Podczas wtorkowego orędzia o stanie państwa przed połączonymi izbami Kongresu prezydent Donald Trump zapowiedział rozszerzeniu dostępu do giełdowych planów emerytalnych 401(k) dla „zapomnianych pracowników” oraz przychylił się do radykalnej propozycji zakazu handlu akcjami dla członków Kongresu, co spotkało się z obustronnym aplauzem. „Czy Nancy Pelosi wstała? Wątpię” – uszczypliwe powiedział prezydent USA.


We wtorek 24 lutego Prezydent USA Donald Trump wygłosił doroczne orędzie o stanie państwa przed połączonymi izbami Kongresu, ustanawiając przy tym historyczny rekord. Przemówienie było najdłuższym w historii, trwając blisko 1 godzinę i 50 minut. Poprzedni rekord wynoszący 100 minut także należał do Trumpa i pochodził z 2025 r. Trzecie miejsce pod tym względem zajmuje Bill Clinton, który w 2000 r. przemawiał przez 89 minut.
Trump ogłasza po 1000 dolarów dla pracowników
Jednak od tego ile się mówi, ważniejsze jest to, co się ma do przekazania. Tym razem jednym z najważniejszych punktów gospodarczych orędzia Trumpa była zapowiedź nowej inicjatywy, dotyczącej systemu emerytalnego w USA. Donald Trump ogłosił plan, zgodnie z którym rząd będzie dorównywał składkom na indywidualne konta emerytalne do kwoty 1000 dolarów rocznie dla osób, które obecnie nie mają dostępu do planów oferowanych przez pracodawców.
„Wasze 401(k) poszły w górę, jednak połowa wszystkich pracujących Amerykanów wciąż nie ma dostępu do planu emerytalnego z dopłatami od pracodawcy. (…) Moja administracja zapewni tym zapomnianym amerykańskim pracownikom, wspaniałym ludziom, ludziom, którzy zbudowali nasz kraj, dostęp do takiego samego rodzaju planu emerytalnego, jaki oferuje każdy pracownik federalny” – powiedział prezydent do kongresmenów.
„Będziemy co roku wspierać Twój wkład kwotą do 1000 dolarów, aby wszyscy Amerykanie mogli czerpać zyski ze wzrostu rynku akcji” – zwrócił się do amerykańskich pracowników nieobjętych planem 401(k), prezydent USA.
Zgodnie z planem, administracja zamierza rozszerzyć mechanizm zwany „Savers Match”, wprowadzony jeszcze na mocy ustawy SECURE 2.0 Act za kadencji Joe Bidena. Nowe przepisy mają pozwolić na to, aby osoby dotąd wykluczone z systemu otrzymywały konto uprawniające do dopłaty w wysokości do 1000 dolarów. Prezydent nie sprecyzował, skąd w budżecie federalnym mają pochodzić proponowane środki.

Jak podała agencja Axios powołując się dane Economic Innovation Group, ponad 40 milionów amerykańskich pełnoetatowych pracowników, nie ma dostępu do programów emerytalnych sponsorowanych przez pracodawców. Prosty rachunek wskazuje, że w budżecie federalnym potrzeba wygospodarować co roku około 40 mld dolarów. Jeśli uwzględnimy pracowników zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin, liczba osób wykluczonych z programu 401(k) wzrasta do 62,6 mln.
Jak komentują amerykańskie media, pomysł jest ewolucja tzw. „kont Trumpa” ustanowionych dla dzieci, gdzie Departament Skarbu oraz prywatne firmy zasilają oszczędności młodych Amerykanów swoimi wpłatami.
Czym jest emerytalny program 401(k)?
Program 401(k) to najpopularniejszy w Stanach Zjednoczonych rodzaj emerytalnego planu oszczędnościowego, którego nazwa pochodzi od sekcji amerykańskiego kodeksu podatkowego. Pozwala on pracownikom na odkładanie części wynagrodzenia na osobiste konta przed opodatkowaniem, co zmniejsza ich bieżący dochód do opodatkowania. Środki te są inwestowane – głównie w fundusze oparte na akcjach i obligacjach – co pozwala na ich wzrost wraz z rynkiem kapitałowym.
Standardowo wypłata środków bez kar jest możliwa po osiągnięciu wieku 59,5 lat. Największą siłą tego programu jest tzw. „matching” – mechanizm, w ramach którego pracodawca dokłada od siebie drugie tyle lub konkretny ułamek do wpłaty pracownika, co bywa nazywane darmowymi pieniędzmi na emeryturę. W Polsce podobną rolę pełnią programy emerytalne jak PPK, czy PPE, oraz konta IKE i IKZE. Program 401(k) silnie wspiera amerykańską giełdę poprzez masowe inwestycje uczestników w akcje notowane m.in. na NYSE i NASDAQ. Na koniec III kwartału 2025 r. aktywa 401(k) wyniosły około 10 bln dolarów.
