Konkurecja odpiera zarzuty i oskarża bytowską firmę o kopiowanie wyrobów. Niewykluczone, że sprawę obie firmy skierują do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Firma Wireland specjalizuje się w produkcji elementów wyposażenia sklepów m.in. regałów sklepowych, stojaków reklamowych, krat i wieszaków. Zatrudnia ok. 200 osób. Według owych plotek, bytowski zakład ma kłopoty finansowe, a spółkę przejmie firma HRC (Henryk Recław Company). Zarówno prezes Wirelandu Sławomir Jędrzejczak, jak i Henryk Recław, właściciel firmy HRC zaprzeczają. Henryk Recław jest głównym akcjonariuszem spółki Wireland i chce nim pozostać. - HRC od 6 lat zajmuje się handlem nieruchomościami i nie zamierza przejąć Wirelandu - zapewnia. - Wszystko zaczęło się od tego, że nadepnęliśmy na odcisk niemieckiemu gigantowi - firmie Wanzl. Byli monopolistą na rynku, a my zaczęliśmy produkować podobny wyrób. Chcieli kupić Wireland. Miałem zostać jej prezesem z dużym wynagrodzeniem. Odmówiłem, bo nie chcę, aby spółka trafiła w obce ręce. Dlatego starają się teraz nas zdyskredytować. Możliwe, że te plotki to ich zasługa. Ze swojej strony ja zrewanżowałem im się, mówiąc, że Wireland w każdej chwili może liczyć na dużą pomoc HRC. Wireland sprzedaje swoje produkty do kilku krajów Europy. Nowoczesne regały sklepowe typu York są hitem podbijającym kolejne rynki. Podobny produkt oferuje niemiecka firma. W polskim przedstawicielstwie Wanzla nie było osoby upoważnionej do kontaktów z mediami. Pracownicy potwierdzają jednak zarzuty wobec bytowskiego Wirelandu. - Od lat różne firmy kopiują nasze wyroby - twierdzi przedstawiciel Wanzla. - Najbardziej spektakularne jest jednak to, z czym spotkaliśmy się w bytowskim Wirelandzie. My podobne regały produkujemy od kilkunastu lat, a oni zaledwie od roku. - Słyszałem, że mieliśmy ich produkt skopiować. Uważają, że nie mamy certyfikatu ani patentu na nasz wyrób. To kłamstwo. Teraz, aby z nami walczyć, sprzedają swój produkt poniżej kosztów produkcji - dodaje Recław. Niewykluczone, że sprawę obie firmy skierują do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Walka o rynek na pewno potrwa długo. Czy niewielka bytowska firma wygra z gigantem mającym zakłady w całej Europie i zatrudniającym tysiące osób? Prezes jest pewny, że tak. - Jesteśmy już uznanym w Europie producentem - podkreśla Jędrzejczak, prezes Wirelandu. - Otrzymaliśmy certyfikaty z Państwowego Instytutu Higieny, potwierdzające doskonałą jakość i spełnianie warunków niezbędnych do ekspozycji produktów spożywczych. Uzyskaliśmy również świadectwa rejestracji dla sześciu naszych produktów. Niczego nie podrabiamy. Wypuściliśmy blisko 1500 projektów. Rynek z roku na rok się rozszerza. Nie musimy się bać o kondycję i przyszłość firmy. Damy sobie radę.
Dziennik Bałtycki
Leszek Literski






























































