeń, spełnionych na podstawie zakwestionowanych konstrukcji.

W założeniach leżących u podstaw kolejnych elementów programu nie zaszły fundamentalne zmiany. Przypomnijmy, że zamysł jest następujący:

  • Kredytobiorca może za zgodą banku dokonać restrukturyzacji kredytu, zamieniając go na zobowiązanie wyrażone w złotych.
  • Jeśli strony nie dojdą do porozumienia w sprawie restrukturyzacji, to konsument może przenieść na bank własność nieruchomości zabezpieczającej kredyt („oddać klucze”) i zostać zwolniony ze zobowiązania.
  • Jeśli kredytobiorca nie skorzysta z możliwości uwolnienia się od długu, będzie nadal spłacał kredyt, ale do wyliczania rat kredytowych stosowana będzie procedura, w zamyśle chroniąca go (w części) przed skutkami ryzyka walutowego.

W najnowszej prezydenckiej propozycji zmodyfikowano jednak znacząco mechanizmy ustalania wysokości zobowiązania przy restrukturyzacji oraz ograniczania wysokości obciążeń kredytowych w przypadku, gdyby kredyt nie został przewalutowany.

Restrukturyzacja – już nie „po kursie z dnia umowy”

W uproszczeniu można powiedzieć, że projekt zakłada, iż w przypadku restrukturyzacji dokonuje się zrównania pozycji kredytobiorcy walutowego z sytuacją osoby, która zaciągnęłaby kredyt w złotych. W praktyce procedura jest dość skomplikowana. Oprocentowanie ustalone zostanie następująco:

  • W miejsce dotychczasowego wskaźnika wchodzi odpowiedni WIBOR – np. zamiast LIBOR 3M CHF używany będzie WIBOR 3M,
  • Marża będzie taka sama jak dotychczas (w kredycie walutowym), nie będzie jednak mogła być wyższa niż średnia marża kredytu hipotecznego na cele mieszkaniowe, oferowana w miesiącu postawienia do dyspozycji środków kredytobiorcy. Średnia będzie obliczana na podstawie siatki marż stosowanych w tym czasie przez trzy największe banki pod względem sumy bilansowej (za 2014 r.). Co ciekawe, w propozycji nie wskazano wprost czy chodzi o marże kredytów złotowych – tak należy domniemywać (Bank Pekao, mieszczący się w top 3 nie oferował kredytów we frankach).

Ustalenie wysokości zadłużenia (kwoty kredytu po restrukturyzacji-przewalutowaniu) opiera się na konstrukcji „kredytu hipotetycznego”. Ma on następujące cechy:

  • Zostałby postawiony do dyspozycji kredytobiorcy tego samego dnia, co kredyt walutowy.
  • Udzielony został na ten sam okres.
  • Jego początkowa wartość równa jest wartości kapitału kredytu walutowego przeliczonego na złote z użyciem kursu średniego NBP (z tego samego dnia).
  • Byłby spłacany w ten sam sposób – w identycznych terminach płatności rat i formule.
  • Byłby oprocentowany w oparciu o analogiczny do wskaźnika w kredycie walutowym WIBOR oraz marżę równą marży kredytu walutowego.

Kwotę kredytu pozostałego do spłaty w momencie przewalutowania ustala się z zastosowaniem takiego kursu wymiany, aby wartość długu po przeliczeniu na złote była taka sama, jak w „kredycie hipotetycznym” na ten sam moment. Kurs ten nie może być jednak wyższy niż rynkowy w danym momencie. Nie może być także niższy niż kurs z dnia wypłaty kredytu.

Po restrukturyzacji kwota do spłaty będzie zatem taka, jak gdyby kredyt zaciągnięto (i spłacano do tej pory) w złotych. W związku ze zmianą waluty bank nie będzie mógł dokonać żadnych poważniejszych zmian w parametrach kredytu – żądać prowizji, zmiany marż, terminów spłaty czy doubezpieczenia zobowiązania.

A co jeśli bank nie zgodzi się na przewalutowanie?

