WR: Uważam, że to jest pewien dylemat, ale mówiąc szczerze wolałbym, aby politycy nadal trzymali się na odległość od giełdy, aby trzymali się zasady neutralności. Widzę plusy i minusy tej neutralności, ale wydaje mi się że plusy przeważają. Wciągnięcie polityków do giełdy nie będzie skutkować tylko tym, że w sprawach strategicznych, gdzie faktycznie rząd musi się wypowiedzieć, będzie się wypowiadał. Prawdopodobnie zacznie się również wypowiadać w sprawach operacyjnych, a to na pewno nie jest dobre. Tu na pewno trzeba znaleźć złoty środek. Trudno mi powiedzieć, czy ja go znalazłem, ale niewątpliwie przesuwanie się w jednym bądź w drugim kierunku nie jest dobre - trzeba uplasować się gdzieś po środku.
![]() |
| Prezes GPW Wiesław Rozłucki i wielki tort przygotowany na uroczystość obchodów 15-lecia GPW. |
WR: Nie. Większość decyzji to były decyzje operacyjne. Jeśli chodzi o decyzje dotyczące wyboru systemu transakcyjnego, systemu notowań, akwizycje spółek, to były typowe decyzje operacyjne.
R: A pierwsza decyzja dotycząca wyboru systemu giełdowego? Dlaczego akurat system z Francji?
WR: Przyczyna tej decyzji była prozaiczna - nie było po prostu innej propozycji. Propozycja przedstawiona przez Amerykanów była tylko ładnie napisaną deklaracją, natomiast Francuzi złożyli bardzo profesjonalną, techniczną ofertę, w której powiedzieli co zrobią, za jakie pieniądze i w jaki sposób. Szczerze mówiąc nie było w ogóle wyboru, była to jedyna oferta całościowa. Proszę pamiętać, że giełdę należało założyć w kilka miesięcy i to się udało. Tu nie było żadnych politycznych kwestii. Szczerze mówiąc byłem nastawiony bardziej na Stany Zjednoczone, niż na Francję, nawet pod względem językowym, francuskiego się musiałem nauczyć, a angielski już znałem wcześniej.
R: GPW jest liderem w regionie. Doprowadził Pan do tego w ciągu ostatnich 15 lat. A jakie wyzwania będą stały przed kolejnym zarządem giełdy?
WR: Moim zdaniem, przed kolejnymi władzami giełdy będzie stało zadanie utrzymania pozycji regionalnego lidera, a nawet jej wzmocnienie. Giełda ma spory, nadmiarowy kapitał - 200 mln zł w gotówce - i jest to kapitał, który trzeba albo zwrócić akcjonariuszom albo wykorzystać na przejęcia. Ja osobiście wykorzystałbym w tym drugim celu, ale ostrożnie. Pieniądze zmarnować jest bardzo łatwo, natomiast ulokować tak, żeby przynosiły korzyści dla rynku kapitałowego, to na pewno jest sprawa, w której sam zarząd nie może podjąć decyzji. To są decyzje należące do rady nadzorczej i akcjonariuszy giełdy.
WR: Uważam, że taka szansa istnieje, ale nie jest ona wielka, zwłaszcza gdyby miał to być alians tylko ograniczający się do Europy Środkowo-Wschodniej. Budowa czegoś, co byłoby niezależne od Euronextu, Deutsche Boerse czy giełdy londyńskiej może być strategią krótko- lub średnioterminową. W długim okresie takie regionalne centrum finansowe musiałoby się stać częścią jeszcze większej struktury, bo utrzymanie takiego organizmu w stałej opozycji do tych większych w dłuższej perspektywie wydaje mi się mało prawdopodobne.
R: Czy były przeprowadzane jakieś analizy dotyczące przejęcia przez GPW giełdy budapeszteńskiej?
WR: Przygotowywaliśmy się do takich analiz, ale były to dość wstępne przygotowania. Nie można bowiem przygotowywać się do czegoś, jeśli nie ma sygnału i nie ma z kim rozmawiać. Na giełdzie robiliśmy szereg analiz, czy polscy inwestorzy są zainteresowani węgierskimi akcjami. Wiemy, że Węgrzy robili to samo. Można powiedzieć, że wyniki tych badań nie były budujące, ale badania zostały zrobione.
Trzeba patrzeć na każdy projekt z punktu widzenia korzyści i możliwości realizacji. Jeśli możliwości realizacji zbliżają się do zera, to rozmawianie o korzyściach staje się dyskusją akademicką. Poprzednio pracowałem w instytucie naukowym, więc wiem o czym mówię. Natomiast dzisiaj nic nie stoi na przeszkodzie, ale wie Pan, żeby to zrobić w sposób profesjonalny, trzeba rozeznać sytuację. Nikt nie zgłasza oferty póki nie przeprowadzi rozmów. Natomiast, żeby te rozmowy przeprowadzić, trzeba mieć zielone światło przynajmniej do przeprowadzania rozmów.
R: Czy po zakończeniu pracy na giełdzie będzie Panu czegoś szczególnie brakowało, co było związane z tą pracą?
