Francuski polityk Jean-Luc Melenchon, lider skrajnie lewicowej partii Francja Nieujarzmiona (LFI) zapowiedział w niedzielę, że będzie startował w wyborach prezydenckich, które odbędą się we Francji w 2027 roku. 74-letni polityk kandydował dotąd trzykrotnie: w 2012, 2017 i 2022 roku.


W poprzednich wyborach prezydenckich, w 2022 roku Melenchon znalazł się po pierwszej turze na trzecim miejscu, za liderką skrajnej prawicy Marine Le Pen i ubiegającym się o reelekcję prezydentem Emmanuelem Macronem. Nie wszedł do drugiej tury, ale zdobył prawie 22 proc. głosów i od Le Pen dzieliła go nie tak wielka różnica - 422 tys. głosów.
O tym, że będzie kandydował, Melenchon poinformował w niedzielę wieczorem w telewizji TF1. Decyzja ta była oczekiwana, mimo, że w 2022 roku Melenchon sugerował, że przekaże pałeczkę nowej generacji.
Deklaracja szefa i założyciela LFI jest niekorzystna dla innych polityków lewicy, którzy liczyli na wspólnego kandydata całej lewicy, wyłonionego w prawyborach. Obecnie, na rok przed wyborami, żaden kandydat lewicowy nie dogania w sondażach popularności polityków skrajnej prawicy. Poparcie dla Marine Le Pen i jej współpracownika Jordana Bardelli przekracza 30 procent.
Data wyborów nie została jeszcze oficjalnie wyznaczona. Druga - i ostatnia - kadencja Macrona kończy się 13 maja 2027 roku. Zgodnie z konstytucją wybory powinny odbyć się na 20 do 35 dni przed tym terminem, co oznaczałoby, że będzie to kwiecień 2027 roku. Dziennik „Le Monde” uznaje około 20 polityków za potencjalnych kandydatów w wyborach.

Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ adj/

























