Kurs wyliczony na wskazanych powyżej zasadach znajdzie zastosowanie w przypadku, gdy do restrukturyzacji kredytu nie dojdzie. Przypomnijmy, że nadal przyjmuje się, iż bank może przychylić się do wniosku klienta, ale nie jest w żaden sposób do tego zobowiązany. Zakładając, że kredytobiorca nie będzie chciał „oddać kluczy”, pozostanie mu jeszcze możliwość spłacania rat na dotychczasowych zasadach (jednak już bez spreadu), z jedną bardzo istotną modyfikacją.

W projekcie czytamy, że każda rata kredytu zapłacona w złotych polskich po dniu wejścia w życie ustawy, podlega umorzeniu ze skutkiem zwolnienia konsumenta z długu, w części odpowiadającej dodatniej różnicy między kursem średnim wymiany waluty obcej na walutę polską, ogłoszonym przez Narodowy Bank Polski na dzień terminu zapłaty raty, a kursem wyliczonym przy staraniu o restrukturyzację. Można zatem mówić o twardym ograniczeniu wysokości raty, jeśli kurs franka wzrośnie powyżej kursu odniesienia. To znacząca zmiana w stosunku do poprzedniej propozycji, by skutki wzrostu kursu waluty (powyżej kursu z dnia udzielenia kredytu) były dzielone pomiędzy bank i kredytobiorcę w proporcji 70/30. Jednocześnie skrócono maksymalne dopuszczalne opóźnienie w uregulowaniu raty – z 7 do 2 dni. Osoby spłacające zobowiązania nieterminowo, nie będą mogły liczyć na ochronę przed ryzykiem.

Nadal bez przełomu

Idea „kursu przeliczeniowego” jest nie tylko skomplikowana, ale również nie do końca przemyślana. Wartość tego wskaźnika uzależniona jest m.in. od okresu kredytowania i momentu zaciągnięcia zobowiązania. Jak komentuje Jacek Czabański, przedstawiciel frankowców biorący udział w konsultacjach, doprowadzi to do nieuzasadnionego zróżnicowania sytuacji kredytobiorców. Przykładowo dla kredytu z 2008 r. o wysokości 324 tys. zł, zaciąganego przy kursie 2,22 zł za franka, w zależności od okresu kredytowania, „kurs przeliczeniowy” będzie się wahać od 2,40 zł (dla 20-letniego kredytu) do 2,68 zł (dla kredytu na 40 lat). Raz obliczony próg, będzie obowiązywał, jak można się spodziewać, do końca okresu spłaty kredytu.

Zgodnie z oczekiwaniami poprzednia wersja propozycji ustawy uległa znaczącym zmianom. Wciąż nie brak niejasności, a pojawiają się kolejne luki – np. dotyczące procedury obliczeń dla kredytów wypłacanych w transzach czy sytuacji osób, które spłacają raty bezpośrednio w walucie. Nowy projekt nadal pozostawia wolną rękę bankom w najważniejszej dla wielu kwestii – przewalutowania otwierającego drogę np. do sprzedaży nieruchomości. Chociażby z tego względu będzie on krytykowany, a wkrótce zastąpi go zapewne nowy dokument.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Przedterminowych wypłat z PPK jest za dużo? Współtwórca programu: nie można podważyć zaufania do całego systemu
Michał Kisiel
Michał Kisiel
analityk Bankier.pl

Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z psychologią finansów, analizuje, jak płacą i zadłużają się Polacy. Doktor nauk ekonomicznych, zwolennik idei społeczeństwa bez gotówki. Pomysłodawca finansowego eksperymentu "2 tygodnie bez portfela", w ramach którego banknoty i karty płatnicze zamienił na smartfona. Telefon: 501 820 788