WR: Jeżeli się coś tworzy i myśli się o pewnych rozwiązaniach, i potem się je ogląda w praktyce, to bardzo miło jest patrzeć, jak to potem w rzeczywistości wygląda. Może mi tego będzie w przyszłości brakowało. Ja jednak potrafię się szybko przystosować do nowych sytuacji.
![]() |
| Zdjęcie zbiorowe – przedstawiciele giełdy, dziennikarze i fotoreporterzy oraz inni goście zaproszeni na obchody 15-lecia GPW. |
WR: Jak najbardziej najlepszy! Indeksy biją rekordy, najwyższa kapitalizacja... a poza tym czas prywatyzacji się odwleka.
R: A jaka jest Pańska opinia w sprawie prywatyzacji giełdy. Czy ta prywatyzacja jest konieczna?
Ja uważam, że giełda powinna przejść w ręce jej interesariuszy, w tym Skarbu Państwa; co do tego to nie mam wątpliwości. Ale wydaje mi się, że na dzień dzisiejszy nie ma przyzwolenia politycznego na to. Uważam, że prywatyzacja powinna być zrobiona dobrze. Źle przeprowadzona prywatyzacja na pewno zaszkodzi, a brak prywatyzacji też nie jest dobrym rozwiązaniem.
R: Nie boi się Pan, że po Pana odejściu to wszystko co Pan stworzył się rozpadnie?
WR: Nie, nie sądzę. Mam nadzieję, że zbudowałem pewną strukturę. Ja o tym dużo nie mówiłem, ale wewnątrz są pewne procesy, analizy, odpowiedni ludzie... Zbudowane są mechanizmy, które powodują, że mam zaufanie, że to wszystko będzie działać dobrze.
R: Jakie ma pan typy na swojego następcę? Jaki powinien być?
WR: Konkretnych kandydatów nie mam. Uważam, że powinien być profesjonalistą, spoza układu politycznego. Byłoby to dobre dla giełdy. Bardzo często pojawiają się zarzuty, że zarząd giełdy, w tym ja, był ostrożny. Ja temu nie zaprzeczam. Powiedziałbym raczej: bardziej rozważny niż ostrożny. Na czym to polegało? Żadne rozwiązanie nie było wprowadzanie, jeśli przedtem nie było przetestowane na innych giełdach. Czyli chciałem wprowadzać rzeczy ogólnie sprawdzone, a nie oryginalnie wymyślane. Ja powiem tak - tu będzie lekka złośliwość, ale tylko lekka, zwłaszcza, że nie znam następcy, nie jest więc ad personam. Jeżeli ostrożna strategia obecnego zarządu doprowadziła do obecnego rezultatu, to ciekaw jestem jak będzie wyglądać bardziej odważnej strategii nowego zarządu, którą chętnie bym poparł. Jedynym kryterium jest, jak mówi Pismo Święte, „po owocach ich poznacie”. Mówić każdy może, prawda? Ale jakie będą owoce tej odważnej versus ostrożnej strategii zobaczymy. W związku z tym chciałbym prosić, aby zapisać deklaracje nowego zarządu i sprawdzić ich późniejszą realizację
![]() |
| Wiesław Rozłucki wita się z synem Piotra Kamińskiego. |
WR: Na szczęście nie. Co więcej, jednym z najmilszych komplementów był komplement od Pana posła Zawiszy (z PiS - przyp. red.), nawet do niego napisałem z podziękowaniem. Na pytanie „co po Rozłuckim?” odpowiedział, „drugi taki Rozłucki”, więc szczerze mówiąc bardzo byłem zbudowany tym komplementem, bardzo wysoko sobie go cenię.
R: Czy zna Pan już dokładną datę końca swojej pracy?
WR: To jest jasne. Odbywa się zwyczajne walne zgromadzenie GPW i następnego dnia przestaję być prezesem. Najprawdopodobniej będzie to trzecia dekada czerwca, bo GPW musi otrzymać do sprawozdania skonsolidowanego wyniki KDPW, który ok. 20 czerwca będzie miał walne zgromadzenie, więc GPW musi mieć WZA po nim.
R: Powiedział Pan kiedyś, że podejmując decyzję od odejściu ze stanowiska szefa GPW rozważał Pan różne plusy i minusy, i minusy ostatecznie przeważyły. Co było tym momentem decydującym, bo czasami przychodzi taki moment, że pojawia się coś...
WR: Jestem zwykle bardzo szczery, ale w takich sprawach musze powiedzieć, że chcę zachować dobre relacje z wszystkimi. Jeśli musiałbym o tym mówić, to musiałbym mówić o czymś negatywnym, prawda? I te negatywne czynniki mogłyby kogoś dotknąć, a ja nie chcę sobie robić wrogów, ja chcę ze wszystkimi żyć dobrze.
R: Generalnie jest Pan przez większość obserwatorów, specjalistów oceniany pozytywnie... ale pojawiają się także glosy krytyczne. Niektórzy doceniają Pan rolę i rolę kierowanego przez Pana zarządu w stworzeniu mocnych podstaw rynku, ale twierdzą także, że obecny zarząd nie potrafił zrozumieć, jak powinna działać giełda jako rynek rozwinięty. Stawiają takie zarzuty jak krytykowane dwie linie notowań WARSET-u, nieprzemyślane decyzje dotyczące godzin notowań albo dopatrują się polityki w decyzji o zawieszeniu notowań BIG BG podczas przejmowania go przez Deutsche Bank. Co Pan by odpowiedział na takie zarzuty?
