Fiaskiem zakończyła się kolejna już próba dotarcia do 20.000 punktów na średniej przemysłowej Dow Jonesa. Widząc niezdecydowanie rynku, część inwestorów zaczęła realizować zyski. Środowa sesja w Nowym Jorku przyniosła umiarkowane spadki.


Na początku dnia Dow Jones – jak to ma ostatnio w zwyczaju – ponownie zaatakował psychologiczny poziom 20.000 pkt. I znów się nie udało. I znów zabrakło mniej więcej 20 pkt. Ale tym razem posiadacze długich pozycji uznali to za sygnał do odwrotu.
Po załamaniu się porannego natarcia, giełdowe byki przez resztę dnia traciły teren. Skończyło się niewinnie. DJIA stracił 0,56% i zakończył dzień na poziomie 19.833,68 pkt. S&P500 po stracie 0,84% zameldował się z wynikiem 2.249,92 pkt. Nawet taki stosunkowo niewielki spadek był największą dzienną zniżką od... 11 października – a więc 2,5 miesięcy. Nasdaq oddał 0,89% po tym, jak dzień wcześniej ustanowił nowy rekord wszech czasów.
Główne nowojorskie indeksy w dalszym ciągu znajdują się tylko nieznacznie poniżej nominalnych rekordów. I zapewne zakończą 2016 rok z całkiem przyzwoitymi wynikami. Od początku roku S&P500 zyskał 10%, Dow Jones 13,8%, Nasdaq 8,6%, a Russell2000 aż 20,4%. Amerykański inwestor nie ma więc za bardzo na co narzekać.
Może poza tym, że akcje na Wall Street są już wręcz ekstremalnie drogie. Relacja cen do historycznych zysków przypadających na indeks S&P500 sięga niemal 25,9 – drożej było tylko podczas bańki internetowej i tuż po niej. Tzw. Shiller C/Z (czyli relacja wartości indeksu do uśrednionych zysków z ostatnich 10 lat urealnionych o inflację) wynosi 27,8 i także rzadko kiedy bywała wyższa.

Krzysztof Kolany





























































