Obniżenie prognoz sprzedaży przez Apple'a w połączeniu z zaskakująco słabymi danymi z amerykańskiego przemysłu podłamały morale giełdowych byków. Nowojorskie indeksy, które dzień wcześniej wybroniły się przed spadkami, tym razem oddały pola na całej linii.


W liście do inwestorów producent iPhone’ów określił prognozowany poziom przychodów za kwartał zakończony 29 grudnia na 84 mld dol. To mniej zarówno od oczekiwań rynku (91,5 mld dol.) jak i od wcześniejszych zapowiedzi (89-93 mld dol.). Jak podkreślają amerykańskie media, Apple po raz ostatni „nie dowiózł wyniku” w 2002 r.
Inwestorzy bezlitośnie ukarali do niedawne swego największego pupila. Akcje Apple'a przeceniono o blisko 10%! A ponieważ jest to spółka wagi super-ciężkiej (750 mld USD kapitalizacji), to odcisnęła głębokie piętno na giełdowych indeksach.
Nasdaq poszedł w dół o ponad 3%, powracając do poziomów z otwarcia środowej sesji. Dow Jones zanotował spadek o 2,83% i znalazł się najniżej w tym roku. S&P500 po zniżce o blisko 2,5% powrócił poniżej 2 500 punktów.
Z punktu widzenia inwestorów z USA - gdzie najnowszy model iPhone’a przez wielu postrzegany jest jako dobro niezbędne do przeżycia - problemy ze sprzedażą tych urządzeń świadczą o nagłym pogorszeniu nastrojów konsumentów w Chinach (bo to na tym rynku spółka z Cupertino odnotowała największe problemy), co jednak wcale nie musi być prawdą.
Ale bardzo niedobrze zaprezentowały się też najnowsze dane z amerykańskiego sektora wytwórczego. "Przemysłowy" ISM spadł w grudniu do najniższego poziomu od dwóch lat. Ten bacznie obserwowany na Wall Street wskaźnik koniunktury w gospodarce USA obniżył się z 59,3 pkt. do 54,1 pkt. przy oczekiwaniach rzędu 58 pkt. Był to najsilniejszy spadek "przemysłowego" ISM od października 2018 roku, czyli apogeum pierwszej fazy kryzysu finansowego.
To wciąż odczyt wysoki jak na historyczne standardy i świadczący o solidnym tempie wzrostu aktywności w przemyśle. Ale już jego kompozycja wygląda złowieszczo. Dramatycznie (z 62,1 pkt. do 51,1 pkt.) obniżył się subindeks nowych zamówień. Wskaźnik bieżącej produkcji odnotował zjazd z 60,6 pkt. do 56,2 pkt. Wygląda to tak, jakby rozpędzonemu do prędkości maksymalnej sektorowi wytwórczemu nagle ktoś zaciągnął hamulec ręczny.
Na potwierdzenie tej tezy rozczarowały grudniowe statystyki sprzedaży samochodów w USA. Akcje Forda potaniały o ponad 1%, a notowania General Motors poszły w dół o przeszło 4%.
Dnia nie mogły uratować sensacyjnie dobre dane z rynku pracy. Raport ADP pokazał, że w grudniu amerykański sektor prywatny zwiększył zatrudnienie o 271 tysięcy. Czyli o blisko sto tysięcy więcej, niż wynosiła mediana oczekiwań ekonomistów. Oraz zdecydowanie więcej niż 157 tys. odnotowane w listopadzie. Jeszcze przed rozpoczęciem piątkowej sesji na rynek napłynie oficjalny raport Departamentu Pracy, po którym analitycy spodziewają się +178 tys. miejsc pracy w sektorach pozarolniczych przy najniższej od 49 lat stopie bezrobocia (3,7%).
Bardzo niepokojące sygnały wysyłał też rynek długu, gdzie rentowność amerykańskich 2,3 i 5-letnich obligacji skarbowych spadła poniżej efektywnej stopy funduszy federalnych wynoszącej obecnie 2,40%. Na łeb, na szyję spadała też rentowność (czyli rosła cena) 10-letnich Treasuries, która obniżyła się o 7 pb., do 2,56%. A jeszcze w listopadzie amerykańskie 10-latki płaciły 3,26%. Obniżenie rentowności o ponad 70 pb. w zaledwie dwa miesiące to bardzo silny ruch jak na standardy rynku długu USA. Rentowność obligacji 2-letnich przez ten czas spadła z niemal 3% do 2,38%, schodząc do najniższego poziomu od maja.
Krzysztof Kolany
































