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (440)

dodaj komentarz
~fffranko
Prośba do frankowiczów .Nie dawajcie ,,pożywki" trollom i skunksom Pietraszkiewicza ,nie komentujcie ich wypocin , same zdechną ......Czas na ich rozliczenie wkrótce nadejdzie , to mają jak w ...banku! WRONKI I RAWICZ BĘDĄ PEŁNE BANKSTERÓW !
~banksterom-stop
Ilość troli bankowych jest tutaj zatrważająca. Wzięłam kredyt w CHF w wysokości 550 tysięcy złotych (275 tys chf). Spłaciłam połowę 140 tys chf bynajmniej nie po kursie 2 zł, tylko 3.40 średnio i obecnie mam do spłacenia 555 tysięcy złotych (kurs 3.97). Banki w Polsce to lichwiarze, złodzieje i gangsterzy. Przestrzegam wszystkich Ilość troli bankowych jest tutaj zatrważająca. Wzięłam kredyt w CHF w wysokości 550 tysięcy złotych (275 tys chf). Spłaciłam połowę 140 tys chf bynajmniej nie po kursie 2 zł, tylko 3.40 średnio i obecnie mam do spłacenia 555 tysięcy złotych (kurs 3.97). Banki w Polsce to lichwiarze, złodzieje i gangsterzy. Przestrzegam wszystkich przed jakimikolwiek kontaktami z tą złodziejską instytucją. Dodam, że oprocentowanie jest ustalane decyzją zarządu, czyli w nosie mają wszystkie libory itd. Ryzyko kursowe miało być nie wyższe niż 20 %, zacytuję bo to by znaczyło że Polska zbankrutuje, a my przecież niedługo będziemy mieli Euro bo tak prężnie się rozwijamy. Nie ufajcie tym złodziejom. Jak słyszę że przewalutowanie kredytów spowoduje straty banków, które nigdy chf nie miały, udzieliły przecież kredytów złotówkowych waloryzowanych kursem chf to nóż mi się w kieszeni otwiera! Firmy samochodowe jak puszczą wadliwy produkt, to na własny koszt naprawiają straty, a te "instytucje zaufania publicznego" mają w dupie sądy, rządy. W końcu wszyscy siedzą u nich w kieszeni, Chcesz być wolnym człowiekiem nie pożyczaj i nie trzymaj pieniędzy w banku! Coraz więcej sądów zakazuje ludziom publikacji pod pozorem "naruszania dobrego imienia banków". Ludzie mamy w tym kraju cenzurę. Nie można slowem pisnąć na temat okradania ludzi przez banki, bo banki występują do sądów o naruszanie ich dobrego imienia, a sądy zakazują ludziom swobody wypowiedzi, publikacji itd.
~nowak
Frankowicze mają absolutną rację domagając się unieważnienia indeksacji / (denominacji) "złotówkowych kredytów ufrankowionych" do franka jakie dokonano im w dniu zaciągnięcia kredytu dlatego, że:
1. W umowach tkwią klauzule abuzywne / niedozwolone.
2. Doradcy instytucji zaufania publicznego jakimi są banki, zalecali
Frankowicze mają absolutną rację domagając się unieważnienia indeksacji / (denominacji) "złotówkowych kredytów ufrankowionych" do franka jakie dokonano im w dniu zaciągnięcia kredytu dlatego, że:
1. W umowach tkwią klauzule abuzywne / niedozwolone.
2. Doradcy instytucji zaufania publicznego jakimi są banki, zalecali kredyty frankowe swoim klientom, wprowadzając ich w pułapkę finansową.
3. Kredytobiorcy to zwykli konsumenci, nie spekulanci giełdowi i mają prawo do bezpiecznych kredytów.
4. Banki zabezpieczały przed ryzykiem tylko siebie, zaniedbywały natomiast swoich klientów.
5. Doradcy bankowi nie tylko, że nie wyjaśniali ludziom istoty ryzyka, ale wręcz prowadziłi kampanię i politykę dezinformacji.
6. Produkt jaki sprzedali klientom pod postacią kredytu hipotecznego był w zasadzie produktem mieszanym pomiędzy kredytem a niezmiernie ryzykownym giełdowym instrumentem pochodnym opartym na kursie innej waluty - franku szwajcarskim.
7. Praktyki jakie stosowały banki nie miały nic wspólnego z tzw. "uczciwą praktyką w biznesie".