Trump puszcza oko do rynku
Przemówienie Trumpa miało miejsce w kluczowym momencie dla rynków akcji, które od pewnego czasu nie mogą obrać jasnego kierunku, miotane wątpliwościami o wpływ AI na gospodarkę, zamieszanie z prowadzonymi cłami w USA, czy napięcia geopolityczne. W tych warunkach deklaracja prezydenta może być sygnałem dla giełd, aby kontynuowały wzrosty, które w cyklach prezydenckich mierzonych kadencjami kolejnych przywódców USA obecnie nie wyglądają tak dobrze.
Kondycja S&P500 po 13 miesiącach od rozpoczęcia drugiej kadencji Trumpa w 2024 r. to oczywiście solidny wzrost na poziomie 13,2 proc. Ale po 13 miesiącach kadencji Joe Bidena było to prawie 18 proc., pierwsza kadencja Trumpa dała wzrost na poziomie 19 proc., a gdy prezydentem został Barack Obama S&P500 wzrósł w tym okresie o zawrotne 33,7 proc.
Trzeba jednak oddać, że za „drugiego Trumpa” giełda radzi sobie (na razie) wyraźnie lepiej niż za George'a H.W. Busha (11,6 proc.), Billa Clintona (6,5 proc.) oraz przede wszystkim George'a W. Busha i Ronalda Reagana, za których czasów indeks stracił po 13 miesiącach odpowiednio aż 19,0 proc. i 12,7 proc.
Zakaz handlu akcjami w Kongresie
Innym ciekawym wątkiem orędzia Trump z punktu widzenia giełdowego, było poparcie dla całkowitego zakazu handlu akcjami przez członków Kongresu. Trump wezwał ustawodawców do ukrócenia praktyk, które opinia publiczna postrzega jako korupcyjne wykorzystywanie informacji niepublicznych.
Ten postulat reformy spotkał się z wyjątkowym obustronnym aplauzem kongresmenów zgromadzonych w izbie. Trump nie powstrzymał się od wymierzenia precyzyjnego ciosu politycznego z mównicy. Powiedział: „Zadbajmy też o to, żeby członkowie Kongresu nie mogli korupcyjnie czerpać korzyści z wykorzystywania poufnych informacji”. Chwilę później skierował wzrok w stronę byłej spikerki Izby Reprezentantów i wypalił: „Czy Nancy Pelosi wstała? Wątpię”.
Zwrócenie się do Nancy Pelosi nie było przypadkowe. Od lat uchodzi ona za symbol problemu – jej portfel inwestycyjny (zarządzany głównie przez męża) regularnie osiąga wyniki znacznie przewyższające rynek i największe fundusze hedgingowe, co budzi powszechne podejrzenia o insider trading. Przykładem mogą być spektakularne zyski z opcji na akcje Nvidii kupione tuż przed kluczowymi dla sektora ustawami.
Mimo że Pelosi ostatecznie wsparła w 2025 roku projekt ustawy zakazującej handlu (Honest Act), który utknął w legislacyjnych młynach Kongresu, wizerunek polityka korzystającego na giełdzie z przewagi informacyjnej pokutuje od lat. Republikanie obdarzyli ją przydomkiem "Queen of Stonks" (Królowa Akcji), a na rynku powstały specjalne fundusze ETF, które inwestują na rynkach tylko po to, by kopiować jej prywatne ruchy.
Obecnie zasady handlu akcjami przez kongresmenów reguluje uchwalona w 2012 roku ustawa STOCK Act. Dokument ten miał zapobiegać korupcji poprzez wymóg przejrzystości transakcji, jednak w praktyce okazał się nieskuteczny. Brak surowego egzekwowania kar oraz fakt, że żaden członek Kongresu nie został nigdy skazany na jej podstawie, doprowadziły do sytuacji, w której ustawodawcy często ukrywają swoje udziały lub spóźniają się z ich raportowaniem bez realnych konsekwencji.
Trump chce wyśrubować rekord S&P500?
W najdłuższym w historii przemówieniu prezydenta USA przed amerykańskim Kongresem Trump zaserwował rynkom mieszankę populizmu i pragmatyzmu. Podczas gdy inwestorzy drżą przed wahaniami wycen AI, administracja Białego Domu oferuje im miliony nowych, systematycznych nabywców, wspieranych rządową dopłatą 1000 dolarów. Podczas gdy „Queen of Stonks” mogła poczuć się wywołana do tablicy, spora część Amerykanów otrzymała zaproszenie do gry na giełdzie.
To być może sygnał, że druga kadencja Trumpa może być próbą walki o jak najlepszy wynik amerykańskiej giełdy. W ostatnich 50 latach po 48 miesiącach prezydentury S&P500 osiągnęło najlepszy wynik za Baracka Obamy (81,4 proc.), drugi w takim zestawieniu jest Bill Clinton (79,2 proc.), trzeci Trump (63 proc.) w jego pierwszej kadencji.






























