WR: Jeśli chodzi o linie notowań... ja myślę, że jest to kwestia gustu. Mógłbym z Panem rozmawiać parę godzin na temat zalet fixingu i zalet notowań ciągłych. Mogę pokazać Panu parę książek napisanych przez autorytety o wiele większe niż ja, zwracały uwagę na korzyści z fixingu. Tak naprawdę dla mało płynnych spółek nie ma dobrego systemu notowań; ci co mają notowania ciągłe mówią że lepszy jest fixing, ci co mają fixing mówią, że może lepsze są notowania ciągłe. Chyba jeszcze do dzisiaj są fixingi na Euronexcie. Jest to druga największa giełda w Europie, więc trudno ją posądzać o brak profesjonalizmu. Na Deutsche Boerse także są fixingi, chyba do dzisiaj. Mówienie więc o tym, że to, że myśmy zrobili fixingi, to jest jakiś większy błąd, świadczy nie o profesjonalizmie tego krytyka, ale raczej o niedużej wiedzy na ten temat.
![]() |
| Wielki, słodki tort przygotowany na uroczystość 15-lecia GPW. |
R: A sprawa BIG BG?
WR: W tym czasie byłem na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos i w przeciwieństwie do jednego z członków rady nadzorczej BIG-u, nie wróciłem do kraju, tylko nadal uczestniczyłem w seminarium. Potem pojechałem na urlop. Więc nie była to dla mnie na tyle ważna sprawa, by przerywać konferencję i urlop i wracać do kraju. Ta decyzja została podjęta w kraju i została podjęta dobrze. Byłem o niej telefonicznie poinformowany. Powiem w ten sposób, według mojej wiedzy była to unikalna sytuacja, gdzie dostaliśmy jako giełda komunikaty od dwóch różnych zarządów i dwóch różnych rad nadzorczych. Zdecydowaliśmy się, że nie można notować akcji banku, gdy nie wiadomo, kto jest właścicielem tego banku i który zarząd jest prawdziwym zarządem. Żeby to wyjaśnić, powiedzieliśmy, że wznowimy notowania w momencie, gdy ta sytuacja się wyjaśni. Gdyby ona się wyjaśniła za godzinę, czy za dzień, to by wystarczyło. Natomiast ona została wyjaśniona, chyba też nie do końca, na przerwanej drugiej części walnego zgromadzenia.
R: Czyli miała to być decyzja zabezpieczająca interesy akcjonariuszy i inwestorów?
WR: Tylko i wyłącznie. Była to wtedy bezprecedensowa sytuacja. Zdarzyło się wprawdzie, że jakąś spółkę zawiesiliśmy, gdy okazało się, że zarząd jest nieosiągalny, nie było z kim rozmawiać. Tu była podobna sytuacja, wprawdzie było z kim rozmawiać, ale były to dwie różne osoby i każda twierdziła, że jest prawdziwa. Giełda nie była predysponowana, żeby rozstrzygnąć, która z nich jest prawdziwa, a który fałszywa. Potem rozstrzygnął to sąd.
R: A teraz może pytanie dotyczące bardziej Pana osoby. Czy w ciągu 15 lat tej ciężkiej pracy na giełdzie znalazł Pan czas, aby realizować swoje pasje?
WR: W ostatnim czasie tak, narciarstwo. Tegoroczny sezon mam bardzo udany.
R: Dzisiaj zdradził Pan dwie swoje pasje: jedna to zbieranie korków druga to szermierka. Czy wróci Pan do szermierki, albo skupi się Pan na zbieraniu korków.
WR: Korki zbieram codziennie, tzn. nie codziennie, bo tyle nie piję. Natomiast szermierki nie uprawiałem dla przyjemności, tylko zawodniczo. Byłem dwa razy drużynowym mistrzem Polski, także to nie była zabawa.
R: Domyślam się, że nie skupi się Pan tylko na korkach ani na szermierce, wszyscy się zastanawiają co Pan będzie robił.
WR: Ja się też zastanawiam.
R: Nie podjął pan jeszcze decyzji? Nie będzie to jakieś eksponowane stanowisko?
WR: Na pewno nie będzie. Ale mam nadzieję, że będzie to praca lepiej płatna.
R: Czy będzie się wiązała z kontaktami z dziennikarzami?
WR: Bardzo bym tego chciał, ale wątpię czy w takim zakresie, jak obecnie
R: Ale jeśli Pan nie będzie ograniczał do siebie dostępu, to myślę że relacje z mediami zostaną zachowane?
WR: Dobre relacje na pewno.
R: A czy mógłby Pan zostać szefem jakiegoś biura maklerskiego?
WR: Jeszcze raz mówię, że nie wykluczam żadnej z możliwości.
R: Dziękuję za rozmowę.



































