I nie jest prawdą jak twierdzi propaganda służąca skłócaniu i dzieleniu społeczeństwa, że Frankowicze już od początku czerpali z kredytów frankowych niezmierne korzyści. Istotnym jest, że to nigdy nie był kredyt we frankach a tylko indeksowany frankiem. Oznacza to, że konsument otrzymywał złotówki i spłaca ten kredyt również w złotówkach, a jedynie proponowany / wymuszany przez banki, sposób rozliczania spłat tego kredytu opiera się na przeliczaniu wartości złotówki na franka a także dodawaniu do długu różnych innych obciążeń. Np. banki ustalały same sobie a później stosowały tzw. "spread" do wyliczania kursów sprzedaży, tak jakby transakcje rzeczywiście następowały we frankach a nie w złotówkach jak było naprawdę. Spread ten niejednokrotnie wynosił, aż kilkanaście procent. Gdy kurs franka spadał bank miał ponadto także możliwość podnoszenia stopy oprocentowania kredytu, a więc tym samym utrzymywania swojego zysku na zaplanowanej przez siebie wysokości. Banki robiły to na sobie tylko wygodnych i znanych zasadach. Ani wysokość spreadu ani też oprocentowania nie była w żaden sposób z konsumentami negocjowana, ani też nawet znana. Banki też stosują tu różnego rodzaju ubezpieczenia na wypadek jakiegokolwiek dla siebie ryzyka związanego z niedostatecznym w/g ich uznania dla siebie zyskiem. Za te ubezpieczenia płaci też nie kto inny jak właśnie konsument. Należy tu dodać, że niejednokrotnie kredytobiorcy do dziś na bieżąco nie są informowani co do szczegółów spłat swojego kredytu a taka informacja, prawdopodobnie zwykły komputerowy wydruk, w/g cennika banku kosztuje nawet i 600 złotych. (Brak jest też często, jak w innych krajach bezpłatnego dostępu internetowego do bieżącej informacji o własnym kredycie, historii jego spłat i obciążeń kredytu, które są stosowane przez banki i stanowią najprzeróżniejsze opłaty przez nie narzucane.) Całe ryzyko przenosiło się więc już od samego początku tylko na konsumenta, który nie miał jak banki możliwości manipulowania ani spreadem, ani stopą oprocentowania, ani też jakimikolwiek opłatami, ani w ogóle niczym. Nie miał też możliwości do swobodnego dostępu do podstawowych informacji związanych z jego kredytem. Jest to po prostu nierówna walka. Wysoki spread i oprocentowanie trzymane było do chwili, gdy kurs franka wzrósł do poziomu, gdy już wiadomo było, iż główny zysk banki będą mogły czerpać głównie z tytułu wysokiego kursu franka. Wiąże się to bowiem ze znacznie wyższym zadłużeniem w złotówkach, a co także za tym idzie znacznie wyższych spłatach ratalnych, też tych faktycznych w złotówkach. Nigdy frankowicze nie robili pieniędzy na tych kredytach. Czy w ogóle spłatę jakiegokolwiek kredytu można by nazwać zarabianiem jakichś pieniędzy? Kredyt jest to po prostu zapis długu konsumenta za który trzeba bankowi płacić marżę. Ta marża dla banku nigdy ujemną nie jest a więc zawsze jest dodatnim dla niego zyskiem. I też prawdziwe zyski miały na tym banki. Już w marcu 2009 roku kurs sprzedaży franka, po którym dokonywano rozliczenia poszybował w niejednym banku od około 2 aż do ponad 3,4. I tak na przykład jeśli ktoś zawarł umowę gdzieś we wrześniu 2007 roku, to przy stosowanym przeliczeniowym kursie kupna franka równym 2.20 zysk banku na każdej złotówce zadłużenia wzrósł aż o 54%. Inaczej mówiąc, każde 100 tys. zł zadłużenia urosło do 154 tysięcy a przy kursie sprzedaży franka 4,00 wzrosło do ok. 181 tysięcy nie licząc oprocentowania kredytu, za co trzeba oczywiście także płacić. Kiedy więc był tu czas na rzekome dorabianie się na niskich spłatach, jak powtarzają uporczywie za mediami niektórzy "nieco mniej myślący" komentatorzy? Ten zysk jest tylko zyskiem banku, a osiągnięty został przez zastosowanie przez bank w umowie tzw. "klauzul niedozwolonych" lub "klauzul abuzywnych" - inna nazwa.

Jest jeszcze inna kwestia. Jak mamy dziś traktować banki? Czy jako instytucje zaufania publicznego, w której konsument spotyka się z doradcą otrzymując fachową poradę w efekcie której nabywa najbardziej korzystną dla siebie najzwyklejszą w świecie płatną usługę na zakup np. mieszkania, jako nieodzowny element 1-wszej potrzeby do godziwego życia, czy raczej jak instytucje ogrywające ludzi. A w takim przypadku powinniśmy się przeistoczyć do roli graczy czy spekulantów giełdowych, bacznie pilnując by jakiś toksyczny produkt bankowy nie wyrządził nam szkód, za które będziemy musieli płacić do końca życia, a może nawet i nasze długi przeniosą się na następne pokolenia.

Problem polega tu głównie na tym, że normalni, nieprzygotowani profesjonalnie do spekulacji na rynkach finansowych ludzie poszli do banku po poradę, żeby pożyczyć na sprzyjających im warunkach pieniądze na zakup mieszkania, a zostali wmanipulowani przez bankowych profesjonalnych doradców finansowych w wysoce ryzykowny produkt giełdowy, oparty na spekulacjach kursami walutowymi w wieloletnim okresie czasu, w dodatku najczęściej bez możliwości wydostania się z tej pułapki. Jak ryzykowny okazał się ten produkt to wszyscy już dziś wiemy. Za zadłużenie we frankach banki dziś naliczają nawet i dwukrotnie więcej złotówek niż miało to miejsce przy zaciąganiu kredytu.

Widziały gały co brały? Jeżeli jak twierdzą niektórzy wina stoi po stronie niedoświadczonego i niewyedukowanego w spekulacjach bankierskich konsumenta, który nie przewidział związanego ze zwykłym jak mniemał kredytem ryzyka, to czy doradcy kredytowi powinni byli ten produkt w ogóle nastręczać? Czy niewyedukowany ekonomicznie i nie zajmujący się finansjerą kredytobiorca, miał obowiązek przewidywania ryzyka, jak twierdzi wielu obrońców banków? Jeżeli tak, to co powiedzieć o obowiązkach wykształconych i doświadczonych doradców kredytowych banków, wysokich rangą urzędników banków, prezesów i właścicieli banków? Przecież mają oni jeszcze w dodatku u siebie wyspecjalizowanych analityków do spraw zarządzania ryzykiem. To oni już tego obowiązku przewidzenia ryzyka nie mieli? Przecież to oni właśnie ten temat powinni znać i rozumieć najlepiej, a skoro tak to czy banki w ogóle powinny były oferować swoim konsumentom taki toksyczny produkt finansowy? Czy wobec tych faktów banki jeszcze zasługują na miano instytucji zaufania publicznego, jakimi obdarzaliśmy je do tej pory? Nie sądzę. Wszystko wskazuje na to, iż banki dziś przyjęły sobie za cel wyłącznie przechwytywanie pieniędzy swoich klientów dla swoich wyłącznie własnych korzyści.

Dla porównania wyobraźmy sobie sytuację chorego, który zgłasza się do innej instytucji zaufania publicznego - szpitala. Na wstępie spotyka lekarza, który mu mówi, iż w jego przypadku "potrzebny jest zabieg, który przeprowadzony będzie pod narkozą i wtedy dopiero lekarze zadecydują co dalej robić. A teraz proszę podpisać umowę, że Pan się na to zgadza. Jak Pan tego nie zrobi to szpital Panu nie będzie w stanie pomóc." Pacjent z zaufaniem podpisuje, po czym lekarz wycina mu nerkę, którą potem szpital sprzedaje na wolnym rynku z dużym dla siebie zyskiem. Czy na takich i temu podobnych zabiegach powinna się opierać działalność instytucji zaufania publicznego? Czy takie działanie uznalibyśmy za etyczne i legalne, bo przecież pacjent podpisał umowę? Chyba nie. Myślę, że konstruowanie a co za tym idzie stosowanie tego typu umów powinno być surowo zabronione. Tym samym więc popularne dotąd powiedzenie "pewne jak w banku", straciło jak widać na aktualności.
~hm
Jako, mimo ogólników widać, że znasz temat możesz więc mi w takim razie wyjaśnisz jedną rzecz. Jak to możliwe, że mój znajomy który brał kredyt w CHF na tą samą kwotę na tem sam okres (w tym samym banku) miał ratę o ponad 500 zł niższą względem mojego kredytu w PLN? Skoro jak to ująłeś "Nigdy frankowicze nie robili pieniędzy Jako, mimo ogólników widać, że znasz temat możesz więc mi w takim razie wyjaśnisz jedną rzecz. Jak to możliwe, że mój znajomy który brał kredyt w CHF na tą samą kwotę na tem sam okres (w tym samym banku) miał ratę o ponad 500 zł niższą względem mojego kredytu w PLN? Skoro jak to ująłeś "Nigdy frankowicze nie robili pieniędzy na tych kredytach" ?
~nowak
I po co tworzyć dla przeciętnego kredytobiorcy jakieś skomplikowane reguły, które mało kto będzie w stanie nawet zrozumieć. Tak jakby dotychczasowe umowy były jeszcze za mało zagmatwane. Prawo dla kredytobiorcy powinno być proste, jednoznaczne i zrozumiałe. Skoro dotychczasowe umowy były wadliwe i niezgodne z obowiązującymi zasadami I po co tworzyć dla przeciętnego kredytobiorcy jakieś skomplikowane reguły, które mało kto będzie w stanie nawet zrozumieć. Tak jakby dotychczasowe umowy były jeszcze za mało zagmatwane. Prawo dla kredytobiorcy powinno być proste, jednoznaczne i zrozumiałe. Skoro dotychczasowe umowy były wadliwe i niezgodne z obowiązującymi zasadami (a były, bo były niejasne i zawierały klauzule niedozwolone co niejednokrotnie stwierdził UOKIK), a tym bardziej skoro banki dotychczas nie wyszły do swych klientów z odpowiednimi sprawiedliwymi propozycjami skutecznego rozwiązania problemu (a nie wyszły), to każdy kredytobiorca powinien mieć pełne obligatoryjne prawo do unieważnienia takiej umowy i zastąpienia jej prostą umową wzorcową, opartą na odwalutowaniu kredytów zwanych potocznie "frankowymi" (, jak też i innych kredytów walutowych) do polskich złotych. Inaczej mówiąc do przeliczenia kredytu tak jakby był udzielony normalnie w Złotych Polskich, czyli w walucie w której kredyt był naprawdę wypłacony. Prawo to powinno być jednolite i niekrzywdzące dla wszystkich wplątanych w te toksyczne i wysoce ryzykowne finansowe instrumenty pochodne niesłusznie sprzedawane pod płaszczykiem "kredytów", niezależnie komu i na jaki cel były udzielane (na dom, mieszkanie, zakup ziemi pod budowę a także i cele inwestycyjne, itp.) i niezależnie od tego, czy kredyt jest jeszcze spłacany czy też już wcześniej został spłacony. W tym drugim przypadku bank powinien zwrócić klientowi nadpłaconą kwotę.
~nowak
Czy ktoś mógłby mi powiedzieć gdzie można zaleźć wszystkie wartości liczbowe (tabele, w tym LIBOR, WIBOR, i.t.p. a także wszystkie już wyliczone przez bank wartości ujęte w jakichś "tabelach bankowych" do których nawiązywano w umowach) niezbędne do dokładnego rozliczenia kredytu hipotecznego w całym okresie jego trwania?Czy ktoś mógłby mi powiedzieć gdzie można zaleźć wszystkie wartości liczbowe (tabele, w tym LIBOR, WIBOR, i.t.p. a także wszystkie już wyliczone przez bank wartości ujęte w jakichś "tabelach bankowych" do których nawiązywano w umowach) niezbędne do dokładnego rozliczenia kredytu hipotecznego w całym okresie jego trwania? Szukałem wielkakrotnie ale nie mogłem znaleźć, bank też odmawia odpowiedzi i nawet "najtężsi" prawnicy nie dają sobie z tym rady. Z góry dziękuję za otrzymane informacje.
~greg
jak masz w Mille to walisz tutaj

https://www.bankmillennium.pl/o-banku/serwis-ekonomiczny/kursy-walut

LIBOR 3M

http://www.bankier.pl/kredyty-hipoteczne/stopy-procentowe/libor

WIBOR 3M

http://www.bankier.pl/kredyty-hipoteczne/stopy-procentowe/wibor

no kurde trochę ogar i masz a nie tylko nie
jak masz w Mille to walisz tutaj

https://www.bankmillennium.pl/o-banku/serwis-ekonomiczny/kursy-walut

LIBOR 3M

http://www.bankier.pl/kredyty-hipoteczne/stopy-procentowe/libor

WIBOR 3M

http://www.bankier.pl/kredyty-hipoteczne/stopy-procentowe/wibor

no kurde trochę ogar i masz a nie tylko nie wiem, nie da się

wujek Google jest wielki
~Pietraszkiewicz
Pierszkiewicz powinien zostać twarzą firmy Pampers ,bo kto jak nie on potrafi narobić ze strachu.Widzę ,że się boi po ilości TROLI
~baśka
Przeczytałam komentarze i linki ten prezes SADLIK pisarz, poeta z 290.000 CHF kredytu walutowego, to jakiś celebryta bankowy. Myślę, że powinni wziąć go do reklam np. "kredyt tylko w PLN, Nie dla Idiotów" lub coś w tym stylu, albo nawet do telewizji. Wtedy by było łatwiej spłacić kredyt.

http://www.bankier.pl/wiadomosc/NBP-
Przeczytałam komentarze i linki ten prezes SADLIK pisarz, poeta z 290.000 CHF kredytu walutowego, to jakiś celebryta bankowy. Myślę, że powinni wziąć go do reklam np. "kredyt tylko w PLN, Nie dla Idiotów" lub coś w tym stylu, albo nawet do telewizji. Wtedy by było łatwiej spłacić kredyt.

http://www.bankier.pl/wiadomosc/NBP-frankowcy-to-osoby-dobrze-sytuowane-z-buforem-finansowym-3442085.html
~DyzmaXXIwiek
To jest KARNAWAŁ. SADLIK i jego "sekta" ok. 150 osób co tydzień spotykają się pod pałacem

Prezydenta i pikietują. Spotykają się w Pałacu popijając soczki, kawkę, herbatkę i wrzucają coś na ząbek. Rolują wszystkich jak chcą, bo SADLIK to poeta, prawie Mickiewicz, a kredyt
300.000 CHF to bank omyłkowo mu wcisnął.
To jest KARNAWAŁ. SADLIK i jego "sekta" ok. 150 osób co tydzień spotykają się pod pałacem

Prezydenta i pikietują. Spotykają się w Pałacu popijając soczki, kawkę, herbatkę i wrzucają coś na ząbek. Rolują wszystkich jak chcą, bo SADLIK to poeta, prawie Mickiewicz, a kredyt
300.000 CHF to bank omyłkowo mu wcisnął.

Zaczynam go podziwiać i życzę mu ułaskawienia z rąk Prezydenta

pozdrawiam

Powiązane: Mieszkanie na kredyt

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki